wtorek, 6 stycznia 2015

Letnie inspiracje



To był piękny lipcowy dzień, jeden z takich, o których marzy się zimą. Szliśmy z mężem długą, piaszczystą drogą bez odrobiny cienia. Upał dawał się we znaki. Wysiedliśmy z autobusu i szliśmy około pół godziny w pełnym słońcu do naszego celu, domu moich rodziców. Plecaki, chociaż małe, coraz bardziej ciążyły nam na plecach. W ustach zaschło. Wreszcie na końcu naszej wędrówki droga opadła nieco w dół, gdzie poczuliśmy kojący chłód rzeki szemrzącej z cicha wśród bezszelestnych drzew. Przeszliśmy mostek i pokonaliśmy niewielkie wzniesienie, na szczycie którego stał niewielki domek moich rodziców. Na podwórzu jako pierwszy powitał nas mój ulubieniec – rudy kotek o imieniu Cętuś. Podbiegł i tulił się do naszych nóg. Jako Następne powitały nas z radością bratanice, mama, tato i reszta rodziny. Zatrzymaliśmy się w ogrodzie obok domu w cienistej altance, dziele mego zdolnego brata. Rozsiadłszy się na wygodnych ławach delektowaliśmy się dniem. Upał tu nam nie dokuczał, plecaki rzucone obok nie ciążyły. Nasze pragnienie zaspokoiliśmy zimnym kompotem z wiśni przyniesionym przez mamę. Nie chciało się nam wchodzić do domu. Mama śpiesznie wyniosła pierogi z jagodami, które polaliśmy dużą ilością gęstej śmietany i posypaliśmy cukrem. Pychota! Do tego bratanica przyniosła pyszny sernik ze świeżutkimi malinami. Smakował przepysznie. Wobec tak smakowitego przyjęcia cieszyłam się, że wstąpiliśmy do spożywczaka po słodycze dla rodziny. Wyciągnęliśmy z plecaka ulubione wyroby cukiernicze naszych bratanic ku ich nieskrywanej radości. Bo nawet najlepsze domowe wypieki nie zastąpią wyśmienitych Choco Markizów, Andrutów Kokosowych z Białą Czekoladą oraz Kremisi Mafijnych Śmietankowo Cytrynowych Dr Gerarda. Gdy już rozdaliśmy słodkie upominki nieśmiało zapytałam bratanicę – mistrzynię cukiernictwa, czy zdradzi swój przepis na sernik z malinami. Moje opory były niepotrzebne, ponieważ już po chwili trzymałam w rękach interesujący mnie przepis, z którym od razu się zapoznałam:
Składniki: 10 dag masła, 4 łyżki cukru, 25 dag ciasteczek owsianych, 1 kg półtłustego sera trzykrotnie mielonego, 40 dag białej czekolady, łyżeczka ekstraktu waniliowego, 250 ml kremówki, 2 łyżki żelatyny oraz 50 dag malin.
Sposób przygotowania: ciasteczka owsiane drobno pokruszyć. Ugnieść z miękkim masłem i cukrem na jednolitą masę. Masą wylepić dno tortownicy, mocno dociskając. Podpiec około 15 minut w 180 stopniach Celsjusza. Czekoladę rozpuścić w ciepłej wodzie i odstawić do przestudzenia. Ubić kremówkę. Twaróg zmiksować z wystudzoną czekoladą i ekstraktem waniliowym. Delikatnie wymieszać z ubitą kremówką. Pod koniec wymieszać z żelatyną rozpuszczoną w minimalnej ilości wody. Na wystudzony spód wyłożyć połowę masy serowej i nałożyć na niej warstwę malin. Przykryć pozostałą masą serową i wstawić do lodówki do stężenia. 2 łyżki malin rozgnieść i rozgotować z łyżką cukru żelującego. Polać tym brzegi schłodzonego sernika. Górę udekorować świeżymi malinami.
Z pogrążenia w lekturze wyrwał mnie nagły grzmot. To chmura burzowa zbliżała się z zawrotną prędkością. Musieliśmy przerwać nasz sielankowy odpoczynek i ewakuować się do domu. Po tamtej letniej chwili zostało wspomnienie i przepis na sernik z malinami zachomikowany w szufladzie.  

poniedziałek, 5 stycznia 2015

HELLOWEEN

Witam serdecznie, dzisiaj mam ochotę opisać kolejne święto, które przywędrowało do nas wraz z McDonald’s i Coca colą, czyli HELLOWEEN. Gdy ja byłem dzieckiem pierwszy listopada kojarzył nam się z odwiedzaniem zmarłych na cmentarzach. A teraz to dynie, przebierańcy, psikusy i słodycze, często firmy „dr Gerard”. Moje dzieci również uległy tej modzie, my mamy walentynki a one cukierek albo psikus. Oczywiście jest to gorący okres dla marketingu. Można zarobić ogromne pieniądze na strojach, farbach do makijażu i tak dalej. Moja żona, jako wykształcony krawiec, nie ulega ofertom wypożyczalni czy sklepów, uważa, że sama najlepiej przystroi nasze dzieci. I ma rację. W tym roku nasz syn wraz z kolegami i koleżankami z klasy umówili się na odwiedzanie sąsiadów. Nasza córeczka, mimo, że ma cztery lata, też wzięła udział. Zapragnęła przebrać się za „Monster High”, więc ubrała się w czarną bluzkę z czaszką, krótką podartą spódniczkę i poszarpane rajstopki. Zwróciła nam uwagę, że musimy ją pomalować jak wampira lub zombie. Na dodatek chciała mieć zęby czarne jak „Maltikeks Dark”. Dostała, co chciała, wyglądała strasznie. Synuś był mniej wymagający przebrał się za kucharza zombie. Wystarczyło truskawkowym kisielem poplamić fartuszek i budyniówkę i kupić w sklepie ze śmiesznymi rzeczami nóż i sztuczne rany. Koledzy i koleżanki też się przebrali, były wampiry, mumie, Drakula i frankenstein. Dzwonek do drzwi i otwieram i udaję przestraszonego i wręczyłem łapówkę w postaci ciastek „Kremisie”, aby ułaskawić te bestie. Ja przygotowałem dla kolędników kanapeczki, czyli „Krakersycebulowe” a na to szyneczka, jajeczko lub ogóreczek i papryka. I tak odprawione dzieci poszyły kolędować po sąsiadach. Oczywiście nie sami w obstawie poszły dwie mamy, które pilnowały, aby dzieci i dorośli dosłownie i w przenośni nie skakali sobie do oczu. I przy okazji pilnowały, aby strachy nie zjadły zbyt wiele słodyczy. Same chętnie podjadały „Pryncypałki classic” tłumacząc się, że zgłodniały. Taka zabawa trwała ponad dwie godziny dzieci z buziami brudnymi od czekolady i z lekkimi mdłościami wróciły do nas na kolację. Moich Krakersów nie zjadły, bo nie było czasu, więc zrobiliśmy herbatkę i kawkę i rzuciliśmy się dzieci na gry a dorośli na słodycze, ja w poszukiwaniu słodkości firmy „dr Gerard”, ponieważ uwielbiam je. Okazało się, że nie tylko ja, bo mamusie wyjadły większość tych ciastek zostawiły mi „Andruty kokosowe z białą czekoladą” i nie musiały długo mnie namawiać, wciągnąłem je zanim dzieci odeszły od konsoli. Nasi sąsiedzi wpadli na wspaniały pomysł, zrobili konkurs na najlepiej przebrane dziecko. Co zmotywowało mamy i dzieci do twórczej inicjatywy. Ufundowano nagrodę bilet do kina. Wygrana przypadła mojej córce za najmłodszego wampira z „Monster High”. Aby było sprawiedliwie my dokupiliśmy bilety dla reszty naszej rodziny i do kina poszliśmy razem. 

NOWY ROK

NOWY ROK
Zabawa sylwestrowa była bardzo udana. Ludzie sympatyczni, radośni, przyjaźnie nastawieni i otwarci. Atmosfera była fantastyczna. Muzyka karnawałowa, same hiciory, sporo muzy z lat osiemdziesiątych typu „złote przeboje". Tańczyliśmy do białego rana. Nie zabrakło również czasu na żarliwe dyskusje i świetne, stare i nowe, dowcipy. Noc minęła zbyt szybko. Jestem oczywiście zmęczona, ale szczęśliwa. Ten nowy rok zaczął się u boku Filipa i oby pozostało tak  jak najdłużej. Całe towarzystwo jednogłośnie postanowiło spotkać się jeszcze  podczas karnawału  na kolejnej imprezie. Pozostało mieć nadzieję, że uda nam się dotrzymać słowa hihihi. Wróciliśmy taksówką do domu. Nazajutrz pojechałam razem z Filipem do moich rodziców. Frodo kiedy nas zobaczył zaczął piszczeć  z radości, szaleństwom nie było końca. Pies musiał dostać swoją, należną  porcje pieszczot. Mama przygotowała świąteczny obiad i nowy deser do kawy. To smaczne cudo nazywa się malezyjskie ciasto czekoladowe. Jednym ze składników tego smakołyku  są herbatniki z firmy Dr Gerard  (oczywiście podam przepis dla zainteresowanych na końcu).  Podczas obiadu Filip wdał się w pogawędkę  z moim  ojcem  na temat łowienia ryb, a ja musiałam zdać szczegółową relację mojej mamie z nocy sylwestrowej u przyjaciół Filipa. Interesowało ją wszystko, kreacje pań, fryzury, makijaże, dodatki, jak byli ubrani panowie, co  podano na stół, przy jakiej muzyce tańczyliśmy itp.  Och ta moja mamuśka, to nie wścibstwo  z jej strony, tylko żywe zainteresowanie  osobami, z którymi się spotykam. Ona ciągle zapomina, że jestem już dużą  dziewczynką i sama umiem dobrać sobie właściwe towarzystwo. Myśli, że nie wiem po co mają służyć te wszystkie pytania :). Po obiedzie  poszliśmy z psem na długi spacer do lasu. Przydało się trochę ruchu na świeżym powietrzu - nam  wszystkim. Było piękne słoneczne popołudnie. Lekki mróz, niewielka warstwa śniegu  na ziemi, w sam raz do super zabawy dla Frodo . Aportowaniu rzucanego kija przez Filipa nie było końca, szaleńczy bieg i poszczekiwanie towarzyszyły nam przez większość spaceru.  W kieszeni kurtki Filipa znalazły się Yest  z sezamem, za które Frodo pewnie oddałby życie hihihi. Koniecznie chciał przypodobać się Filipowi, aby zasłużyć na smakołyk. Grzecznie usiadł z kijem w pysku i bez żadnej  komendy przybił piątkę i oddał kij. Wyłudził w ten sposób kilka małych  krakersów. Wróciliśmy do domu z nowym  wzmożonym apetytem. Kawa i wspomniany deser smakowały wyśmienicie . Zaopatrzeni przez moją mamę w pojemnik z obiadem na jutro i w kremisie  z firmy Dr Gerard wracaliśmy do domu. Śmiałam się szczęśliwa z zapobiegliwości swojej mamy, bo na komentarz po co kupowała kremisie skoro robiła to czekoladowe ciasto, odpowiedziała, że przecież nie wiedziała czy będzie nam ono smakować. A wiadomo, że wyroby Dr Gerard lubią wszyscy. Och, kochana ta moja mama. Chociaż czasem bywa  trochę uciążliwa.
Oto  przepis na malezyjskie ciasto czekoladowe.
Składniki:
- pół szklanki Milo lub Nesquiku, lub  innego rozpuszczalnego  napoju czekoladowego
- około 1/4 szklanki zwykłego kakao
- pół szklanki słodkiego mleka skondensowanego
- 1/3-1/2 szklanki cukru białego, można zmienić ilość w zależności od preferencji
- pół łyżeczki cukru waniliowego
- 4-5 jajek
- paczka pokruszonych herbatników
- kostka masła
- szklanka gorącej wody

Sposób przygotowania:

do garnka wlać wodę oraz kakao i kakao rozpuszczalne, mieszać na małym ogniu aż zacznie gęstnieć
wlać mleko skondensowane, wymieszać 
dodać pokrojone masło i mieszać do rozpuszczenia
dodać cukier wanilinowy 
dodać ubite z cukrem jajka podgrzewać na małym ogniu  i mieszać do zgęstnienia 
dodać pokruszone herbatniki 
masę wylać na wsmarowaną tłuszczem foremkę, zostawić do wystygnięcia i wstawić do lodówki na kilka godzin 

Życzę smacznego.        

BISZKOPT CZEKOLADOWY

Wyśmienite ciasto czekoladowe dla dorosłych ze względu na nasączenie kawą i whisky (którą można zastąpić też wódką, bądź rumem). A w wersji dla dzieci najlepiej kupić gotowe Kremisie, Mafijne śmietankowo-cytrynowe, Biszkopciki Jaśki Morelowe, Kabaretki cappucino, Dr. Gerard. lub kawę i alkohol można zastąpić mocną czarną herbatą z dodatkiem soku z pomarańczy. W smaku przepyszne, czekoladowy biszkopt jest mięciutki i puszysty, a krem również czekoladowy jest delikatny i piankowy. Krem przygotowałem z mlecznej czekolady i bitej śmietany, a biszkopt - tradycyjnie, dodałam tylko 1,5 łyżki wrzątku, aby był bardziej wilgotny. Wierzch ciasta udekorowałem startą nożykiem do warzyw deserową czekoladą. Całość jest rewelacyjna, to ciasto na wyjątkowe okazje, doskonale smakuje z filiżanką mocnej kawy. Bardzo gorąco polecam wypróbować przepis. Porcja na tortownicę o średnicy 21 cm (może być też 22 cm). 

  • BISZKOPT CZEKOLADOWY
  • 2/3 szklanki cukru
  • 4 jajka
  • 1,5 łyżki wrzątku
  • 1 łyżka kakao
  • 2/3 szklanki mąki pszennej
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
     
  • KREM CZEKOLADOWY
  • 1 łyżka żelatyny
  • 1/4 szklanki gorącej wody
  • 1 tabliczka mlecznej czekolady (10 dag)
  • 2,5 łyżki mleka
  • 40 dag śmietanki kremówki 30% (2 niepełne szklanki)
     
  • DO NASĄCZENIA
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
  • 1/4 szklanki gorącej wody do zaparzenia kawy
  • 1/4 szklanki whisky, wódki, bądź rumu
     
  • DEKORACJA
  • 7 kosteczek deserowej czekolady
Biszkopt czekoladowy:Torotwnicę o śr. 21 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Przygotować wszystkie składniki na biszkopt. Białka oddzielić od żółtek. Mąkę pszenną przesiać.

Białka ze szczyptą soli spienić mikserem na najwyższych obrotach. Dodawać stopniowo cukier i cały czas miksować, aż białka będą sztywne, gładkie i lśniące. Następnie dodawać po 1 żółtku i cały czas miksować do połączenia się składników. Następnie dodać wrzącą wodę i krótko zmiksować. Dodać przesiane przez siteczko kakao i znów zmiksować. Na koniec dodać w trzech turach przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i całość delikatnie wymieszać drewnianą łyżką.

Ciasto przełożyć do przygotowanej tortownicy, lekko wyrównać wierzch. Piec 38 minut w temperaturze 170 stopni C (na drugiej półce od dołu, bez wcześniejszego nagrzewania piekarnika i bez termoobiegu). Po upieczeniu biszkopt od razu wyjąć z piekarnika i z tortownicy, delikatnie potrząsnąć, aby nie opadł. Następnie oderwać papier, na chwilę odwrócić spodem do góry (w celu uzyskania bardzo równej powierzchni), wystudzić.
Krem czekoladowy:Żelatynę rozpuścić w 1/4 szklanki gorącej wody, dokładnie wymieszać i przestudzić. Czekoladę mleczną połamać na kawałki i razem z mlekiem podgrzać na parze, na koniec całość wymieszać i również przestudzić. Śmietankę kremówkę ubić, dodać ostudzoną czekoladę i zmiksować mikserem na najwyższych obrotach do połączenia się składników. Następnie wlać powoli żelatynę i krótko zmiksować. Wstawić do lodówki na czas nasączania biszkoptu.
Przekładanie:Z kawy i gorącej wody przygotować mocny wywar kawowy, przestudzić. Do kawy dolać whisky i wymieszać.

Ostudzony biszkopt przekroić na pół. Dolny krążek nasączyć kawą i whisky, wyłożyć krem czekoladowy (zostawiając trochę kremu, ok. 4 - 5 łyżek, na wierzch). Przykryć drugim krążkiem, delikatnie przycisnąć i dopiero nasączyć drugą połową kawy i whisky. Wierzch posmarować resztą kremu i posypać deserową czekoladą startą nożykiem do warzyw.
Mimo podanej takiej pysnosci nie miej dobrze jest się zaopatrzyć w  Torcik C- moll orzechowy, Yes! z cynamonem, Andruty kokosowe z białą czekoladą, Rurka waflowa MILK CHOCO - Dr Gerard
 
Smacznego!

niedziela, 4 stycznia 2015

WYCIECZKA DO OGRODÓW TEMATYCZNYCH



Będąc na przyjęciu u znajomych byłam świadkiem bardzo interesującej rozmowy. Moje koleżanki prowadziły dyskusję dotyczącą ogrodów tematycznych, które znajdują się w Dobrzycy. Dziewczyny były zachwycone tym miejscem. Opowiadały o nim z tak wielkim podziwem, że sama zapragnęłam tam pojechać. Ogrody znajdują się w wyjątkowo ciepłej strefie klimatycznej, gdzie zimy są łagodne       i występuje dużo więcej opadów niż w innych rejonach kraju.    
Nie przypuszczałam, że to miejsce może wywierać tak niesamowite wrażenia. Pojechaliśmy tam całą rodziną, każdy z nas był niezwykle poruszony. Mieliśmy naprawdę wiele wspaniałych przeżyć. Nawet dzieci były zadowolone, tym bardziej, że znalazły tam dodatkową atrakcję w postaci placu zabaw. Poza tym mogły jeszcze cieszyć się ulubionymi słodyczami DR GERARDA, których oczywiście nie zapomniały zabrać z domu. BISZKOPCIKI JAŚKI MORELOWE oraz KRAKERSY CEBULOWE towarzyszą im przy każdym wyjeździe. Nie wyobrażają sobie żadnej wycieczki bez tych łakoci. Tym razem wzięły nawet większy zapas, ponieważ planowaliśmy wrócić dopiero późnym wieczorem.
Muszę przyznać, że zwiedzanie ogrodów tematycznych poza oczywistym kontaktem z przyrodą dostarczyło mi licznych doznań natury estetycznej i duchowej.
Do zwiedzania dostępnych jest tam dwadzieścia osiem różnych ogrodów tematycznych. Można zobaczyć sześć tysięcy gatunków i odmian roślin, w tym egzotycznych i unikalnych.
Ogrody podzielone są tematycznie. Wśród nich są klasyczne, jak francuski, japoński, śródziemnomorski, a także te, związane ze środowiskiem: ogród skalny, kamienny i wodny. Można znaleźć tam również ogrody użytkowe, jak: warzywny, czy ziołowy. Dużą grupę stanowią jeszcze ogrody zmysłów, zaprojektowane w stylu angielskim.  
Na terenie ogrodów znajduje się też jaskinia, grota, widokowa platforma, a także wiele elementów małej architektury: mosty, rzeźby, czy fontanny.
Miło można spędzić także czas w caffebar - barwinek, który oferuje nie tylko desery i kawę,              ale również dania obiadowe i z grilla. Na biesiadowaniu w tym barze zleciało nam ponad cztery godziny. Najbardziej smakowały nam szaszłyki i karkówka, przygotowywane na ziołach tamtejszych ogrodów. Nie brakuje tam też sałatek ze świeżych warzyw. Zajadaliśmy się sałatką z tuńczyka oraz grecką. Z deserem to prawdę mówiąc trochę przesadziliśmy, to dopiero była wyżerka:
pyszny, fantazyjny deser lodowy, ciasto własnego wypieku, gofry oraz wyśmienita włoska kawa. Wszystko popiliśmy schłodzonymi napojami, a co niektórzy zimnym piwem.
Czuliśmy się tam naprawdę wspaniale, spacery po niepowtarzalnych ogrodach na zawsze zostaną       w naszej pamięci. Nawet dzieciom nie chciało się wracać do domu. Ten niecodzienny klimat zachwycił nas wszystkich. Uwieczniliśmy te cudowne widoki na zdjęciach. Fotografowanie               i filmowanie jest tam bezpłatne, pod warunkiem że dotyczy rejstrowania obrazu na własny, niekomercyjny użytek.
Myślę, iż ogrody tematyczne w Dobrzycy, to wspaniały pomysł na wycieczkę dla tych, którzy nie posiadają własnego ogrodu, ale też możliwość relaksu i wypoczynku w kontakcie z przyrodą.
Jest tam naprawdę bardzo pięknie, każdemu polecam to miejsce.
ogrody tematyczne warto odwiedzać o każdej porze roku, ponieważ każda maluje je innymi farbami.



Pod chmurką.

Witam gorąco w ten wietrzny dzień, w takie chwile chętniej wracamy do ciepłych miesięcy, do wyjazdów i do spotkań ze znajomymi pod chmurką. Pewnego dnia po próbie zespołu, umówiliśmy się z chłopakami na wspólny biwak. Gitarzysta mieszka poza miastem i ma stadninę koni. Żona i dzieci bardzo się ucieszyły na tą wiadomość. Spytały mnie czy weźmiemy słodycze firmy „dr Gerard”, bo jak będą głodne to w lesie nie kupią. Prawdę mówiąc to nie wiem czy jest w tej miejscowości sklep. Więc zapasy zrobiłem w sklepie osiedlowym. Aby pociechy były zadowolone wziąłem „Pryncypałki Kokos” i „YES! z sezamem”. Kupiłem piwko i ice tea dla dziewczyn.  Moja małżonka upomniała mnie, że nie miałem ciastek „Markizy Gold”, ale przypomniała sobie, że ma gdzieś przepis na markizy. Odszukała go i sama przygotowała według instrukcji:
Składniki
  • 45 dag mąki
  • 30 dag masła
  • 23 dag cukru
  • 15 dag płatków owsianych
  • 2 jajka
  • 2 opakowania cukru waniliowego
  • Do nadzienia
  • 20 dag cukru pudru
  • 15 dag masła lub margaryny
  • Półtora szklanki mleka
  • 13 dag mielonych orzechów laskowych
  • 6 łyżek cukru
  • 4 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1 żółtko
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżka kawy rozpuszczalnej
  • 15 łuskanych orzechów laskowych

Przyrządzanie
1.    Płatki owsiane zrumienić na 2 łyżkach masła. Następnie zagnieść z resztą masła, mąką, cukrem waniliowym, cukrem i jajkami na gładkie ciasto. Przykryć i wstawić do lodówki na 30 minut.
2.    Następnie ciasto rozwałkować na grubość 3 milimetrów, po czym wycinać foremką o karbowanych brzegach 30 okrągłych ciastek. I układać na natłuszczonej blaszce.
3.    Przygotowane ciastka piec 10 minut w temperaturze 200 stopni. Następnie ostrożnie zdjąć z blachy i ostudzić.
4.    Mąkę ziemniaczaną rozprowadzić w 6 łyżkach zimnego mleka, dodać żółtko. Wlać do reszty wrzącego mleka wymieszanego z cukrem.
5.    Tłuszcz utrzeć na puszystą masę, dodawać po łyżce schłodzony krem, wymieszać z mielonymi orzechami. Masą posmarować 15 ciasteczek.
6.    Przygotować dwa rodzaje lukru: wymieszać 5 łyżek cukru pudru z kawą i 2 łyżkami wody. Resztę cukru pudru wymieszać z sokiem cytrynowym.
7.    Pozostałe ciasteczka smarować na przemian lukrem kawowym i cytrynowym. Polukrowane ciasteczka ułożyć na posmarowanych kremem spodach, udekorować orzechami.

      I udało się, gdy dojechaliśmy na wieś, ognisko już płonęło wypakowaliśmy namiot i materace. Nie bez wysiłku nadmuchaliśmy je. Gdy legowiska były gotowe a kiełbaski i ziemniaki upieczone. Przyszła pora na słodkie przekąski. Nasze markizy zrobiły furorę, żony moich kolegów prosiły o przepis a panowie wraz z butelczynami złocistego napoju wzięliśmy gitary i zrobiliśmy sobie próbę pod chmurką. Takiej widowni nie mieliśmy na żadnym koncercie. Nasze dzieci tańczyły, śpiewały i domagały się bisów. Aby dały nam chwilę spokoju wręczyliśmy łapówkę, ciastka firmy „dr Gerard”. Nasz gospodarz poznał się już na tych słodyczach i również kupił ciastka „Rurka waflowa CHOCO” i mogliśmy spokojnie porozmawiać. Nasze pociechy mieszkające w mieście były pod ogromnym wrażeniem gwiazd, które pięknie było widać nad koronami drzew. 

sobota, 3 stycznia 2015

Ciasteczka łakotki

 Byłem kiedyś u cioci i podała do kawy spaniałe ciasteczka. Ciocia pochwaliła się że jest to jej wyrób ale też bardzo chwaliła się że kupiła w sklepie Markizy,  Kabaretki cappucino ,Pałeczki kremowe morelowe,  Biszkopciki Jaśki Morelowe wyrób Dr. Gerard. Ale jej kruche delikatne ciasteczka typu łakotki, margerytki. Są jednocześnie kruche i leciutkie, nie są to takie ciastka do maczania w herbacie czy mocnego gryzienia, są bardzo delikatne, lekko cytrynowe. Będą Wam smakować! Takie bardziej maślane łakotki kojarzą mi się zawsze z imieninami u różnych cioć, zawsze na stole były tego typu ciastka.
Te ciasteczka łakotki są lżejsze, bardziej cytrynowe, ale smakowo świetnie oddają tamten smak :) A przepis spisałam wiele lat temu z forum gazetowego od Szelki, przypomina również ten, który mam w pożółkłym zeszycie cioci, tylko tam są całe jaja, ale na żółtkach są delikatniejsze. Polecała tak bardzo że kazała koniecznie zapisać składniki i wypróbować upiec samemu. 

Składniki

  • 130 g masła miękkiego
  • 100 g cukru drobnego
  • 1 cytryna
  • 2 żółtka + 1 jajko do smarowania
  • 250 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
  • Ale mimo wszystko ja bardzo polecam Yes! z sezamem, Andruty z mleczną czekoladą, Pałeczki kremowe morelowe, Mafijne śmietankowo-cytrynowe, Maltikeks Dark Dr. Gerard
  •  m