piątek, 19 grudnia 2014

Dzień z życia ucznia.

Witam serdecznie. Czasem jest tak, że człowiek nie wie, co pisać. Mam na to sposób, włączam telewizor i fakty, w których jacyś politycy zrobią coś, co mnie rozbawi albo zdenerwuje. Tak jak ostatnio, posiłki serwowane w Sejmie, w czasie uchwalania budżetu. Jednak najlepszym tematem są nasze dzieci. Zawsze mogę o nich pisać czy o tym jak zajadają się produktami firmy dr Gerard czy o tym, co robią w szkole czy przedszkolu. Oto jak wygląda jeden dzień z życia ośmioletniego chłopca. Wstaje rano o siódmej, szybkie śniadanie, mycie, ubieranie i na ósmą do szkoły. Plecak waży ok. pięciu kilogramów a w nim, książki, ćwiczenia, piórnik, drugie śniadanie i „Torcik C – moll” orzechowy, tak na poprawę myślenia. Tak twierdziła moja nauczycielka, że jak zje ciastko to lepiej się myśli i nadaliśmy jej przydomek Ciacho. Muszę dodać, że była świetnym nauczycielem i bardzo ją lubiliśmy. Wracając do ucznia, wraca do domu ok. godziny 13 – tej. Szybki obiad, krótki odpoczynek i ruszamy na basen. Tam zajęcia trwają godzinę i aby uzupełnić węglowodany w plecaku zawsze mamy np. „Andruty z mleczną czekoladą” albo „Yes!” z sezamem. Moje dzieci uwielbiają takie przysmaki. Po odpoczynku i wysuszeniu przychodzi czas na przebranie się w strój piłkarski, ponieważ syn z basenu jedzie na trening. Dobrze, że mamy rowery i możemy wszędzie szybko dojechać. Na treningu piłkarskim spędzamy około półtorej godziny, gdzie chłopcy w wieku od 6 do 11 roku życia uczą się jak zostać Robertem Lewandowskim czy Leo Messim. Trening zaczyna się rozgrzewką, potem ćwiczenia z techniki, jak prowadzić piłkę, jak ominąć przeciwnika, potem jak uderzyć z rzutu karnego czy wolnego i jak starczy czasu chłopaki grają mecz. To ta cześć treningu najbardziej lubiana. A my rodzice i dziadkowe, co? Czasem przekąsimy jakieś ciasteczka typu „Rurka waflowa CHOCO” czy „Kabaretki śmietankowe” a mamy rozmawiają o ciuchach albo zakupach i dzielą się przepisami np. na ciasta z biszkoptami czy herbatnikami albo krakersami. Ostatnio na tapecie były pierniczki. Po treningu wracamy do domu ok. osiemnastej. Zjadamy kolację i syn zaczyna odrabiać zadania domowe i szykuje plecak na kolejny dzień szkolny. I gdy zegar wybija godzinę dwudziestą nasz ośmioletni syn ma czas na zabawę i bajki. Tylko, że jego zegar biologiczny mówi JA CHCĘ SPAĆ.  I kładzie się do łóżka, bo rano na ósmą do szkoły. To jest przykład jak wygląda wtorek mojego syna. Musze dodać, że na spotkania z kolegami ma czas w środę. Jest to jedyny dzień, gdy nie ma żadnych zajęć pozalekcyjnych. A z kolegami spędzają czas na grach komputerowych i układaniu klocków Lego i tylko w międzyczasie przegryzają ciasteczka dr Gerard – a.