Od dawna chciałam zrobić prawo
jazdy, marzyłam o tym od dziecka. Zaplanowałam sobie, że jak tylko skończę osiemnaście lat,
zapiszę się na kurs w swoim mieście. Niestety jakoś nie było mi to dane, ciągle pojawiały się jakieś
przeszkody. Nie mogłam zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Moi rodzice za każdym razem powtarzali, że
jeszcze przyjdzie na to czas. Powoli przestawałam w to wierzyć. Nigdy nie mógł
nastąpić ten odpowiedni moment. Wiecznie brakowało mi czasu, potem znowu
pieniędzy. Wszystkie moje koleżanki miały już swoje samochody, zazdrościłam im
tego. W końcu pogodziłam się z
tą sytuacją. Wytłumaczyłam sobie, że muszę cieszyć się z tego co mam, a faktycznie miałam za co dziękować.
Przecież czułam się świetnie, nie miałam żadnych problemów ze zdrowiem, miałam
dobrą pracę, wspaniałego męża, wykształcone dzieci i mnóstwo przyjaciół. Z czasem zapomniałam więc o tym, że prawo jazdy było moim marzeniem.
Ja zapomniałam, ale mój Paweł
zawsze o tym pamiętał. W związku z tym, kiedy przyszedł odpowiedni czas,
przygotował dla mnie miłą niespodziankę.
Firma w której pracował z roku na
rok przynosiła coraz większe zyski, a właściciel zakładu w krótce powierzył mu bardzo poważne
stanowisko. Jego zarobki były naprawdę bardzo wysokie. Po dwóch latach postanowiliśmy kupić dom
za miastem. Na początku trochę się wahaliśmy, ale znajomi szybko nas
przekonali, aby zdecydować się na realizację tego planu. Wątpliwości się rozwiały i za pół roku
mieszkaliśmy już w nowym miejscu. Dom był naprawdę duży i piękny. Oczywiście z
ogrodem. Znajomi zachwycali się naszą rezydencją. W związku z tym bardzo często
odwiedzali nas goście. Oboje z Pawłem byliśmy bardzo szczęśliwi. Jedyny problem
jaki się pojawił to kwestia moich
dojazdów do pracy. Mieszkaliśmy przecież za miastem, a połączenia nie bardzo mi pasowały. Razem podjęliśmy decyzję, że
teraz powinnam zająć się naszym domem. W tej sytuacji musiałam złożyć
wypowiedzenie z pracy. Prawdę mówiąc w ogóle tego nie odczuliśmy. Paweł
zarabiał bardzo duże pieniądze. Teraz dzięki temu mogliśmy też spędzać ze sobą
więcej czasu. Każdego dnia czekałam na niego z ciepłym obiadem. Byliśmy
zadowoleni, że nasze życie tak się odmieniło. Nic nam nie brakowało, mieliśmy
wszystko.
Tymczasem nadszedł dzień moich
urodzin, kończyłam 45 lat. Robiliśmy małe przyjęcie, tym razem zdecydowaliśmy, że odbędzie
się w naszym ogrodzie. Paweł zaskoczył mnie jak nigdy dotąd. Takiego prezentu
się nie spodziewałam. Kupił mi czerwone porsche. To było auto moich marzeń. Nie
mogłam w to uwierzyć. Cieszyłam się jak małe dziecko. Oglądałam mój prezent z
każdej strony, nie umiałam ukryć wzruszenia. Tymczasem w środku na tylnym
siedzeniu czekała na mnie jeszcze jedna miła i bardzo słodka niespodzianka. Był
to kosz pełen słodyczy DR GERARDA. Czego tam nie było:
KREMISIE
PAŁECZKI KREMOWE MORELOWE
KABARETKI CAPPUCINO
BISZKOPCIKI JAŚKI MORELOWE
MARKIZY GOLD
MAFIJNE ŚMIETANKOWO-CYTRYNOWE
PRYNCYPAŁKI KOKOS
Mieliśmy ucztę na całego, a
sprawa mojego kursu była już nieodwołalna. Paweł wiedział co robi. Gdyby nie kupił mi samochodu być
może sprawa ciągle by się odwlekała. Teraz nie miałam już żadnych przeszkód,
nie brakowało mi ani czasu, ani pieniędzy. nie było więc odwrotu.