piątek, 2 stycznia 2015

MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ



Od dawna chciałam zrobić prawo jazdy, marzyłam o tym od dziecka. Zaplanowałam sobie,      że jak tylko skończę osiemnaście lat, zapiszę się na kurs w swoim mieście. Niestety jakoś nie było     mi to dane, ciągle pojawiały się jakieś przeszkody. Nie mogłam zrozumieć dlaczego tak się dzieje.      Moi rodzice za każdym razem powtarzali, że jeszcze przyjdzie na to czas. Powoli przestawałam               w to wierzyć. Nigdy nie mógł nastąpić ten odpowiedni moment. Wiecznie brakowało mi czasu, potem znowu pieniędzy. Wszystkie moje koleżanki miały już swoje samochody, zazdrościłam im tego.          W końcu pogodziłam się z tą sytuacją. Wytłumaczyłam sobie, że muszę cieszyć się z tego co mam,      a faktycznie miałam za co dziękować. Przecież czułam się świetnie, nie miałam żadnych problemów ze zdrowiem, miałam dobrą pracę, wspaniałego męża, wykształcone dzieci i  mnóstwo przyjaciół.           Z czasem zapomniałam więc      o tym, że prawo jazdy było moim marzeniem. Ja zapomniałam,             ale mój Paweł zawsze o tym pamiętał. W związku z tym, kiedy przyszedł odpowiedni czas, przygotował dla mnie miłą niespodziankę.
Firma w której pracował z roku na rok przynosiła coraz większe zyski, a właściciel zakładu       w krótce powierzył mu bardzo poważne stanowisko. Jego zarobki były naprawdę bardzo wysokie.       Po dwóch latach postanowiliśmy kupić dom za miastem. Na początku trochę się wahaliśmy,                ale znajomi szybko nas przekonali, aby zdecydować się na realizację tego planu. Wątpliwości                 się rozwiały i za pół roku mieszkaliśmy już w nowym miejscu. Dom był naprawdę duży i piękny. Oczywiście z ogrodem. Znajomi zachwycali się naszą rezydencją. W związku z tym bardzo często odwiedzali nas goście. Oboje z Pawłem byliśmy bardzo szczęśliwi. Jedyny problem jaki się pojawił       to kwestia moich dojazdów do pracy. Mieszkaliśmy przecież za miastem, a połączenia nie bardzo       mi pasowały. Razem podjęliśmy decyzję, że teraz powinnam zająć się naszym domem. W tej sytuacji musiałam złożyć wypowiedzenie z pracy. Prawdę mówiąc w ogóle tego nie odczuliśmy. Paweł zarabiał bardzo duże pieniądze. Teraz dzięki temu mogliśmy też spędzać ze sobą więcej czasu. Każdego dnia czekałam na niego z ciepłym obiadem. Byliśmy zadowoleni, że nasze życie tak się odmieniło. Nic nam nie brakowało, mieliśmy wszystko.
Tymczasem nadszedł dzień moich urodzin, kończyłam 45 lat. Robiliśmy małe przyjęcie,        tym razem zdecydowaliśmy, że odbędzie się w naszym ogrodzie. Paweł zaskoczył mnie jak nigdy dotąd. Takiego prezentu się nie spodziewałam. Kupił mi czerwone porsche. To było auto moich marzeń. Nie mogłam w to uwierzyć. Cieszyłam się jak małe dziecko. Oglądałam mój prezent z każdej strony, nie umiałam ukryć wzruszenia. Tymczasem w środku na tylnym siedzeniu czekała na mnie jeszcze jedna miła i bardzo słodka niespodzianka. Był to kosz pełen słodyczy DR GERARDA. Czego tam nie było:

KREMISIE
PAŁECZKI KREMOWE MORELOWE
KABARETKI CAPPUCINO
BISZKOPCIKI JAŚKI MORELOWE
MARKIZY GOLD
MAFIJNE ŚMIETANKOWO-CYTRYNOWE
PRYNCYPAŁKI KOKOS

Mieliśmy ucztę na całego, a sprawa mojego kursu była już nieodwołalna. Paweł wiedział       co robi. Gdyby nie kupił mi samochodu być może sprawa ciągle by się odwlekała. Teraz nie miałam już żadnych przeszkód, nie brakowało mi ani czasu, ani pieniędzy. nie było więc odwrotu.