piątek, 9 stycznia 2015

Gdzie są nasze Pryncypałki?



Pierwszy dzień wakacji zapowiadał się wspaniale. Piękna słoneczna pogoda. Czegóż chcieć więcej. Moje bratanice już od dawna z niecierpliwością czekały na ten dzień. To dla nich pierwszy dzień beztroski i zupełnej laby. Aby to uczcić zaproponowałam wypad do lasu na pierwsze w tym roku czarne jagody. Zbieranie jagód to ulubione zajęcie moich bratanic. Na rowerową wycieczkę do lasu pojechaliśmy we czwórkę: dwie bratanice – Marta i Ola, mój mąż i ja. Wakacyjna beztroska udzieliła się również mi gdy jechaliśmy piaszczystą polną drogą i mijaliśmy skąpane w czerwcowym słońcu pola i lasy. Po półgodzinnym pedałowaniu dotarliśmy do ogromnego lasu, w którym można się nawet zgubić ale tego się nie obawialiśmy gdyż mój mąż miał telefon z GPS. Zostawiliśmy rowery na skraju lasu i rozglądając się poszliśmy w głąb. Po paru minutach Marta znalazła pierwsze obsypane jagódkami krzaczki a później następne i następne. Kicaliśmy tak dwie, może trzy godziny aż dopadło nas zmęczenie i ogromne pragnienie. Woda którą wzięliśmy ze sobą dawno się skończyła a do domu tak daleko. Na szczęście wzięłam trochę pieniędzy ze sobą, jedna z bratanic też. W drodze powrotnej zajechaliśmy do sklepu po coś do picia. Pieniędzy starczyło nam jeszcze na lody w rożkach i Pryncypałki Classic Dr Gerarda. Zziajani i głodni wróciliśmy do domu. Obiad na nas już czekał. Najpierw jednak trzeba było się umyć i przebrać. Dopiero wtedy z apetytem zjedliśmy to co przygotowała nam moja mama. Po obiedzie przebrałyśmy i umyłyśmy wspólnie z bratanicami zebrane jagody. Wówczas przypomniałam o Pryncypałkach Dr Gerarda. Poszłyśmy do pokoju po nasz deser a tam na stole leżało puste opakowanie. Z przerażeniem wykrzyknęłyśmy: Gdzie są nasze Pryncypałki?! Niestety moje obawy potwierdziły się. Obok w fotelu siedział sprawca zniknięcia Pryncypałek. Na koszulce pod szyją widać jeszcze było okruszki po pysznych kruchych wafelkach w czekoladzie. Tak, to był mój mąż, który z rozbrajającym uśmiechem świadczącym o jego zakłopotaniu tłumaczył, że ręka sama sięgała po smakołyki, a gdy to uzmysłowił to było już za późno bo w paczce nic nie zostało. Ja,  Marta i Ola byłyśmy rozżalone bo również miałyśmy ochotę na coś słodkiego. Już czułam w ustach rozpływającą się słodycz czekolady z kruchutkim wafelkiem w środku a tymczasem mogłam tylko popatrzeć na puste opakowanie. Żal! Całą sytuację obserwowała moja mama i pośpieszyła z pomocą. Wyciągnęła z barka, przechowywane na odpowiednią chwilę, ciasteczka Yes! z cynamonem, czarnuszką, kminkiem i sezamem. Te ciasteczka to nowy hit Dr Gerarda a ta chwila okazała się tą najbardziej odpowiednią. Zostałyśmy usatysfakcjonowane a mój mąż za karę dostał tylko jedno ciasteczko.