poniedziałek, 5 stycznia 2015

HELLOWEEN

Witam serdecznie, dzisiaj mam ochotę opisać kolejne święto, które przywędrowało do nas wraz z McDonald’s i Coca colą, czyli HELLOWEEN. Gdy ja byłem dzieckiem pierwszy listopada kojarzył nam się z odwiedzaniem zmarłych na cmentarzach. A teraz to dynie, przebierańcy, psikusy i słodycze, często firmy „dr Gerard”. Moje dzieci również uległy tej modzie, my mamy walentynki a one cukierek albo psikus. Oczywiście jest to gorący okres dla marketingu. Można zarobić ogromne pieniądze na strojach, farbach do makijażu i tak dalej. Moja żona, jako wykształcony krawiec, nie ulega ofertom wypożyczalni czy sklepów, uważa, że sama najlepiej przystroi nasze dzieci. I ma rację. W tym roku nasz syn wraz z kolegami i koleżankami z klasy umówili się na odwiedzanie sąsiadów. Nasza córeczka, mimo, że ma cztery lata, też wzięła udział. Zapragnęła przebrać się za „Monster High”, więc ubrała się w czarną bluzkę z czaszką, krótką podartą spódniczkę i poszarpane rajstopki. Zwróciła nam uwagę, że musimy ją pomalować jak wampira lub zombie. Na dodatek chciała mieć zęby czarne jak „Maltikeks Dark”. Dostała, co chciała, wyglądała strasznie. Synuś był mniej wymagający przebrał się za kucharza zombie. Wystarczyło truskawkowym kisielem poplamić fartuszek i budyniówkę i kupić w sklepie ze śmiesznymi rzeczami nóż i sztuczne rany. Koledzy i koleżanki też się przebrali, były wampiry, mumie, Drakula i frankenstein. Dzwonek do drzwi i otwieram i udaję przestraszonego i wręczyłem łapówkę w postaci ciastek „Kremisie”, aby ułaskawić te bestie. Ja przygotowałem dla kolędników kanapeczki, czyli „Krakersycebulowe” a na to szyneczka, jajeczko lub ogóreczek i papryka. I tak odprawione dzieci poszyły kolędować po sąsiadach. Oczywiście nie sami w obstawie poszły dwie mamy, które pilnowały, aby dzieci i dorośli dosłownie i w przenośni nie skakali sobie do oczu. I przy okazji pilnowały, aby strachy nie zjadły zbyt wiele słodyczy. Same chętnie podjadały „Pryncypałki classic” tłumacząc się, że zgłodniały. Taka zabawa trwała ponad dwie godziny dzieci z buziami brudnymi od czekolady i z lekkimi mdłościami wróciły do nas na kolację. Moich Krakersów nie zjadły, bo nie było czasu, więc zrobiliśmy herbatkę i kawkę i rzuciliśmy się dzieci na gry a dorośli na słodycze, ja w poszukiwaniu słodkości firmy „dr Gerard”, ponieważ uwielbiam je. Okazało się, że nie tylko ja, bo mamusie wyjadły większość tych ciastek zostawiły mi „Andruty kokosowe z białą czekoladą” i nie musiały długo mnie namawiać, wciągnąłem je zanim dzieci odeszły od konsoli. Nasi sąsiedzi wpadli na wspaniały pomysł, zrobili konkurs na najlepiej przebrane dziecko. Co zmotywowało mamy i dzieci do twórczej inicjatywy. Ufundowano nagrodę bilet do kina. Wygrana przypadła mojej córce za najmłodszego wampira z „Monster High”. Aby było sprawiedliwie my dokupiliśmy bilety dla reszty naszej rodziny i do kina poszliśmy razem.