poniedziałek, 5 stycznia 2015

NOWY ROK

NOWY ROK
Zabawa sylwestrowa była bardzo udana. Ludzie sympatyczni, radośni, przyjaźnie nastawieni i otwarci. Atmosfera była fantastyczna. Muzyka karnawałowa, same hiciory, sporo muzy z lat osiemdziesiątych typu „złote przeboje". Tańczyliśmy do białego rana. Nie zabrakło również czasu na żarliwe dyskusje i świetne, stare i nowe, dowcipy. Noc minęła zbyt szybko. Jestem oczywiście zmęczona, ale szczęśliwa. Ten nowy rok zaczął się u boku Filipa i oby pozostało tak  jak najdłużej. Całe towarzystwo jednogłośnie postanowiło spotkać się jeszcze  podczas karnawału  na kolejnej imprezie. Pozostało mieć nadzieję, że uda nam się dotrzymać słowa hihihi. Wróciliśmy taksówką do domu. Nazajutrz pojechałam razem z Filipem do moich rodziców. Frodo kiedy nas zobaczył zaczął piszczeć  z radości, szaleństwom nie było końca. Pies musiał dostać swoją, należną  porcje pieszczot. Mama przygotowała świąteczny obiad i nowy deser do kawy. To smaczne cudo nazywa się malezyjskie ciasto czekoladowe. Jednym ze składników tego smakołyku  są herbatniki z firmy Dr Gerard  (oczywiście podam przepis dla zainteresowanych na końcu).  Podczas obiadu Filip wdał się w pogawędkę  z moim  ojcem  na temat łowienia ryb, a ja musiałam zdać szczegółową relację mojej mamie z nocy sylwestrowej u przyjaciół Filipa. Interesowało ją wszystko, kreacje pań, fryzury, makijaże, dodatki, jak byli ubrani panowie, co  podano na stół, przy jakiej muzyce tańczyliśmy itp.  Och ta moja mamuśka, to nie wścibstwo  z jej strony, tylko żywe zainteresowanie  osobami, z którymi się spotykam. Ona ciągle zapomina, że jestem już dużą  dziewczynką i sama umiem dobrać sobie właściwe towarzystwo. Myśli, że nie wiem po co mają służyć te wszystkie pytania :). Po obiedzie  poszliśmy z psem na długi spacer do lasu. Przydało się trochę ruchu na świeżym powietrzu - nam  wszystkim. Było piękne słoneczne popołudnie. Lekki mróz, niewielka warstwa śniegu  na ziemi, w sam raz do super zabawy dla Frodo . Aportowaniu rzucanego kija przez Filipa nie było końca, szaleńczy bieg i poszczekiwanie towarzyszyły nam przez większość spaceru.  W kieszeni kurtki Filipa znalazły się Yest  z sezamem, za które Frodo pewnie oddałby życie hihihi. Koniecznie chciał przypodobać się Filipowi, aby zasłużyć na smakołyk. Grzecznie usiadł z kijem w pysku i bez żadnej  komendy przybił piątkę i oddał kij. Wyłudził w ten sposób kilka małych  krakersów. Wróciliśmy do domu z nowym  wzmożonym apetytem. Kawa i wspomniany deser smakowały wyśmienicie . Zaopatrzeni przez moją mamę w pojemnik z obiadem na jutro i w kremisie  z firmy Dr Gerard wracaliśmy do domu. Śmiałam się szczęśliwa z zapobiegliwości swojej mamy, bo na komentarz po co kupowała kremisie skoro robiła to czekoladowe ciasto, odpowiedziała, że przecież nie wiedziała czy będzie nam ono smakować. A wiadomo, że wyroby Dr Gerard lubią wszyscy. Och, kochana ta moja mama. Chociaż czasem bywa  trochę uciążliwa.
Oto  przepis na malezyjskie ciasto czekoladowe.
Składniki:
- pół szklanki Milo lub Nesquiku, lub  innego rozpuszczalnego  napoju czekoladowego
- około 1/4 szklanki zwykłego kakao
- pół szklanki słodkiego mleka skondensowanego
- 1/3-1/2 szklanki cukru białego, można zmienić ilość w zależności od preferencji
- pół łyżeczki cukru waniliowego
- 4-5 jajek
- paczka pokruszonych herbatników
- kostka masła
- szklanka gorącej wody

Sposób przygotowania:

do garnka wlać wodę oraz kakao i kakao rozpuszczalne, mieszać na małym ogniu aż zacznie gęstnieć
wlać mleko skondensowane, wymieszać 
dodać pokrojone masło i mieszać do rozpuszczenia
dodać cukier wanilinowy 
dodać ubite z cukrem jajka podgrzewać na małym ogniu  i mieszać do zgęstnienia 
dodać pokruszone herbatniki 
masę wylać na wsmarowaną tłuszczem foremkę, zostawić do wystygnięcia i wstawić do lodówki na kilka godzin 

Życzę smacznego.