piątek, 9 stycznia 2015

Wizyta u fryzjera

.O ile dobrze kojarzę, to nie zdarzyło mi się wyjść od fryzjera ze szczęśliwą, uśmiechniętą miną.  Zawsze mogłoby być lepiej, najbardziej dramatyczny z moich przypadków, to taki, kiedy dwa lata temu tuż przed wyjazdem na wakacje poszłam podciąć włosy do "sw. Ostatniojej" fryzjerki. Aktualnie – wtedy zapuszczałam dość intensywnie włosy, więc każdy centymetr był dla mnie na wagę złota. Miałam pecha, bo szefowej zakładu nie było – pojechała na jakieś pokazy fryzjerskie. Fryzjerka, która zawsze mnie ścinała, była właśnie zajęta inną klientką. I ja głupia… dałam się "podciąć" jakieś młodej uczennicy. Boszeee! ta dziewczyna – fryzjerka miała podciąć mi włosy tak około czterech centymetrów. Zresztą, pomyślałam sobie, jaka może być filozofia w podcięciu włosów tak na prosto? Ehee, akurat. Ale początek był miły, zaproponowała coś do picia. Poprosiłam o kawę. Otrzymałam ją, i obok niej na talerzyku pojawiły się różnego rodzaju wafelki. Nie mogłam sobie ich odmówić. Przepadam za nimi, a te wyjątkowo były pyszne. Z ciekawości zapytałam co to za ciasteczka. Fryzjerka spojrzała na opakowanie i przeczytała – Kabaretki  cappuccino oraz Kabaretki śmietankowe. No ale wrócę do fryzury. Adeptka fryzjerstwa podcięła mi z jakieś osiem centymetrów, a jak się później okazało, w dodatku krzywo. Z jednej strony dłuższe, z drugie krótsze. Tak krzywo, że nie było żadnych szans na wyrównanie tego stanu! Mogłam czekać na "swoją" fryzjerkę, aż skończy ciąć klientkę, albo po prostu zrezygnować z usługi. No, ale widać coś mnie podkusiło.... Jak to wyrównać?  Musiałabym ściąć połowę włosów. Popłakałam sobie trochę… przecież za parę dni wyjeżdżam. Koszmar.  Na drugi dzień poszłam oczywiście z reklamacją. Niestety nie dało się... cóż, właścicielka zakładu rozłożyła ręce i stwierdziła, "że niestety fryzjerka jest osobą tylko po zawodówce i nie mam co się dziwić, że nie rozróżnia centymetrów"! Szefowa próbowała jakoś zaradzić temu "obcięciu", ale nie przyniosło to efektów naprawczych, za to zaproponowała mi jako rekompensatę kilka zabiegów upiększających włosy, jakieś odżywki, dodatkowo masaż głowy. Poprosiła mnie o chwilę czasu, proponując mi w tym czasie herbatę wraz z tymi pysznymi Kabaretkami śmietankowymi oraz dołożyła na talerz Rurki waflowe CHOCO. Nie wiedziałam dlaczego mnie zatrzymuje, ale zapach tych wafelków oraz moja ciekawość, była silniejsza od złości. Zresztą co ja mogłam już zrobić, mogłam tylko czekać aż mi odrosną włosy. W czasie gdy zajadałam się ciasteczkami szefowa gdzieś telefonowała. Po kilkunastu minutach wróciła do mnie i wręczyła mi  karteczkę z adresem i jakimś karnetem. Byłam zdziwiona, kiedy na kartce zobaczyłam adres renomowanego SPA w moim mieście. Kobieta poprosiła o przyjęcie karnetu w ramach przeprosin za nieudaną usługę w jej salonie. Oczywiście z oferty skorzystałam, ale przed wyjściem nie mogłam jednak się oprzeć, by nie zapytać jakiej firmy są te słodkości, którymi wcześniej się zapychałam. Kobieta odpowiedziała, że kupuje je zawsze tylko z jednej firmy, tj. z firmy,,Dr Gerarda’’. Podziękowałam, i od razu udałam się do sklepu by je kupić. Trzeba sobie jakoś osłodzić ból nieudanej fryzury.