czwartek, 8 stycznia 2015

POWRÓT DO PRACY

POWRÓT DO PRACY
Czas urlopu dobiegł końca. Z jednej strony, trudno było wrócić do swoich obowiązków.
Z drugiej jednak, codzienność może i jest monotonna, ale dzień toczy się dobrze znanym rytmem, co daje nam poczucie stabilności i jako takiego spokoju. W pracy trwa podsumowanie roku. Wszyscy jacyś tacy zmęczeni nadmiernym spożywaniem posiłków i nie tylko, hihihi. Dziewczyny ożywiły się trochę, kiedy temat naszych rozmów zmienił się z tych służbowych, na te całkowicie babskie. Znów opowiadałam szczegółowo o tym, jak spędziłam sylwestrową noc, jakich tam poznałam ludzi i jak się czułam w ich towarzystwie. Koleżanki również opowiadały o swoich odczuciach i doświadczeniach z minionej, szalonej nocy. Powspominałyśmy, pośmiałyśmy się z nieznanych wcześniej dowcipów, wymieniłyśmy się nowymi przepisami kulinarnymi. Na pewno jeszcze w karnawale wykorzystamy niektóre
z nich. Podczas przerwy śniadaniowej panowie byli mocno zawiedzeni, wręcz rozczarowani  faktem, że żadna z nas nie przyniosła kawałka ciasta do kawy. Marek z miną skazańca poszedł do pobliskiego sklepu kupić coś słodkiego. Wrócił uśmiechnięty od ucha do ucha
i położył na stół pryncypałki classic z firmy Dr Gerard. To miła odmiana zjeść coś smacznego
i jednocześnie tak lekkiego. Do końca dnia praca toczyła się swoim zwykłym rytmem. 
W drodze powrotnej do domu musiałam zrobić zakupy. Lodówka świeci pustkami, oprócz maminego obiadu, nie miałam niczego. Uzupełniłam owoce, warzywa, kupiłam opakowanie polędwicy i sera żółtego, wrzuciłam jeszcze do koszyka paczkę pierogów ze szpinakiem, dopiero na dłużej zatrzymałam się przed regałem ze słodkościami. Zastanawiałam się, czy
w ogóle coś kupować po tak intensywnym, świątecznym  obżarstwie. Nie mogłam się jednak  oprzeć widokowi poukładanych równiutko paczuszek kabaretek i pałeczek morelowych. Poddałam się i wraz z kilkoma paczkami krakersów z różnymi dodatkami, też Dr Gerard, włożyłam je do koszyka. Tak zaopatrzona ledwo weszłam po schodach do góry. Od drzwi przywitało mnie przyjazne poszczekiwanie psa, szczęśliwy Frodo skakał w miejscu, nie pozwalając mi swobodnie wejść do mieszkania. Musiałam postawić torby z zakupami, aby przywitać się z psem. Przez te wędrówki z domu do domu mój pies miał sporo luzu
i troszeczkę został rozpuszczony, zwłaszcza przez mojego tatę. Teraz jednak koniec rozpusty
i czas wrócić do stałych, sprawdzonych zasad w tym domu. Skończyło się podkarmianie ciasteczkami  i wychodzenie na spacery  na każde zawołanie. Oboje musimy wrócić do stałego rytmu dnia.  Po obiedzie usiadłam wygodnie w fotelu i włączyłam płytę z muzyką relaksacyjną. Frodo natychmiast legł przy moich stopach. Dobrze jest tak sobie posiedzieć,   nic nie robić, przymknąć oczy i tylko słuchać łagodnych dźwięków płynących  z odtwarzacza muzyki. To lenistwo wcale nie jest takie złe.