poniedziałek, 12 stycznia 2015

WYPRZEDAŻE

WYPRZEDAŻE
Zbliża się weekend i postanowiłam spędzić go poza domem. Umówiłam się więc z koleżanką z pracy
i chcemy wybrać się do galerii handlowej. Trwają zimowe wyprzedaże-wiem, że często jest to tylko „wyciąganie” pieniędzy od klientów. Ja to nazywam sprzątaniem magazynów. Zdarza się oczywiście, że coś atrakcyjnego wpadnie mi w ręce, ale potem zadaję sobie pytanie, czy faktycznie było mi to potrzebne. Często kupujemy produkty ze względu na cenę, a nie z powodu realnej konieczności.
No, ale nie byłabym kobietą, gdybym nie poszła sprawdzić proponowanej oferty w naszej galerii. Tak więc po czterech godzinach szukania, szperania między półkami, przymierzania niezliczonej ilości ciuchów byłyśmy tak zmęczone, jak po ciężkim dniu pracy. Postanowiłyśmy usiąść w maleńkiej kafejce i odrobinę odpocząć. Zamówiłyśmy kawę i porcję lodów na dodanie sobie energii. Ktoś kiedyś powiedział, że lody tak właściwie można jeść bezkarnie, bo nie tuczą, podobno organizm z używa więcej energii, aby je spalić, więc nie zostają zbędne kalorie. Jakoś trudno mi w to uwierzyć, ale każde usprawiedliwienie naszego łakomstwa jest dobre, hihihi.  Zgodnie z  zamówieniem pani przyniosła nam lody bez bitej śmietany, za to z owocami i dekoracyjnie wciśniętą w gałkę lodów  rurką waflową. Miłą niespodzianką był fakt, że wspomniana rurka jest z firmy Dr Gerard. Ten dobrze nam znany smak wywołał uśmiech zadowolenia  na naszych twarzach. Poplotkowałyśmy jeszcze przez jakąś godzinkę, no i czas było wracać do domu. Frodo czekał z utęsknieniem na mój powrót. Oczywiście, dzień spędzony na zakupach w towarzystwie koleżanki z pracy uważam za udany. Kupiłam sobie letnią sukienkę w kolorowe wzory z lekkiej, miękkiej bawełny, ładną apaszkę, sweterek rozpinany i pasek ze skórki do spodni. Pytanie tylko, czy latem będę chodzić w tej sukience?  Pomyślę o tym, gdy już nastaną ciepłe dni. Tymczasem, trzeba już wyjść z psem na spacer. Do pobliskiego parku było niedaleko , Frodo szedł z  dumnie  uniesionym łbem, wesoło merdając ogonem. Poszalał  przez pół godziny i wróciliśmy do domu. Zabrałam się za przygotowywanie obiadu. Chcąc umilić sobie czas nalałam sobie szklankę soku i wyjęłam z szafki zakamuflowany torcik C-moll orzechowy. Zdaję sobie doskonale  sprawę, że nie powinnam się tak objadać słodyczami, że to zły nawyk. Dla uspokojenia sumienia kupiłam sobie kijki do nordic walking  i mam zamiar sumiennie wywiązywać się
z noworocznego postanowienia poprawy mojej kondycji. Codziennie wieczorkiem przemierzam
o kijkach trasę około dwóch  kilometrów.  Wracam do domu dziko zmęczona, ale zadowolona
z siebie, coraz łatwiej mi się poruszać, kijki same niosą, moje tempo wzrasta po każdym marszu. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby te ciasteczka i wafelki z firmy Dr Gerard nie były tak  świeże
i smaczne.                                         .

piątek, 9 stycznia 2015

WYJAZD DO ŁEBY



W naszej rodzinie wszyscy lubimy różnego rodzaju wycieczki. Korzystamy też z różnych środków transportu. Podróżowaliśmy już statkiem, samolotem, autokarem i oczywiście własnym samochodem. W ostatnim czasie zaczęliśmy sobie organizować również wyprawy rowerowe. Kiedyś dostaliśmy od znajomych dwa tandemy, pomyśleliśmy sobie, że przecież nie mogą stać bezużytecznie. W naszym domu zawsze z niecierpliwością czekamy na letnie miesiące, ponieważ wtedy mamy dużo więcej czasu i okazji, żeby podróżować. Wyjeżdżamy raczej o każdej porze roku, jednak latem robimy to najczęściej. W większości tych wypraw towarzyszą nam zwykle nasi znajomi. Wspólnie czujemy się dużo raźniej i bezpieczniej.  Wszystkie nasze wyjazdy mają naprawdę zróżnicowany charakter. Począwszy od wczasów, poprzez górskie wspinaczki, wypoczynek w SPA, pikniki, rajdy i wiele innych. Każda forma jest przez nas lubiana, chociaż staramy się przeważnie wybierać takie miejsca, w których będą miały radość także nasze dzieci.
Ostatnio udaliśmy się z nimi do parku dinozaurów, który znajduje się koło Łeby. Nasze dzieci bardzo cieszyły się na ten wyjazd. Wiele ciekawych rzeczy słyszały o tym miejscu. Od dawna chciały tam pojechać. Długo odkładaliśmy te plany, aż w końcu nadarzyła się ku temu dobra okazja.
Któregoś wieczoru, kiedy mąż wychodził do sklepu spotkał na klatce naszych dobrych sąsiadów. Okazało się, że następnego dnia wybierają się ze swoimi maluchami właśnie do Łeby.        Po powrocie Marka do domu musiała zapaść niezwykle szybka decyzja. Padło tylko jedno pytanie:       Czy jedziemy razem z nimi? Z tego względu, że była to sobota, dzień wolny od pracy jednogłośnie wszyscy zdecydowaliśmy się na ten wyjazd. Prawdę mówiąc mieliśmy już na ten dzień pewne plany, ale można było je przełożyć. Tym bardziej że nasze pociechy bardzo mocno naciskały.
Wycieczka zaczęła się wczesnym rankiem, pojechaliśmy dwoma samochodami. Mimo,             iż pogoda tego dnia nie dopisała, zabraliśmy ze sobą dobre humory. Na miejscu okazało się, że park dinozaurów to świetna zabawa nie tylko dla dzieci, ale także dla dorosłych w każdym wieku.
Podczas spacerów ścieżkami, kładkami i mostami nad trzęsawiskami, stawami poprzez trzciny,  chodząc w otoczeniu pięknych lasów poznawaliśmy dziesiątki dinozaurów i innych stworzeń w skali 1:1.  Pośród nich spotkaliśmy także dwa olbrzymy. Mieliśmy również bliskie spotkanie                   z żywymi zwierzętami jak króliki, krówki, koniki, osiołki daniele, owieczki, antylopy, kózki, nie zabrakło tam nawet kangura. Dodatkową przygodą było dla nas karmienie zwierząt przygotowanymi specjalnie przekąskami. Chociaż dzieciakom bardziej podobała się przejażdżka na kucyku. Spędziliśmy tam naprawdę miły dzień. Było tyle różnych atrakcji, że nie sposób wszystko opisać. Jednak najbardziej wszyscy zapamiętaliśmy słodkie spotkanie z czerwonym kapturkiem. Każdy, kto go spotkał na swojej drodze został poczęstowany słodyczami DR GERARDA. Do wyboru mieliśmy wiele produktów. Największą popularnością cieszyły się KREMISIE, ANDRUTY KOKOSOWE Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ I PAŁECZKI KREMOWE MORELOWE. Nigdy wcześniej nie próbowaliśmy tych produktów. Wszystkim bardzo smakowały. Dostaliśmy nawet mały zapas na drogę. Wyjazd do Łeby z pewnością należał         do udanych.

Wizyta u fryzjera

.O ile dobrze kojarzę, to nie zdarzyło mi się wyjść od fryzjera ze szczęśliwą, uśmiechniętą miną.  Zawsze mogłoby być lepiej, najbardziej dramatyczny z moich przypadków, to taki, kiedy dwa lata temu tuż przed wyjazdem na wakacje poszłam podciąć włosy do "sw. Ostatniojej" fryzjerki. Aktualnie – wtedy zapuszczałam dość intensywnie włosy, więc każdy centymetr był dla mnie na wagę złota. Miałam pecha, bo szefowej zakładu nie było – pojechała na jakieś pokazy fryzjerskie. Fryzjerka, która zawsze mnie ścinała, była właśnie zajęta inną klientką. I ja głupia… dałam się "podciąć" jakieś młodej uczennicy. Boszeee! ta dziewczyna – fryzjerka miała podciąć mi włosy tak około czterech centymetrów. Zresztą, pomyślałam sobie, jaka może być filozofia w podcięciu włosów tak na prosto? Ehee, akurat. Ale początek był miły, zaproponowała coś do picia. Poprosiłam o kawę. Otrzymałam ją, i obok niej na talerzyku pojawiły się różnego rodzaju wafelki. Nie mogłam sobie ich odmówić. Przepadam za nimi, a te wyjątkowo były pyszne. Z ciekawości zapytałam co to za ciasteczka. Fryzjerka spojrzała na opakowanie i przeczytała – Kabaretki  cappuccino oraz Kabaretki śmietankowe. No ale wrócę do fryzury. Adeptka fryzjerstwa podcięła mi z jakieś osiem centymetrów, a jak się później okazało, w dodatku krzywo. Z jednej strony dłuższe, z drugie krótsze. Tak krzywo, że nie było żadnych szans na wyrównanie tego stanu! Mogłam czekać na "swoją" fryzjerkę, aż skończy ciąć klientkę, albo po prostu zrezygnować z usługi. No, ale widać coś mnie podkusiło.... Jak to wyrównać?  Musiałabym ściąć połowę włosów. Popłakałam sobie trochę… przecież za parę dni wyjeżdżam. Koszmar.  Na drugi dzień poszłam oczywiście z reklamacją. Niestety nie dało się... cóż, właścicielka zakładu rozłożyła ręce i stwierdziła, "że niestety fryzjerka jest osobą tylko po zawodówce i nie mam co się dziwić, że nie rozróżnia centymetrów"! Szefowa próbowała jakoś zaradzić temu "obcięciu", ale nie przyniosło to efektów naprawczych, za to zaproponowała mi jako rekompensatę kilka zabiegów upiększających włosy, jakieś odżywki, dodatkowo masaż głowy. Poprosiła mnie o chwilę czasu, proponując mi w tym czasie herbatę wraz z tymi pysznymi Kabaretkami śmietankowymi oraz dołożyła na talerz Rurki waflowe CHOCO. Nie wiedziałam dlaczego mnie zatrzymuje, ale zapach tych wafelków oraz moja ciekawość, była silniejsza od złości. Zresztą co ja mogłam już zrobić, mogłam tylko czekać aż mi odrosną włosy. W czasie gdy zajadałam się ciasteczkami szefowa gdzieś telefonowała. Po kilkunastu minutach wróciła do mnie i wręczyła mi  karteczkę z adresem i jakimś karnetem. Byłam zdziwiona, kiedy na kartce zobaczyłam adres renomowanego SPA w moim mieście. Kobieta poprosiła o przyjęcie karnetu w ramach przeprosin za nieudaną usługę w jej salonie. Oczywiście z oferty skorzystałam, ale przed wyjściem nie mogłam jednak się oprzeć, by nie zapytać jakiej firmy są te słodkości, którymi wcześniej się zapychałam. Kobieta odpowiedziała, że kupuje je zawsze tylko z jednej firmy, tj. z firmy,,Dr Gerarda’’. Podziękowałam, i od razu udałam się do sklepu by je kupić. Trzeba sobie jakoś osłodzić ból nieudanej fryzury.

Gdzie są nasze Pryncypałki?



Pierwszy dzień wakacji zapowiadał się wspaniale. Piękna słoneczna pogoda. Czegóż chcieć więcej. Moje bratanice już od dawna z niecierpliwością czekały na ten dzień. To dla nich pierwszy dzień beztroski i zupełnej laby. Aby to uczcić zaproponowałam wypad do lasu na pierwsze w tym roku czarne jagody. Zbieranie jagód to ulubione zajęcie moich bratanic. Na rowerową wycieczkę do lasu pojechaliśmy we czwórkę: dwie bratanice – Marta i Ola, mój mąż i ja. Wakacyjna beztroska udzieliła się również mi gdy jechaliśmy piaszczystą polną drogą i mijaliśmy skąpane w czerwcowym słońcu pola i lasy. Po półgodzinnym pedałowaniu dotarliśmy do ogromnego lasu, w którym można się nawet zgubić ale tego się nie obawialiśmy gdyż mój mąż miał telefon z GPS. Zostawiliśmy rowery na skraju lasu i rozglądając się poszliśmy w głąb. Po paru minutach Marta znalazła pierwsze obsypane jagódkami krzaczki a później następne i następne. Kicaliśmy tak dwie, może trzy godziny aż dopadło nas zmęczenie i ogromne pragnienie. Woda którą wzięliśmy ze sobą dawno się skończyła a do domu tak daleko. Na szczęście wzięłam trochę pieniędzy ze sobą, jedna z bratanic też. W drodze powrotnej zajechaliśmy do sklepu po coś do picia. Pieniędzy starczyło nam jeszcze na lody w rożkach i Pryncypałki Classic Dr Gerarda. Zziajani i głodni wróciliśmy do domu. Obiad na nas już czekał. Najpierw jednak trzeba było się umyć i przebrać. Dopiero wtedy z apetytem zjedliśmy to co przygotowała nam moja mama. Po obiedzie przebrałyśmy i umyłyśmy wspólnie z bratanicami zebrane jagody. Wówczas przypomniałam o Pryncypałkach Dr Gerarda. Poszłyśmy do pokoju po nasz deser a tam na stole leżało puste opakowanie. Z przerażeniem wykrzyknęłyśmy: Gdzie są nasze Pryncypałki?! Niestety moje obawy potwierdziły się. Obok w fotelu siedział sprawca zniknięcia Pryncypałek. Na koszulce pod szyją widać jeszcze było okruszki po pysznych kruchych wafelkach w czekoladzie. Tak, to był mój mąż, który z rozbrajającym uśmiechem świadczącym o jego zakłopotaniu tłumaczył, że ręka sama sięgała po smakołyki, a gdy to uzmysłowił to było już za późno bo w paczce nic nie zostało. Ja,  Marta i Ola byłyśmy rozżalone bo również miałyśmy ochotę na coś słodkiego. Już czułam w ustach rozpływającą się słodycz czekolady z kruchutkim wafelkiem w środku a tymczasem mogłam tylko popatrzeć na puste opakowanie. Żal! Całą sytuację obserwowała moja mama i pośpieszyła z pomocą. Wyciągnęła z barka, przechowywane na odpowiednią chwilę, ciasteczka Yes! z cynamonem, czarnuszką, kminkiem i sezamem. Te ciasteczka to nowy hit Dr Gerarda a ta chwila okazała się tą najbardziej odpowiednią. Zostałyśmy usatysfakcjonowane a mój mąż za karę dostał tylko jedno ciasteczko.

czwartek, 8 stycznia 2015

Ciasteczka sezamowe

Jako dziecko uwielbiałem sezamki, pomimo wchodzących w każdy zakamarek ziaren.
Przepis na pyszne chrupiące ciasteczka który dziś przedstawiam niezmiennie przypomina mi o latach dzieciństwa.
Lekko orzechowy smak uprażonych ziaren sezamu, słodycz karmelu z brązowego cukru i lekka słoność soli kryjąca się gdzieś z tyłu.
Ciasteczka robi się bardzo szybko, można je zrobić np podczas niezapowiedzianej wizyty, można je też długo przechowywać np w puszcze na ciastka. Ale zanim wam zaprezentuje składniki i jak to się to robi muszę koniecznie zaprezentować Markizy Gold, Mafijne Choco, Kabaretki śmietankowe, Maltikeks Dark, Dr. Gerarda.
Składniki
Sposób przygotowania
Piekarnik rozgrzewamy do 165 stopni ( góra-dół ), blachę do pieczenia wykładamy papierem.
Na średnim ogniu rozgrzewamy dość dużą patelnię aby ziarna sezamu mogły się swobodnie prażyć ( ja użyłam 28 cm ), prażymy ziarna aż nie będą miały ładnego złoto-brązowego koloru.
Pamiętajmy aby często je podrzucać/mieszać inaczej ziarna szybko się nam spalą.
W misce mieszamy, roztopione ( nie gorące ) masło i cukier, mieszamy aż masa zrobi się lekko puszysta,
dodajemy lekko roztrzepane jajko, mieszamy.
Mieszamy w osobnej misce, mąkę, sól, proszek do pieczenia i dodajemy do wcześniej przygotowanej masy, mieszamy.
Dodajemy uprażone ziarna sezamu, ekstrakt waniliowy i sok z cytryny, mieszamy aż składniki się połączą.
Masę wykładamy na blaszkę łyżeczką, można to zrobić natychmiast po zrobieniu ciasta, lub poczekać 30-40 min aż masa przestygnie i wtedy łatwiej się ją nakłada ( ja się nie mogę doczekać i robię to natychmiast ).
Pamiętajmy aby robić dość spore odstępy ponieważ ciastka nam się rozleją na blaszce jak tylko masło i cukier zaczną topnieć, mi wychodzi około 9 sztuk na jedno pieczenie.
Pieczemy 15-20 minut aż brzegi ciasteczek zbrązowieją, chłodzimy je na blaszce około 2-3 minut i przekładamy do ostygnięcia na raszki. Mimo pysznych sezamków też trudno się obyć bez Torcik C- moll orzechowy, Rurka waflowa CHOCO, Andruty kokosowe z białą czekoladą, Rurka waflowa MILK CHOCO Dr. Gerard.
Smacznego  ...



czekoladowe ciasteczka owsiane z szuszonymi owocami

SKŁADNIKI
1/2 kostki rozpuszczonego masła
2 szklanki cukru
2 szklanki płatków owsianych
1 szklanka suszonych owoców (użyłam mieszanki żurawinowo-wiśniowo-
jagodowej)- w wersji bez suszonych owoców: dodatkowa szklanka płatków
owsianych
1 jajko
1,5 szklanki mąki
3 łyżki kakao bez cukruUcieramy masło z cukrem, nastętpnie dodajemy jajko, płatki z owocami,
mąkę i kakao. Całość mieszamy.
Formujemy ciasteczka i pieczemy 15 min w temperaturze 170 stopni. Najleprze ciasteczka z firmy Doktor Gerard smacznego.

biała czekolada

Biała czekolada z pistacjami składniki 200 g masła 1 szklanka cukru 1 szklanka śmietany 30% 400 g mleka w proszku ziarenka z 1/2 laski wanilii 2 garście grubo posiekanych pistacji Przygotowanie Na małym ogniu rozpuszczamy masło,śmietanę,cukier i wanilię.Chwilę podgrzewamy do zagotowania cały czas mieszając.Zdejmujemy z ognia i powoli nie przerywając mieszania wsypujemy przesiane mleko w proszku.Masa powinna być jednolita bez grudek.Gdyby jednak takowe powstały należy całość przetrzeć przez sito.Następnie dodać posiekane pistacje i dokładnie wymieszać.Masę przelać do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Dokładnie i równo rozsmarować i odstawić do stężenia. Pokroić w kwadraty dowolnej wielkości i pakować np. ozdobne paczuszki z celofanu. Smacznego Ps.Najlepsze andruty kokosowe z białą czekoladą od Dr.Gerard