niedziela, 4 stycznia 2015

WYCIECZKA DO OGRODÓW TEMATYCZNYCH



Będąc na przyjęciu u znajomych byłam świadkiem bardzo interesującej rozmowy. Moje koleżanki prowadziły dyskusję dotyczącą ogrodów tematycznych, które znajdują się w Dobrzycy. Dziewczyny były zachwycone tym miejscem. Opowiadały o nim z tak wielkim podziwem, że sama zapragnęłam tam pojechać. Ogrody znajdują się w wyjątkowo ciepłej strefie klimatycznej, gdzie zimy są łagodne       i występuje dużo więcej opadów niż w innych rejonach kraju.    
Nie przypuszczałam, że to miejsce może wywierać tak niesamowite wrażenia. Pojechaliśmy tam całą rodziną, każdy z nas był niezwykle poruszony. Mieliśmy naprawdę wiele wspaniałych przeżyć. Nawet dzieci były zadowolone, tym bardziej, że znalazły tam dodatkową atrakcję w postaci placu zabaw. Poza tym mogły jeszcze cieszyć się ulubionymi słodyczami DR GERARDA, których oczywiście nie zapomniały zabrać z domu. BISZKOPCIKI JAŚKI MORELOWE oraz KRAKERSY CEBULOWE towarzyszą im przy każdym wyjeździe. Nie wyobrażają sobie żadnej wycieczki bez tych łakoci. Tym razem wzięły nawet większy zapas, ponieważ planowaliśmy wrócić dopiero późnym wieczorem.
Muszę przyznać, że zwiedzanie ogrodów tematycznych poza oczywistym kontaktem z przyrodą dostarczyło mi licznych doznań natury estetycznej i duchowej.
Do zwiedzania dostępnych jest tam dwadzieścia osiem różnych ogrodów tematycznych. Można zobaczyć sześć tysięcy gatunków i odmian roślin, w tym egzotycznych i unikalnych.
Ogrody podzielone są tematycznie. Wśród nich są klasyczne, jak francuski, japoński, śródziemnomorski, a także te, związane ze środowiskiem: ogród skalny, kamienny i wodny. Można znaleźć tam również ogrody użytkowe, jak: warzywny, czy ziołowy. Dużą grupę stanowią jeszcze ogrody zmysłów, zaprojektowane w stylu angielskim.  
Na terenie ogrodów znajduje się też jaskinia, grota, widokowa platforma, a także wiele elementów małej architektury: mosty, rzeźby, czy fontanny.
Miło można spędzić także czas w caffebar - barwinek, który oferuje nie tylko desery i kawę,              ale również dania obiadowe i z grilla. Na biesiadowaniu w tym barze zleciało nam ponad cztery godziny. Najbardziej smakowały nam szaszłyki i karkówka, przygotowywane na ziołach tamtejszych ogrodów. Nie brakuje tam też sałatek ze świeżych warzyw. Zajadaliśmy się sałatką z tuńczyka oraz grecką. Z deserem to prawdę mówiąc trochę przesadziliśmy, to dopiero była wyżerka:
pyszny, fantazyjny deser lodowy, ciasto własnego wypieku, gofry oraz wyśmienita włoska kawa. Wszystko popiliśmy schłodzonymi napojami, a co niektórzy zimnym piwem.
Czuliśmy się tam naprawdę wspaniale, spacery po niepowtarzalnych ogrodach na zawsze zostaną       w naszej pamięci. Nawet dzieciom nie chciało się wracać do domu. Ten niecodzienny klimat zachwycił nas wszystkich. Uwieczniliśmy te cudowne widoki na zdjęciach. Fotografowanie               i filmowanie jest tam bezpłatne, pod warunkiem że dotyczy rejstrowania obrazu na własny, niekomercyjny użytek.
Myślę, iż ogrody tematyczne w Dobrzycy, to wspaniały pomysł na wycieczkę dla tych, którzy nie posiadają własnego ogrodu, ale też możliwość relaksu i wypoczynku w kontakcie z przyrodą.
Jest tam naprawdę bardzo pięknie, każdemu polecam to miejsce.
ogrody tematyczne warto odwiedzać o każdej porze roku, ponieważ każda maluje je innymi farbami.



Pod chmurką.

Witam gorąco w ten wietrzny dzień, w takie chwile chętniej wracamy do ciepłych miesięcy, do wyjazdów i do spotkań ze znajomymi pod chmurką. Pewnego dnia po próbie zespołu, umówiliśmy się z chłopakami na wspólny biwak. Gitarzysta mieszka poza miastem i ma stadninę koni. Żona i dzieci bardzo się ucieszyły na tą wiadomość. Spytały mnie czy weźmiemy słodycze firmy „dr Gerard”, bo jak będą głodne to w lesie nie kupią. Prawdę mówiąc to nie wiem czy jest w tej miejscowości sklep. Więc zapasy zrobiłem w sklepie osiedlowym. Aby pociechy były zadowolone wziąłem „Pryncypałki Kokos” i „YES! z sezamem”. Kupiłem piwko i ice tea dla dziewczyn.  Moja małżonka upomniała mnie, że nie miałem ciastek „Markizy Gold”, ale przypomniała sobie, że ma gdzieś przepis na markizy. Odszukała go i sama przygotowała według instrukcji:
Składniki
  • 45 dag mąki
  • 30 dag masła
  • 23 dag cukru
  • 15 dag płatków owsianych
  • 2 jajka
  • 2 opakowania cukru waniliowego
  • Do nadzienia
  • 20 dag cukru pudru
  • 15 dag masła lub margaryny
  • Półtora szklanki mleka
  • 13 dag mielonych orzechów laskowych
  • 6 łyżek cukru
  • 4 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1 żółtko
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżka kawy rozpuszczalnej
  • 15 łuskanych orzechów laskowych

Przyrządzanie
1.    Płatki owsiane zrumienić na 2 łyżkach masła. Następnie zagnieść z resztą masła, mąką, cukrem waniliowym, cukrem i jajkami na gładkie ciasto. Przykryć i wstawić do lodówki na 30 minut.
2.    Następnie ciasto rozwałkować na grubość 3 milimetrów, po czym wycinać foremką o karbowanych brzegach 30 okrągłych ciastek. I układać na natłuszczonej blaszce.
3.    Przygotowane ciastka piec 10 minut w temperaturze 200 stopni. Następnie ostrożnie zdjąć z blachy i ostudzić.
4.    Mąkę ziemniaczaną rozprowadzić w 6 łyżkach zimnego mleka, dodać żółtko. Wlać do reszty wrzącego mleka wymieszanego z cukrem.
5.    Tłuszcz utrzeć na puszystą masę, dodawać po łyżce schłodzony krem, wymieszać z mielonymi orzechami. Masą posmarować 15 ciasteczek.
6.    Przygotować dwa rodzaje lukru: wymieszać 5 łyżek cukru pudru z kawą i 2 łyżkami wody. Resztę cukru pudru wymieszać z sokiem cytrynowym.
7.    Pozostałe ciasteczka smarować na przemian lukrem kawowym i cytrynowym. Polukrowane ciasteczka ułożyć na posmarowanych kremem spodach, udekorować orzechami.

      I udało się, gdy dojechaliśmy na wieś, ognisko już płonęło wypakowaliśmy namiot i materace. Nie bez wysiłku nadmuchaliśmy je. Gdy legowiska były gotowe a kiełbaski i ziemniaki upieczone. Przyszła pora na słodkie przekąski. Nasze markizy zrobiły furorę, żony moich kolegów prosiły o przepis a panowie wraz z butelczynami złocistego napoju wzięliśmy gitary i zrobiliśmy sobie próbę pod chmurką. Takiej widowni nie mieliśmy na żadnym koncercie. Nasze dzieci tańczyły, śpiewały i domagały się bisów. Aby dały nam chwilę spokoju wręczyliśmy łapówkę, ciastka firmy „dr Gerard”. Nasz gospodarz poznał się już na tych słodyczach i również kupił ciastka „Rurka waflowa CHOCO” i mogliśmy spokojnie porozmawiać. Nasze pociechy mieszkające w mieście były pod ogromnym wrażeniem gwiazd, które pięknie było widać nad koronami drzew. 

sobota, 3 stycznia 2015

Ciasteczka łakotki

 Byłem kiedyś u cioci i podała do kawy spaniałe ciasteczka. Ciocia pochwaliła się że jest to jej wyrób ale też bardzo chwaliła się że kupiła w sklepie Markizy,  Kabaretki cappucino ,Pałeczki kremowe morelowe,  Biszkopciki Jaśki Morelowe wyrób Dr. Gerard. Ale jej kruche delikatne ciasteczka typu łakotki, margerytki. Są jednocześnie kruche i leciutkie, nie są to takie ciastka do maczania w herbacie czy mocnego gryzienia, są bardzo delikatne, lekko cytrynowe. Będą Wam smakować! Takie bardziej maślane łakotki kojarzą mi się zawsze z imieninami u różnych cioć, zawsze na stole były tego typu ciastka.
Te ciasteczka łakotki są lżejsze, bardziej cytrynowe, ale smakowo świetnie oddają tamten smak :) A przepis spisałam wiele lat temu z forum gazetowego od Szelki, przypomina również ten, który mam w pożółkłym zeszycie cioci, tylko tam są całe jaja, ale na żółtkach są delikatniejsze. Polecała tak bardzo że kazała koniecznie zapisać składniki i wypróbować upiec samemu. 

Składniki

  • 130 g masła miękkiego
  • 100 g cukru drobnego
  • 1 cytryna
  • 2 żółtka + 1 jajko do smarowania
  • 250 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
  • Ale mimo wszystko ja bardzo polecam Yes! z sezamem, Andruty z mleczną czekoladą, Pałeczki kremowe morelowe, Mafijne śmietankowo-cytrynowe, Maltikeks Dark Dr. Gerard
  •  m

     

     

piątek, 2 stycznia 2015

MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ



Od dawna chciałam zrobić prawo jazdy, marzyłam o tym od dziecka. Zaplanowałam sobie,      że jak tylko skończę osiemnaście lat, zapiszę się na kurs w swoim mieście. Niestety jakoś nie było     mi to dane, ciągle pojawiały się jakieś przeszkody. Nie mogłam zrozumieć dlaczego tak się dzieje.      Moi rodzice za każdym razem powtarzali, że jeszcze przyjdzie na to czas. Powoli przestawałam               w to wierzyć. Nigdy nie mógł nastąpić ten odpowiedni moment. Wiecznie brakowało mi czasu, potem znowu pieniędzy. Wszystkie moje koleżanki miały już swoje samochody, zazdrościłam im tego.          W końcu pogodziłam się z tą sytuacją. Wytłumaczyłam sobie, że muszę cieszyć się z tego co mam,      a faktycznie miałam za co dziękować. Przecież czułam się świetnie, nie miałam żadnych problemów ze zdrowiem, miałam dobrą pracę, wspaniałego męża, wykształcone dzieci i  mnóstwo przyjaciół.           Z czasem zapomniałam więc      o tym, że prawo jazdy było moim marzeniem. Ja zapomniałam,             ale mój Paweł zawsze o tym pamiętał. W związku z tym, kiedy przyszedł odpowiedni czas, przygotował dla mnie miłą niespodziankę.
Firma w której pracował z roku na rok przynosiła coraz większe zyski, a właściciel zakładu       w krótce powierzył mu bardzo poważne stanowisko. Jego zarobki były naprawdę bardzo wysokie.       Po dwóch latach postanowiliśmy kupić dom za miastem. Na początku trochę się wahaliśmy,                ale znajomi szybko nas przekonali, aby zdecydować się na realizację tego planu. Wątpliwości                 się rozwiały i za pół roku mieszkaliśmy już w nowym miejscu. Dom był naprawdę duży i piękny. Oczywiście z ogrodem. Znajomi zachwycali się naszą rezydencją. W związku z tym bardzo często odwiedzali nas goście. Oboje z Pawłem byliśmy bardzo szczęśliwi. Jedyny problem jaki się pojawił       to kwestia moich dojazdów do pracy. Mieszkaliśmy przecież za miastem, a połączenia nie bardzo       mi pasowały. Razem podjęliśmy decyzję, że teraz powinnam zająć się naszym domem. W tej sytuacji musiałam złożyć wypowiedzenie z pracy. Prawdę mówiąc w ogóle tego nie odczuliśmy. Paweł zarabiał bardzo duże pieniądze. Teraz dzięki temu mogliśmy też spędzać ze sobą więcej czasu. Każdego dnia czekałam na niego z ciepłym obiadem. Byliśmy zadowoleni, że nasze życie tak się odmieniło. Nic nam nie brakowało, mieliśmy wszystko.
Tymczasem nadszedł dzień moich urodzin, kończyłam 45 lat. Robiliśmy małe przyjęcie,        tym razem zdecydowaliśmy, że odbędzie się w naszym ogrodzie. Paweł zaskoczył mnie jak nigdy dotąd. Takiego prezentu się nie spodziewałam. Kupił mi czerwone porsche. To było auto moich marzeń. Nie mogłam w to uwierzyć. Cieszyłam się jak małe dziecko. Oglądałam mój prezent z każdej strony, nie umiałam ukryć wzruszenia. Tymczasem w środku na tylnym siedzeniu czekała na mnie jeszcze jedna miła i bardzo słodka niespodzianka. Był to kosz pełen słodyczy DR GERARDA. Czego tam nie było:

KREMISIE
PAŁECZKI KREMOWE MORELOWE
KABARETKI CAPPUCINO
BISZKOPCIKI JAŚKI MORELOWE
MARKIZY GOLD
MAFIJNE ŚMIETANKOWO-CYTRYNOWE
PRYNCYPAŁKI KOKOS

Mieliśmy ucztę na całego, a sprawa mojego kursu była już nieodwołalna. Paweł wiedział       co robi. Gdyby nie kupił mi samochodu być może sprawa ciągle by się odwlekała. Teraz nie miałam już żadnych przeszkód, nie brakowało mi ani czasu, ani pieniędzy. nie było więc odwrotu.

PRZYGOTOWANIA DO SYLWESTRA

PRZYGOTOWANIA DO SYLWESTRA
Na  niesamowitą sylwestrową  noc  Filip zabrał mnie do swoich przyjaciół.  Impreza odbywała się w kameralnym gronie w jednym z domów na obrzeżach miasta.  Wiedziałam tylko tyle, że jedną ze  znanych mi par będą  Tomek z Ewą. Od Ewki dowiedziałam się, że strój jest zupełnie dowolny, wiadomo, że wizytowy, ale swobodny. Oczywiście panikowałam z lęku przed tym jak wypadnę,  jak zostanę przyjęta . To troszkę głupio brzmi, ale zależało mi na pozytywnym wrażeniu na przyjaciołach Filipa. Kilka dni przed zabawą sylwestrową wiecznie plotkowałyśmy z Ewą na temat ciuchów, butów, fryzury i makijażu. Koniecznie chciałam założyć biżuterie podarowaną mi przez Filipa w prezencie świątecznym. Właśnie z tego powodu wybór padł na jasno szarą sukienkę z leciutkiego, miękkiego  materiału o prostym eleganckim kroju. Dekolt przy  sukience  jest ozdobiony delikatnym haftem w kolorze  o ton ciemniejszym  od sukienki. Mam pasujące do tego sandałki na wysokim obcasie i dekoracyjnie zdobioną torebkę. Całość ładnie uzupełnia wisior i kolczyki ze wspomnianego kompletu od Filipa, o ciekawej nazwie „Noc Kairu”. Moja fryzjerka  upięła mi włosy wysoko, tworząc fantazyjnie wyglądającą konstrukcję. Efekt  jej zabiegów był wprost powalający. Pięknie eksponował moją szyję i widoczną na niej biżuterię. Kosmetyczka zadbała o mój makijaż i paznokcie. Pozostało tylko odwieźć mojego psa do domu rodziców. Frodo panicznie boi się wystrzałów petard, z tego wiec powodu rzadko uczestniczyłam w zabawach sylwestrowych. Nie da się zupełnie ochronić  go od przerażającego huku, ale da się go złagodzić. U rodziców mieszkających na wsi jest znacznie mniej tego typu atrakcji. Poza tym jak zawsze mogłam liczyć na pomoc rodziców, zarówno w sprawie opieki nad moim psem jak i na pomoc mamy w sprawach kulinarnych. Od Ewy dowiedziałam się, że co prawda został na imprezę zamówiony catering , ale  o ciasto muszą zadbać same panie. Mama  przygotowała w moim imieniu deser o uroczej nazwie „Chatka Puchatka”. Po ,co prawda, pysznych, ale ciężkich makowcach, piernikach i sernikach czas nadszedł na coś lżejszego. Wiem, że do zrobienia  tego deseru moja mama użyła herbatników o wdzięcznej nazwie  "petit  beurre" firmy Dr Gerard. Wszystko wygląda  bardzo apetycznie. Jestem przekonana, że smakować będzie wyśmienicie. Ewa  obiecała przygotować  już wcześniej wspomniany torcik śmietankowy z kolorowymi kawałkami  galaretki na spodzie z krakersów. Ja ze swej strony dołożyłam jeszcze rurki waflowe, oczywiście z firmy Dr Gerard . Tak  przygotowana mogłam zacząć najbardziej szaloną noc w roku. 
Podaję  przepis na wspomnianą „Chatkę Puchatka".
                              
CHATKA  PUCHATKA:

Składniki : 4 paczki herbatników
 3 kostki twarogu
 0,25 szklanki cukru
 0,25 kostki masła
 2 żółtka
 cukier waniliowy
 rodzynki (zaparzone we wrzącej wodzie).
Wykonanie :
Ser, cukier, masło wraz z cukrem waniliowym i żółtkami utrzeć na jednolitą masę.
Herbatniki zamoczyć w mleku - włożyć do mleka i zaraz wyjąć , żeby nie rozmiękły. Najlepiej na folii spożywczej ułożyć rząd  pojedynczych herbatników, na to ułożyć przygotowaną masę  twarogową z wyżej wymienionych składników  i  docisnąć go herbatnikami z dwóch stron tworząc trójkąt. Zawinąć w folię i odstawić do lodówki.

Smacznego!

czwartek, 1 stycznia 2015

2015 rok.

Witam drogich internautów, życzę Wam wszystkiego najlepszego w 2015 roku. Nie wiem jak u innych, ale u mnie zdrowie dopisuje, nie mam syndromu dnia poprzedniego. Jest super, dzieci zasypiają a ja do kompa. Wczorajszy wieczór tak jak wcześniej pisałem spędziliśmy u Dziadka Sylwestra. Impreza się udała rodzina dopisała. Przygotowania się powiodły, było wszystkiego pod dostatkiem ciasta upieczone przez ciocie i kuzynki, mięso, bigosy i sałatki też, napoi nie zabrakło a o dzieciach nie zapomniano. „dr Gerard” panował na stole w ich pokoju. Wychodząc na fajerwerki nie mogliśmy nie zabrać przekąski takiej jak „Biszkopciki Jaśki Morelowe”. Mimo, że impreza była na wsi to i na kobiecych nogach i na stołach dało się zauważyć „Kabaretki” nawet te cappuccino i śmietankowe. Moja małżonka planowała zrobić 3 bita, ale kuzynka ją uprzedziła. Więc odnalazła przepis i przygotowała ciasto bawarskie o smaku bananowym.
Składniki:
  • 4 banany
  • 200 ml śmietany
  • 10 dag czekolady
  • 3 jaja
  • 6 łyżek cukru
  • 2 łyżeczki żelatyny
  • Sok z 1 cytryny
  • 15 dag herbatników „YES!” lub „Petit beurre”
  • 10 dag dżemu owocowego
Przyrządzanie:
Banany obrać, pokroić na kawałki i gotować kilka minut z 3 łyżkami cukru, sokiem z cytryny i niewielką ilością wody. Osączyć i rozgnieść.
Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, rozpuścić w syropie pozostałym z gotowania i połączyć z bananami.
Białka oddzielić od żółtek. Żółtka ubić z pozostałym cukrem, połączyć z masą bananową, dodać śmietanę, delikatnie wymieszać, dodając ubite na sztywno białka.
Herbatniki „YES!” ułożyć na dnie tortownicy i przykryć cie ciepłą czekoladą. Po skrzepnięciu czekolady wypełnić formę kremem bananowym i wstawić na 2 – 3 godzin do lodówki. Potowe ciasto posmarować cieniutką warstwą podgrzanego dżemu owocowego.

Ciasto to pierwszy raz było postawione na uroczystości w naszej rodzinie. Przyjęło się kilka osób już prosiło o przepis. Jest to dość szybkie w przygotowaniu i smaczne ciasto. Jednak kobiety nie byłyby sobą gdyby nie krytykowały się nawzajem. O twardość warzyw w sałatce, albo o talerz czy ilość owoców w placku. Panowie inaczej usiedli przy stole rozlali napoje i dyskutowali o różnych tematach, począwszy od małych przyziemnych spraw a kończąc na filozoficznych teoriach. Dzieci mając przysmaki firmy „dr Gerard” po wystrzeleniu fajerwerków (odpalanych przez dorosłych), rozpoczęły zabawę taneczną przy rytmach muzyki z telewizji. W wieczór sylwestrowy kanały prześcigają się w atrakcyjności koncertów oraz w ilości gwiazd na scenie. Tylko czasopisma rozpisują się ile i jaka gwiazda zarobi na występie w telewizji. I jak sobie poczytałem stawki to też bym chciał być Celebrytą.
Do domu wróciliśmy po godzinie dwudziestej drugiej, córka usnęła w samochodzie a my z żoną i synem przy telewizorze czekaliśmy, kiedy wybije północ, aby złożyć sobie życzenia i podziwiać piękno fajerwerków.