Pierwszy dzień wakacji zapowiadał
się wspaniale. Piękna słoneczna pogoda. Czegóż chcieć więcej. Moje bratanice
już od dawna z niecierpliwością czekały na ten dzień. To dla nich pierwszy
dzień beztroski i zupełnej laby. Aby to uczcić zaproponowałam wypad do lasu na
pierwsze w tym roku czarne jagody. Zbieranie jagód to ulubione zajęcie moich
bratanic. Na rowerową wycieczkę do lasu pojechaliśmy we czwórkę: dwie bratanice
– Marta i Ola, mój mąż i ja. Wakacyjna beztroska udzieliła się również mi gdy
jechaliśmy piaszczystą polną drogą i mijaliśmy skąpane w czerwcowym słońcu pola
i lasy. Po półgodzinnym pedałowaniu dotarliśmy do ogromnego lasu, w którym
można się nawet zgubić ale tego się nie obawialiśmy gdyż mój mąż miał telefon z
GPS. Zostawiliśmy rowery na skraju lasu i rozglądając się poszliśmy w głąb. Po
paru minutach Marta znalazła pierwsze obsypane jagódkami krzaczki a później
następne i następne. Kicaliśmy tak dwie, może trzy godziny aż dopadło nas
zmęczenie i ogromne pragnienie. Woda którą wzięliśmy ze sobą dawno się
skończyła a do domu tak daleko. Na szczęście wzięłam trochę pieniędzy ze sobą,
jedna z bratanic też. W drodze powrotnej zajechaliśmy do sklepu po coś do
picia. Pieniędzy starczyło nam jeszcze na lody w rożkach i Pryncypałki Classic
Dr Gerarda. Zziajani i głodni wróciliśmy do domu. Obiad na nas już czekał.
Najpierw jednak trzeba było się umyć i przebrać. Dopiero wtedy z apetytem
zjedliśmy to co przygotowała nam moja mama. Po obiedzie przebrałyśmy i umyłyśmy
wspólnie z bratanicami zebrane jagody. Wówczas przypomniałam o Pryncypałkach Dr
Gerarda. Poszłyśmy do pokoju po nasz deser a tam na stole leżało puste
opakowanie. Z przerażeniem wykrzyknęłyśmy: Gdzie są nasze Pryncypałki?!
Niestety moje obawy potwierdziły się. Obok w fotelu siedział sprawca zniknięcia
Pryncypałek. Na koszulce pod szyją widać jeszcze było okruszki po pysznych
kruchych wafelkach w czekoladzie. Tak, to był mój mąż, który z rozbrajającym
uśmiechem świadczącym o jego zakłopotaniu tłumaczył, że ręka sama sięgała po
smakołyki, a gdy to uzmysłowił to było już za późno bo w paczce nic nie
zostało. Ja, Marta i Ola byłyśmy
rozżalone bo również miałyśmy ochotę na coś słodkiego. Już czułam w ustach
rozpływającą się słodycz czekolady z kruchutkim wafelkiem w środku a tymczasem
mogłam tylko popatrzeć na puste opakowanie. Żal! Całą sytuację obserwowała moja
mama i pośpieszyła z pomocą. Wyciągnęła z barka, przechowywane na odpowiednią
chwilę, ciasteczka Yes! z cynamonem, czarnuszką, kminkiem i sezamem. Te
ciasteczka to nowy hit Dr Gerarda a ta chwila okazała się tą najbardziej
odpowiednią. Zostałyśmy usatysfakcjonowane a mój mąż za karę dostał tylko jedno
ciasteczko.