poniedziałek, 12 stycznia 2015

WYPRZEDAŻE

WYPRZEDAŻE
Zbliża się weekend i postanowiłam spędzić go poza domem. Umówiłam się więc z koleżanką z pracy
i chcemy wybrać się do galerii handlowej. Trwają zimowe wyprzedaże-wiem, że często jest to tylko „wyciąganie” pieniędzy od klientów. Ja to nazywam sprzątaniem magazynów. Zdarza się oczywiście, że coś atrakcyjnego wpadnie mi w ręce, ale potem zadaję sobie pytanie, czy faktycznie było mi to potrzebne. Często kupujemy produkty ze względu na cenę, a nie z powodu realnej konieczności.
No, ale nie byłabym kobietą, gdybym nie poszła sprawdzić proponowanej oferty w naszej galerii. Tak więc po czterech godzinach szukania, szperania między półkami, przymierzania niezliczonej ilości ciuchów byłyśmy tak zmęczone, jak po ciężkim dniu pracy. Postanowiłyśmy usiąść w maleńkiej kafejce i odrobinę odpocząć. Zamówiłyśmy kawę i porcję lodów na dodanie sobie energii. Ktoś kiedyś powiedział, że lody tak właściwie można jeść bezkarnie, bo nie tuczą, podobno organizm z używa więcej energii, aby je spalić, więc nie zostają zbędne kalorie. Jakoś trudno mi w to uwierzyć, ale każde usprawiedliwienie naszego łakomstwa jest dobre, hihihi.  Zgodnie z  zamówieniem pani przyniosła nam lody bez bitej śmietany, za to z owocami i dekoracyjnie wciśniętą w gałkę lodów  rurką waflową. Miłą niespodzianką był fakt, że wspomniana rurka jest z firmy Dr Gerard. Ten dobrze nam znany smak wywołał uśmiech zadowolenia  na naszych twarzach. Poplotkowałyśmy jeszcze przez jakąś godzinkę, no i czas było wracać do domu. Frodo czekał z utęsknieniem na mój powrót. Oczywiście, dzień spędzony na zakupach w towarzystwie koleżanki z pracy uważam za udany. Kupiłam sobie letnią sukienkę w kolorowe wzory z lekkiej, miękkiej bawełny, ładną apaszkę, sweterek rozpinany i pasek ze skórki do spodni. Pytanie tylko, czy latem będę chodzić w tej sukience?  Pomyślę o tym, gdy już nastaną ciepłe dni. Tymczasem, trzeba już wyjść z psem na spacer. Do pobliskiego parku było niedaleko , Frodo szedł z  dumnie  uniesionym łbem, wesoło merdając ogonem. Poszalał  przez pół godziny i wróciliśmy do domu. Zabrałam się za przygotowywanie obiadu. Chcąc umilić sobie czas nalałam sobie szklankę soku i wyjęłam z szafki zakamuflowany torcik C-moll orzechowy. Zdaję sobie doskonale  sprawę, że nie powinnam się tak objadać słodyczami, że to zły nawyk. Dla uspokojenia sumienia kupiłam sobie kijki do nordic walking  i mam zamiar sumiennie wywiązywać się
z noworocznego postanowienia poprawy mojej kondycji. Codziennie wieczorkiem przemierzam
o kijkach trasę około dwóch  kilometrów.  Wracam do domu dziko zmęczona, ale zadowolona
z siebie, coraz łatwiej mi się poruszać, kijki same niosą, moje tempo wzrasta po każdym marszu. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby te ciasteczka i wafelki z firmy Dr Gerard nie były tak  świeże
i smaczne.                                         .

piątek, 9 stycznia 2015

WYJAZD DO ŁEBY



W naszej rodzinie wszyscy lubimy różnego rodzaju wycieczki. Korzystamy też z różnych środków transportu. Podróżowaliśmy już statkiem, samolotem, autokarem i oczywiście własnym samochodem. W ostatnim czasie zaczęliśmy sobie organizować również wyprawy rowerowe. Kiedyś dostaliśmy od znajomych dwa tandemy, pomyśleliśmy sobie, że przecież nie mogą stać bezużytecznie. W naszym domu zawsze z niecierpliwością czekamy na letnie miesiące, ponieważ wtedy mamy dużo więcej czasu i okazji, żeby podróżować. Wyjeżdżamy raczej o każdej porze roku, jednak latem robimy to najczęściej. W większości tych wypraw towarzyszą nam zwykle nasi znajomi. Wspólnie czujemy się dużo raźniej i bezpieczniej.  Wszystkie nasze wyjazdy mają naprawdę zróżnicowany charakter. Począwszy od wczasów, poprzez górskie wspinaczki, wypoczynek w SPA, pikniki, rajdy i wiele innych. Każda forma jest przez nas lubiana, chociaż staramy się przeważnie wybierać takie miejsca, w których będą miały radość także nasze dzieci.
Ostatnio udaliśmy się z nimi do parku dinozaurów, który znajduje się koło Łeby. Nasze dzieci bardzo cieszyły się na ten wyjazd. Wiele ciekawych rzeczy słyszały o tym miejscu. Od dawna chciały tam pojechać. Długo odkładaliśmy te plany, aż w końcu nadarzyła się ku temu dobra okazja.
Któregoś wieczoru, kiedy mąż wychodził do sklepu spotkał na klatce naszych dobrych sąsiadów. Okazało się, że następnego dnia wybierają się ze swoimi maluchami właśnie do Łeby.        Po powrocie Marka do domu musiała zapaść niezwykle szybka decyzja. Padło tylko jedno pytanie:       Czy jedziemy razem z nimi? Z tego względu, że była to sobota, dzień wolny od pracy jednogłośnie wszyscy zdecydowaliśmy się na ten wyjazd. Prawdę mówiąc mieliśmy już na ten dzień pewne plany, ale można było je przełożyć. Tym bardziej że nasze pociechy bardzo mocno naciskały.
Wycieczka zaczęła się wczesnym rankiem, pojechaliśmy dwoma samochodami. Mimo,             iż pogoda tego dnia nie dopisała, zabraliśmy ze sobą dobre humory. Na miejscu okazało się, że park dinozaurów to świetna zabawa nie tylko dla dzieci, ale także dla dorosłych w każdym wieku.
Podczas spacerów ścieżkami, kładkami i mostami nad trzęsawiskami, stawami poprzez trzciny,  chodząc w otoczeniu pięknych lasów poznawaliśmy dziesiątki dinozaurów i innych stworzeń w skali 1:1.  Pośród nich spotkaliśmy także dwa olbrzymy. Mieliśmy również bliskie spotkanie                   z żywymi zwierzętami jak króliki, krówki, koniki, osiołki daniele, owieczki, antylopy, kózki, nie zabrakło tam nawet kangura. Dodatkową przygodą było dla nas karmienie zwierząt przygotowanymi specjalnie przekąskami. Chociaż dzieciakom bardziej podobała się przejażdżka na kucyku. Spędziliśmy tam naprawdę miły dzień. Było tyle różnych atrakcji, że nie sposób wszystko opisać. Jednak najbardziej wszyscy zapamiętaliśmy słodkie spotkanie z czerwonym kapturkiem. Każdy, kto go spotkał na swojej drodze został poczęstowany słodyczami DR GERARDA. Do wyboru mieliśmy wiele produktów. Największą popularnością cieszyły się KREMISIE, ANDRUTY KOKOSOWE Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ I PAŁECZKI KREMOWE MORELOWE. Nigdy wcześniej nie próbowaliśmy tych produktów. Wszystkim bardzo smakowały. Dostaliśmy nawet mały zapas na drogę. Wyjazd do Łeby z pewnością należał         do udanych.

Wizyta u fryzjera

.O ile dobrze kojarzę, to nie zdarzyło mi się wyjść od fryzjera ze szczęśliwą, uśmiechniętą miną.  Zawsze mogłoby być lepiej, najbardziej dramatyczny z moich przypadków, to taki, kiedy dwa lata temu tuż przed wyjazdem na wakacje poszłam podciąć włosy do "sw. Ostatniojej" fryzjerki. Aktualnie – wtedy zapuszczałam dość intensywnie włosy, więc każdy centymetr był dla mnie na wagę złota. Miałam pecha, bo szefowej zakładu nie było – pojechała na jakieś pokazy fryzjerskie. Fryzjerka, która zawsze mnie ścinała, była właśnie zajęta inną klientką. I ja głupia… dałam się "podciąć" jakieś młodej uczennicy. Boszeee! ta dziewczyna – fryzjerka miała podciąć mi włosy tak około czterech centymetrów. Zresztą, pomyślałam sobie, jaka może być filozofia w podcięciu włosów tak na prosto? Ehee, akurat. Ale początek był miły, zaproponowała coś do picia. Poprosiłam o kawę. Otrzymałam ją, i obok niej na talerzyku pojawiły się różnego rodzaju wafelki. Nie mogłam sobie ich odmówić. Przepadam za nimi, a te wyjątkowo były pyszne. Z ciekawości zapytałam co to za ciasteczka. Fryzjerka spojrzała na opakowanie i przeczytała – Kabaretki  cappuccino oraz Kabaretki śmietankowe. No ale wrócę do fryzury. Adeptka fryzjerstwa podcięła mi z jakieś osiem centymetrów, a jak się później okazało, w dodatku krzywo. Z jednej strony dłuższe, z drugie krótsze. Tak krzywo, że nie było żadnych szans na wyrównanie tego stanu! Mogłam czekać na "swoją" fryzjerkę, aż skończy ciąć klientkę, albo po prostu zrezygnować z usługi. No, ale widać coś mnie podkusiło.... Jak to wyrównać?  Musiałabym ściąć połowę włosów. Popłakałam sobie trochę… przecież za parę dni wyjeżdżam. Koszmar.  Na drugi dzień poszłam oczywiście z reklamacją. Niestety nie dało się... cóż, właścicielka zakładu rozłożyła ręce i stwierdziła, "że niestety fryzjerka jest osobą tylko po zawodówce i nie mam co się dziwić, że nie rozróżnia centymetrów"! Szefowa próbowała jakoś zaradzić temu "obcięciu", ale nie przyniosło to efektów naprawczych, za to zaproponowała mi jako rekompensatę kilka zabiegów upiększających włosy, jakieś odżywki, dodatkowo masaż głowy. Poprosiła mnie o chwilę czasu, proponując mi w tym czasie herbatę wraz z tymi pysznymi Kabaretkami śmietankowymi oraz dołożyła na talerz Rurki waflowe CHOCO. Nie wiedziałam dlaczego mnie zatrzymuje, ale zapach tych wafelków oraz moja ciekawość, była silniejsza od złości. Zresztą co ja mogłam już zrobić, mogłam tylko czekać aż mi odrosną włosy. W czasie gdy zajadałam się ciasteczkami szefowa gdzieś telefonowała. Po kilkunastu minutach wróciła do mnie i wręczyła mi  karteczkę z adresem i jakimś karnetem. Byłam zdziwiona, kiedy na kartce zobaczyłam adres renomowanego SPA w moim mieście. Kobieta poprosiła o przyjęcie karnetu w ramach przeprosin za nieudaną usługę w jej salonie. Oczywiście z oferty skorzystałam, ale przed wyjściem nie mogłam jednak się oprzeć, by nie zapytać jakiej firmy są te słodkości, którymi wcześniej się zapychałam. Kobieta odpowiedziała, że kupuje je zawsze tylko z jednej firmy, tj. z firmy,,Dr Gerarda’’. Podziękowałam, i od razu udałam się do sklepu by je kupić. Trzeba sobie jakoś osłodzić ból nieudanej fryzury.

Gdzie są nasze Pryncypałki?



Pierwszy dzień wakacji zapowiadał się wspaniale. Piękna słoneczna pogoda. Czegóż chcieć więcej. Moje bratanice już od dawna z niecierpliwością czekały na ten dzień. To dla nich pierwszy dzień beztroski i zupełnej laby. Aby to uczcić zaproponowałam wypad do lasu na pierwsze w tym roku czarne jagody. Zbieranie jagód to ulubione zajęcie moich bratanic. Na rowerową wycieczkę do lasu pojechaliśmy we czwórkę: dwie bratanice – Marta i Ola, mój mąż i ja. Wakacyjna beztroska udzieliła się również mi gdy jechaliśmy piaszczystą polną drogą i mijaliśmy skąpane w czerwcowym słońcu pola i lasy. Po półgodzinnym pedałowaniu dotarliśmy do ogromnego lasu, w którym można się nawet zgubić ale tego się nie obawialiśmy gdyż mój mąż miał telefon z GPS. Zostawiliśmy rowery na skraju lasu i rozglądając się poszliśmy w głąb. Po paru minutach Marta znalazła pierwsze obsypane jagódkami krzaczki a później następne i następne. Kicaliśmy tak dwie, może trzy godziny aż dopadło nas zmęczenie i ogromne pragnienie. Woda którą wzięliśmy ze sobą dawno się skończyła a do domu tak daleko. Na szczęście wzięłam trochę pieniędzy ze sobą, jedna z bratanic też. W drodze powrotnej zajechaliśmy do sklepu po coś do picia. Pieniędzy starczyło nam jeszcze na lody w rożkach i Pryncypałki Classic Dr Gerarda. Zziajani i głodni wróciliśmy do domu. Obiad na nas już czekał. Najpierw jednak trzeba było się umyć i przebrać. Dopiero wtedy z apetytem zjedliśmy to co przygotowała nam moja mama. Po obiedzie przebrałyśmy i umyłyśmy wspólnie z bratanicami zebrane jagody. Wówczas przypomniałam o Pryncypałkach Dr Gerarda. Poszłyśmy do pokoju po nasz deser a tam na stole leżało puste opakowanie. Z przerażeniem wykrzyknęłyśmy: Gdzie są nasze Pryncypałki?! Niestety moje obawy potwierdziły się. Obok w fotelu siedział sprawca zniknięcia Pryncypałek. Na koszulce pod szyją widać jeszcze było okruszki po pysznych kruchych wafelkach w czekoladzie. Tak, to był mój mąż, który z rozbrajającym uśmiechem świadczącym o jego zakłopotaniu tłumaczył, że ręka sama sięgała po smakołyki, a gdy to uzmysłowił to było już za późno bo w paczce nic nie zostało. Ja,  Marta i Ola byłyśmy rozżalone bo również miałyśmy ochotę na coś słodkiego. Już czułam w ustach rozpływającą się słodycz czekolady z kruchutkim wafelkiem w środku a tymczasem mogłam tylko popatrzeć na puste opakowanie. Żal! Całą sytuację obserwowała moja mama i pośpieszyła z pomocą. Wyciągnęła z barka, przechowywane na odpowiednią chwilę, ciasteczka Yes! z cynamonem, czarnuszką, kminkiem i sezamem. Te ciasteczka to nowy hit Dr Gerarda a ta chwila okazała się tą najbardziej odpowiednią. Zostałyśmy usatysfakcjonowane a mój mąż za karę dostał tylko jedno ciasteczko.

czwartek, 8 stycznia 2015

Ciasteczka sezamowe

Jako dziecko uwielbiałem sezamki, pomimo wchodzących w każdy zakamarek ziaren.
Przepis na pyszne chrupiące ciasteczka który dziś przedstawiam niezmiennie przypomina mi o latach dzieciństwa.
Lekko orzechowy smak uprażonych ziaren sezamu, słodycz karmelu z brązowego cukru i lekka słoność soli kryjąca się gdzieś z tyłu.
Ciasteczka robi się bardzo szybko, można je zrobić np podczas niezapowiedzianej wizyty, można je też długo przechowywać np w puszcze na ciastka. Ale zanim wam zaprezentuje składniki i jak to się to robi muszę koniecznie zaprezentować Markizy Gold, Mafijne Choco, Kabaretki śmietankowe, Maltikeks Dark, Dr. Gerarda.
Składniki
Sposób przygotowania
Piekarnik rozgrzewamy do 165 stopni ( góra-dół ), blachę do pieczenia wykładamy papierem.
Na średnim ogniu rozgrzewamy dość dużą patelnię aby ziarna sezamu mogły się swobodnie prażyć ( ja użyłam 28 cm ), prażymy ziarna aż nie będą miały ładnego złoto-brązowego koloru.
Pamiętajmy aby często je podrzucać/mieszać inaczej ziarna szybko się nam spalą.
W misce mieszamy, roztopione ( nie gorące ) masło i cukier, mieszamy aż masa zrobi się lekko puszysta,
dodajemy lekko roztrzepane jajko, mieszamy.
Mieszamy w osobnej misce, mąkę, sól, proszek do pieczenia i dodajemy do wcześniej przygotowanej masy, mieszamy.
Dodajemy uprażone ziarna sezamu, ekstrakt waniliowy i sok z cytryny, mieszamy aż składniki się połączą.
Masę wykładamy na blaszkę łyżeczką, można to zrobić natychmiast po zrobieniu ciasta, lub poczekać 30-40 min aż masa przestygnie i wtedy łatwiej się ją nakłada ( ja się nie mogę doczekać i robię to natychmiast ).
Pamiętajmy aby robić dość spore odstępy ponieważ ciastka nam się rozleją na blaszce jak tylko masło i cukier zaczną topnieć, mi wychodzi około 9 sztuk na jedno pieczenie.
Pieczemy 15-20 minut aż brzegi ciasteczek zbrązowieją, chłodzimy je na blaszce około 2-3 minut i przekładamy do ostygnięcia na raszki. Mimo pysznych sezamków też trudno się obyć bez Torcik C- moll orzechowy, Rurka waflowa CHOCO, Andruty kokosowe z białą czekoladą, Rurka waflowa MILK CHOCO Dr. Gerard.
Smacznego  ...



czekoladowe ciasteczka owsiane z szuszonymi owocami

SKŁADNIKI
1/2 kostki rozpuszczonego masła
2 szklanki cukru
2 szklanki płatków owsianych
1 szklanka suszonych owoców (użyłam mieszanki żurawinowo-wiśniowo-
jagodowej)- w wersji bez suszonych owoców: dodatkowa szklanka płatków
owsianych
1 jajko
1,5 szklanki mąki
3 łyżki kakao bez cukruUcieramy masło z cukrem, nastętpnie dodajemy jajko, płatki z owocami,
mąkę i kakao. Całość mieszamy.
Formujemy ciasteczka i pieczemy 15 min w temperaturze 170 stopni. Najleprze ciasteczka z firmy Doktor Gerard smacznego.

biała czekolada

Biała czekolada z pistacjami składniki 200 g masła 1 szklanka cukru 1 szklanka śmietany 30% 400 g mleka w proszku ziarenka z 1/2 laski wanilii 2 garście grubo posiekanych pistacji Przygotowanie Na małym ogniu rozpuszczamy masło,śmietanę,cukier i wanilię.Chwilę podgrzewamy do zagotowania cały czas mieszając.Zdejmujemy z ognia i powoli nie przerywając mieszania wsypujemy przesiane mleko w proszku.Masa powinna być jednolita bez grudek.Gdyby jednak takowe powstały należy całość przetrzeć przez sito.Następnie dodać posiekane pistacje i dokładnie wymieszać.Masę przelać do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Dokładnie i równo rozsmarować i odstawić do stężenia. Pokroić w kwadraty dowolnej wielkości i pakować np. ozdobne paczuszki z celofanu. Smacznego Ps.Najlepsze andruty kokosowe z białą czekoladą od Dr.Gerard

POWRÓT DO PRACY

POWRÓT DO PRACY
Czas urlopu dobiegł końca. Z jednej strony, trudno było wrócić do swoich obowiązków.
Z drugiej jednak, codzienność może i jest monotonna, ale dzień toczy się dobrze znanym rytmem, co daje nam poczucie stabilności i jako takiego spokoju. W pracy trwa podsumowanie roku. Wszyscy jacyś tacy zmęczeni nadmiernym spożywaniem posiłków i nie tylko, hihihi. Dziewczyny ożywiły się trochę, kiedy temat naszych rozmów zmienił się z tych służbowych, na te całkowicie babskie. Znów opowiadałam szczegółowo o tym, jak spędziłam sylwestrową noc, jakich tam poznałam ludzi i jak się czułam w ich towarzystwie. Koleżanki również opowiadały o swoich odczuciach i doświadczeniach z minionej, szalonej nocy. Powspominałyśmy, pośmiałyśmy się z nieznanych wcześniej dowcipów, wymieniłyśmy się nowymi przepisami kulinarnymi. Na pewno jeszcze w karnawale wykorzystamy niektóre
z nich. Podczas przerwy śniadaniowej panowie byli mocno zawiedzeni, wręcz rozczarowani  faktem, że żadna z nas nie przyniosła kawałka ciasta do kawy. Marek z miną skazańca poszedł do pobliskiego sklepu kupić coś słodkiego. Wrócił uśmiechnięty od ucha do ucha
i położył na stół pryncypałki classic z firmy Dr Gerard. To miła odmiana zjeść coś smacznego
i jednocześnie tak lekkiego. Do końca dnia praca toczyła się swoim zwykłym rytmem. 
W drodze powrotnej do domu musiałam zrobić zakupy. Lodówka świeci pustkami, oprócz maminego obiadu, nie miałam niczego. Uzupełniłam owoce, warzywa, kupiłam opakowanie polędwicy i sera żółtego, wrzuciłam jeszcze do koszyka paczkę pierogów ze szpinakiem, dopiero na dłużej zatrzymałam się przed regałem ze słodkościami. Zastanawiałam się, czy
w ogóle coś kupować po tak intensywnym, świątecznym  obżarstwie. Nie mogłam się jednak  oprzeć widokowi poukładanych równiutko paczuszek kabaretek i pałeczek morelowych. Poddałam się i wraz z kilkoma paczkami krakersów z różnymi dodatkami, też Dr Gerard, włożyłam je do koszyka. Tak zaopatrzona ledwo weszłam po schodach do góry. Od drzwi przywitało mnie przyjazne poszczekiwanie psa, szczęśliwy Frodo skakał w miejscu, nie pozwalając mi swobodnie wejść do mieszkania. Musiałam postawić torby z zakupami, aby przywitać się z psem. Przez te wędrówki z domu do domu mój pies miał sporo luzu
i troszeczkę został rozpuszczony, zwłaszcza przez mojego tatę. Teraz jednak koniec rozpusty
i czas wrócić do stałych, sprawdzonych zasad w tym domu. Skończyło się podkarmianie ciasteczkami  i wychodzenie na spacery  na każde zawołanie. Oboje musimy wrócić do stałego rytmu dnia.  Po obiedzie usiadłam wygodnie w fotelu i włączyłam płytę z muzyką relaksacyjną. Frodo natychmiast legł przy moich stopach. Dobrze jest tak sobie posiedzieć,   nic nie robić, przymknąć oczy i tylko słuchać łagodnych dźwięków płynących  z odtwarzacza muzyki. To lenistwo wcale nie jest takie złe.

środa, 7 stycznia 2015

Z duchem czasu.

Witam Was drodzy Czytelnicy. Mimo mojego młodego wieku naszła mnie refleksja, że człowiek całe życie się uczy. I nie chodzi tylko o mnie, ale o moich bliskich. Myślę o mojej Mamie i Teściowej, które postanowiły dołączyć do rodziny internautów. I dopięły swego. Dodam skromnie, że miałem w tym swój udział. Zostałem Cochem. Podpisując aneks do umowy z firmą telekomunikacyjną w promocji otrzymałem dwa tablety z Internetem. Osobiście uznałem, że dwa to za dużo, więc jeden udostępniłem Teściowej. Okazało się, że bardzo chętnie podjęła wyzwanie związane z nowinkami technologicznymi. Poprosiła mnie bym ją pouczył. Zgodziłem się i gdy poszedłem zostałem przywitany ciastkami „Pryncypałki classic family”, ciekawe skąd wiedziała, że lubię słodycze firmy „dr Gerard”. Lekcji udzieliłem może z trzy a uczennica wlot łapała. I zawsze witały mnie ciastka takie jak „Mafijne Black” czy „Kabaretki śmietankowe”. W tym momencie jest posiadaczem nie tylko tabletu, ale również laptopa. I znowu potrzebowała kilku lekcji działania myszą lub touchpad. Udało mi się przekonać ją do założenia bankowego konta internetowego i robienia płatności elektronicznych. Teściowa jest kobietą po sześćdziesiątce, więc przyzwyczajona była, że to listowy przynosi emeryturę. Jednak podążyła z duchem czasu i opanowała płatności kartą i zakupy w Internecie. I wszystko odbywa się w towarzystwie moim i „dr Gerard-a”. Drugą osobą opisywaną przeze mnie jest moja Mama. Jest to osoba po sześćdziesiątce i brakuje jej pół roku do emerytury. W tym momencie jest użytkownikiem dobrej klasy smartfonu i drugiego już laptopa. Pierwszy komputer dostała w spadku po siostrzeńcu, i „wpadła”. Każdego dnia sprawdza facebooka zamiast horoskopu w papierowej gazecie. Udostępnia zdjęcia, przesyła maile i jest zawsze na bieżąco z wiadomościami z kraju i ze świata. Mamie też odrobinę pomogłem, w nauce. Dużym ułatwieniem dla użytkowników komputerów są skróty klawiaturowe, więc wydrukowałem moim uczennicom ściągę. I tak naprawdę to nie wiem czy chodziłem tłumaczyć obsługę kompa czy pojeść sobie np. „Rurkę waflową MILK CHOCO” lub inne smakołyki. Podobnie było przy wyborze telefonu, Mama uznała, że nie ma na rynku fajnych telefonów z klawiszami i przyszła pora na smartfona. I jak powiedziała tak zrobiła, zaprosiła mnie do domu i kazała wyszukać dla siebie czegoś FAJNEGO, z dobrym aparatem, dużą pamięcią i dobrym procesorem. Oczywiście „dr Gerard” czekał już na stole w towarzystwie pachnącej kawy. A gdy dostała już, co chciała to musiałem założyć Mamie gmail – a i skonfigurować jej sprzęt. Ponownie prosiła mnie o pomocy, gdy uznała, że jej stary lapek jest za wolny i za słaby. Tłumaczyła, że wnuki nie mogą grać w ulubione gry. Co miałem zrobić, przejrzałem ulotki sklepów ze sprzętem porównałem z cenami w Internecie i dokonaliśmy zakupu. Teraz dzieci mogą grać nawet w FIFA 15. A Babcia została użytkownikiem Windows 8.1. I ma nowocześniejsze oprogramowanie niż ja. Mogę tylko dodać uczeń przerósł mistrza.

Pozdrawiam 

kulki serowo-orzechowe zatopione w mużynku

SKŁADNIKI
ciasto
2 szklanki mąki
1, 5 szklanki cukru
3 łyżki kakao
250 g kostka masła
2 łyżeczki proszku dopieczenia
torebka cukru waniliowego
4 jajka
Masa serowa
70 dag twarogu
2 żółtka
szklanka cukru
50 g wiórków kokosowych
budyńCiasto
Masło, cukier, kakao oraz cukier waniliowy podlać pięcioma łyżkami
wody i gotować 5 min. Po ostudzeniu dodać 4 żółtka i wymieszać na
jednolitą masę. Odlać pół szklanki masy. Do reszty dodać mąkę, proszek
dopieczenia i pianę z białek.
Masa serowa
Żółtka oraz cukier i cukier waniliowy zmiksować na puszystą masę.
Twaróg zmielić dodać budyń, wiórki kokosowe oraz masę jajeczną
dokładnie wymieszać wszystkie składniki. Z masy serowej formować kulki
i układać na dnie formy, wysmarowanej masłem. Kulki zalać ciastem.
Piec 50 minut w nagrzanym piekarniku w temperaturze 190 C. po
upieczeniu polać polewą.
Smacznego najlepsze o firmy doktor Gerard

urodziny

Jutro jest 6 stycznia Święto Trzech Króli. Dla mnie to szczególny dzień, ponieważ tego dnia urodził się mój syn. W tym dniu nie idziemy do pracy. Jest to jedno z najstarszych świąt chrześcijańskich. Trzech Króli hucznie obchodzone jest w większości państw Unii Europejskiej. Między innymi w: Niemczech, Austrii, Hiszpanii. Każdy z tych krajów ma trochę inny sposób obchodzenia Święta.
W Niemczech dzieci przebrane za Trzech Króli piszą na drzwiach napis C+M+B. We Włoszech Bardzo hucznie jest obchodzone święto Trzech Króli. Utarł się tam zwyczaj, że dzieci po przebudzeniu otrzymują skarpety wypełnione słodyczami. Te, które nie były grzeczne zamiast słodyczy dostaną cukier pomalowany na czarno. Poza tym w całym kraju odbywają się liczne orszaki Trzech Króli przebranych w historycznie barwne stroje. Natomiast we Francji pieczę się tego dnia specjalne ciasto w kształcie korony. W środku znajduje się bób. Osobie, która znajdzie bób jako pierwsza, daje się koronę z pozłacanego papieru. Od tej pory dana osoba jest królem lub królową. Jak widać Święto Trzech Króli można obchodzić na różne sposoby. W większości podyktowane jest to tradycją i zwyczajem mieszkańców kraju, w którym przebywamy. W tym dniu tradycyjnie po południu do nas przychodzą goście na urodziny syna. W ten sposób święta u mnie w domu kończą się dopiero po 6 stycznia. W tym roku postanowiłam zaskoczyć rodzinkę nowymi wypiekami. Moim popisowym ciastem było ciasto z biszkopcikami morelowymi Dr Gerarda z bananami i kiwi.  
Składniki;
biszkopt: 6 jajek, szklanka mąki, szklanka cukru, łyżeczka proszku do pieczenia,
biszkopty morelowe
mus bananowy- 5 bananów,
2 żółte galaretki, 500 ml wody, 5 łyżek cukru, kremowa masa z kiwi: 200 g śmietany 30%
2-3 kiwi, 2 x 140g serka homo - danio o smaku kiwi
1 zielona galaretka o smaku kiwi, masło do posmarowania biszkoptu
Przygotowanie
biszkopt: Białka z odrobiną soli ubijamy na sztywną pianę. Mąkę przesiewamy, dodajemy żółtka, cukier i proszek miksujemy. Następnie stopniowo dodajemy
pianę z białek cały czas miksując. Masę wylewamy na blachę i pieczemy od 45 minut w temperaturze 180 stopni. Gotowy biszkopt przekrawamy wzdłuż na dwie równe części, i każdą z nich smarujemy cienką warstwą masła dzięki temu biszkopt nie wchłonie naszych mas "mus bananowy" Banany kroimy w plastry, zalewamy
500 ml wody, dodajemy cukier i podgrzewamy. Gdy woda zacznie się gotować, dodajemy galaretki w proszku, i mieszamy do rozpuszczenia. Następnie całość miksujemy i odstawiamy do ostygnięcia. kremowa masa z kiwi: Kiwi kroimy w kostkę. Śmietanę miksujemy do uzyskania puszystej masy, dodajemy cukier i stopniowo serki
homo - cały czas miksując. Następnie odstawiamy do lodówki. Zieloną galaretką przygotowujemy wg przepisu na opakowaniu. Na blachę kładziemy biszkopt nasmarowany masłem, kremową masę z kiwi, znów biszkopt, mus bananowy, gdy już trochę zastygł biszkopciki morelowe, zieloną galaretkę. Ciasto schładzamy w lodówce

Oprócz tego ciasta na stół układam Torcik C- moll orzechowy, Kabaretki cappuccino, Mafijne, a to wszystko Dr. Gerarda.    

Przepis.

Rolada świąteczna. Składniki. Ciasto: osiem jaj, czubata szklanka cukru pudru, 10 łyżek mąki, cukier waniljowy, szczypta soli, do wysmarowania blaszki łyżka oleju. Krem. Składniki
: jedna szklanka oleju, 10 łyżek cukru pudru, 3 łyżki kako,

Napoleonka z krakersami śmietankowymi

Witam wszystkich serdecznie. Bardzo lubię ciasta i ciasteczka. Moi znajomi przepadają za nimi. Lubię kombinować, urozmaicać przepisy. Nie mam za dużo czasu, wiec moje przepisy muszą być szybkie, i tanie. Ostatnio miałam ochotę na coś z jakimś słodkim kremem. Najfajniejsza by była napoleonka, ale nie lubię ciasta francuskiego, nie dość ,że długo go się wyrabia, to jeszcze mi nie smakuje. Ktoś powie ze można kupić gotowe, tak to prawda, ale to nie to samo co swojej roboty. Wymyśliłam więc, inną prostszą wersję dla napoleonki. Zamiast ciasta francuskiego ,używam kabaretek śmietankowych ,, Dr Gerarda’’. Są najlepsze!. Można użyć też zwykłych herbatników. A oto szybki przepis, na ciasto bez pieczenia. Polecam. Składniki na krem;  3 szkl. Mleka, 250 g masła (używam roślinnego) 0,5 szkl. Cukru, 1 szkl. mąki pszennej, 3 jajka, 1 duże opak. cukru waniliowego, cukier puder do posypania. Blachę wyłożyć sreberkiem lub papierem, ułożyć warstwę Kabaretek śmietankowych ciasno  obok siebie. Część mleka zmiksować z mąką i jajkami. Resztę mleka zagotować z masłem, wsypać cukry. Wlać zmiksowaną masę, wymieszać aż zgęstnieje. Gorącą masę wylać na kabaretki. Przykryć drugą warstwą ciastek. Schłodzić w lodówce, następnie pokroić. Każdą napoleonkę posypać cukrem pudrem. Do mojej napoleonki, świetnie będzie smakować również krem przygotowany z serków. Proponuję do tego kremu , jednak Kabaretki cappuccino. Do przygotowania kremu, będziemy potrzebować; 500 g serka śmietankowego o temperaturze pokojowej, 115 g masła o temperaturze pokojowej, 2 szklanki (250 g) przesianego cukru pudru, 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego. Szybko się go robi, czas przygotowania to około 10 min. W średniej misce zmiksować serek z masłem na gładką masę. Dodać wanilię, a następnie (stale mieszając) dodać cukier puder. Kiedy już mamy gotowy krem, kolejne czynności wykonujemy jak wyżej napisałam. Gwarantuję, że będzie Wam samkowało, oczywiście tylko z produktami ,,Dr Gerard’’. Smacznego. Pozdrawiam

muffiny

składniki 1 i 3/4 szklanki mąki pszennej 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1/2 łyżeczka sody 1 szczypta soli 1/2 szklanki cukru kryształu 1/2 szklanki cukru brązowego 2 jajka 8 łyżek roztopionego masła 3 rozgniecione banany 65 g białej czekolady pokrojonej na kawałki sposób przygotowania Piekarnik rozgrzać do 180 stopni celsjusza.Foremki na muffiny wyłożyć papilotkami.Do miski przesiać mąkę z proszkiem,sodą i solą,dodać cukier biały i brązowy, wymieszać.W oddzielne misce jajka zmiksować z masłem. Dodać banany i wymieszać.Stopniowo dodawać suche składniki mieszając aż się połączą.Na końcu dodać czekoladę. Ciasto nakładać do foremek i posypać brązowym cukrem. Piec przez 20 minut. Smacznego Ps.Najlepsze andruty kokosowe z białą czekoladą od Dr.Gerard

wtorek, 6 stycznia 2015

choinka

W tym roku kupiliśmy choinkę w doniczce. Jest to świerk srebrny wysoki na metr dwadzieścia. Dzieci były szczęśliwe z tego powodu. Przystrajaliśmy ją w wigilię  różnokolorowymi bombkami. Większość nich są z mojego dzieciństwa, dlatego mam do nich sentyment. Podczas strojenia przypominam sobie dużą choinkę ozdabianą   ręcznie robionymi łańcuchami  bibułki lub kolorowego papieru, piernikami, a także cukierkami. Ten zwyczaj już powoli zanika. Teraz przeważnie ludzie mają mniejsze choinki z nowoczesnymi ozdobami. Zawsze ciekawiła mnie historia strojenia choinki. Najstarsze informacje pochodzą piętnastego wieku. Drzewko  niosło nadzieję i symbolizowało odradzające się życie.   
W Polsce zwyczaj obdarowywania się prezentami w wigilijny wieczór ma długą tradycję. Przez Kościół został nazwany Gwiazdką, ponieważ  dzieci z niecierpliwością wypatrywały pierwszej gwiazdki na niebie. Zwyczaj ten jest we wszystkich krajach, nawet wśród wyznawców innych religii. Nad prezentami myślałam już od dwóch miesięcy. Przed samymi świętami kupiłam tylko słodycze. W każdej paczce znajdowały się moje ulubione produkty Dr. Gerarda takie jak Mafijne Choco, Markizy Gold,
Kabaretki cappucino, Rurka waflowa.
Sprawiłam im radość tymi łakociami.    
W mieszkaniu trzymamy choinkę do drugiego lutego to jest do Matki Bożej Gromnicznej. Nie wyobrażamy sobie świąt bez udekorowanego drzewka ze świecącymi, migającymi lampkami.
Oprócz choinki na święta muszą być upieczone ciasta. Znając upodobanie moich domowników staram się zrobić im radość piekąc sernik z pryncypałkami Dr. Gerarda. Ten przepis jest wyjątkowy, dlatego go podaje.
 Składniki na dużą blachę
Spód ciasteczkowy:
400 g ciasteczek kruchych z czekoladą (lub herbatników w czekoladzie)
150 g masła stopionego
Herbatniki dokładnie zmielić w blenderze lub malakserze, a następnie wymieszać z roztopionym masłem. Masę powciskać dokładnie w natłuszczoną formę, aby uformować równy spód.
Masa serowa:
1,5 kg sera na serniki (z wiaderka lub dwukrotnie zmielonego twarogu)
6 jajek
800 g mleka skondensowanego słodzonego (nie gotowanego!)
1 łyżka ekstraktu waniliowego
2 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 czubate łyżki cukru pudru
250 g. Pryncypałków
W misie miksera umieścić wszystkie składniki prócz wafelków, zmiksować (lub utrzeć ręcznie), aż wszystko dobrze się połączy. Wafelki pokroić na kawałki i wmieszać delikatnie, lecz dokładnie do masy.
Masę serową wylać na ciasteczkowy spód. Piec w temperaturze ok. 160ºC Wystudzić w lekko uchylonym piekarniku. Wyjąć, włożyć do lodówki na kilka godzin lub całą noc.
200 g mleka skondensowanego słodzonego
2 łyżki kakao
200 g.Pryncypałków
Mleko skondensowane wymieszać z kakao, polewą pokryć dekoracyjnie schłodzony sernik. Udekorować pokrojonymi wafelkami.
Ten przepis jest miłym zaskoczeniem nawet dla gości polecam.

   

PRZEPROSINY



W domu mojego znajomego ciągle odbywają się jakieś imprezy. Cała jego rodzina prowadzi bardzo ożywione kontakty towarzyskie. Prawie każdego dnia coś się u nich dzieje. Wieczorami głośna muzyka niesie się po wszystkich piętrach, a przez ściany słychać podniesione i często roześmiane głosy. Pozostałym lokatorom trochę te nocne eskapady zaczynają już przeszkadzać.
Kowalscy byli raczej porządną rodziną. Jednak od jakiegoś czasu coś zaczęło się        u nich zmieniać. Najprawdopodobniej stało się to za przyczyną spadku, który otrzymali       po bogatym dziadku. Wcześniej nie byli dobrze sytuowani. Ciągle brakowało im pieniędzy, żyli dosyć skromnie, nie mogli więc pozwolić sobie na żadne szaleństwa. Ledwo wiązali koniec z końcem. Nie było mowy                    o jakichkolwiek rozrywkach. Całą rodzinę utrzymywał tylko pan Roman, za nieduże pieniądze pracował w wodociągach. Jego żona Beata zajmowała się dwojgiem dzieci. Mieszkał jeszcze z nimi jej brat Darek, który również nie pracował. Ponieważ kilka lat przebywał w zakładzie karnym miał duże problemy                z zatrudnieniem. Byli więźniowie bardzo często doświadczają stygmatyzacji, która zwykle przejawia się trudnościami w znalezieniu pracy.
Siostra byłego więźnia chcąc mu pomóc przyjęła         go pod swój dach. Za ten gest wsparcia odwdzięczał się jej jak tylko potrafił. Przede wszystkim zawsze robił zakupy, zajmował się dziećmi w domu i poza nim. Codziennie chodził z nimi ma plac zabaw, zabierał je do kina, na basen i do wielu innych miejsc. Trzeba przyznać, że umiał zająć się dziećmi, które rzeczywiście bardzo go polubiły . Mężczyzna także miał do nich słabość. Jeśli udało       mu się zarobić jakieś pieniądze, najczęściej wydawał je na swoich siostrzeńców. Przeważnie kupował                im słodycze. Adaś i Piotruś uwielbiali produkty DR GERARDA. Dlatego wujek starał się, aby w domu nigdy ich nie brakowało. Każdy               z chłopców miał swoje ulubione produkty. Młodszemu wyjątkowo smakowały KREMISIE I PAŁECZKI KREMOWE MORELOWE. Natomiast dla starszego faworytem były KABARETKI ŚMIETANKOWE I ANDRUTY KOKOSOWE Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ.
Ostatnio gdy rodzina Kowalskich niespodziewanie się wzbogaciła słodycze             DR GERARDA        na dobre zagościły w ich domu.
Obserwując z okna często widzę jak dzieci pomagając opróżniać bagażnik nowego samochodu wyciągają duże kartony, pełne słodyczy DR GERARDA. Niosą je               na rękach z wielką dumą i radością.         Po drodze, idąc do domu  częstują nawet znajome dzieci i starszych sąsiadów. Wszyscy nasi sąsiedzi znają już te produkty, zajada się nimi cała kamienica.                 W minioną sobotę, kiedy Kowalscy znowu urządzili przyjęcie  inni lokatorzy nie byli tym zachwyceni. Głośna biesiada przedłużyła się do białego rana. Kowalscy już po raz kolejny zakłócili spokój mieszkańcom naszego domu. W odpowiedzi na skargę złożyli wszystkim wiarygodną obietnicę poprawy, a w ramach przeprosin  po sąsiadach rozeszły się  słodycze              DR GERARDA. Do mnie trafił TORCIK C-MOLL ORZECHOWY. Nigdy wcześniej go nie jadłam. Faktycznie te wyroby są doskonałe.