Moi rodzice odkąd przeszli na
emeryturę, zamiast odpoczywać w domowym zaciszu, często wychodzili z domu. Nie
byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dość często, przynajmniej co
kilka tygodni przynosili do domu przeróżne przedmioty, mniej lub bardziej
użyteczne. Wśród nich znajdowały się poduszki, nakładki na krzesła, serwetki,
kolorowe kubki, obrazki i tym podobne. W domu zaczynało już brakować miejsca. Aby
te wszystkie rzeczy pomieścić. Zastanawiałam się tylko, skąd oni przynoszą te
rzeczy. Czy dostają je od znajomych, czy też kupują na różnych bazarach bądź wyprzedażach.
Chociaż te ostatnie stwierdzenie było mało prawdopodobne, zbyt dobrze znam swoich
rodziców. Wiem, iż nie należą do zakupoholików.
Pewnego dnia nie wytrzymałam i zapytałam
wprost. Odpowiedź była bardzo zwyczajna. Powiedzieli tak:
Dziecko, dostajemy zaproszenia od wielu firm, które podczas
spotkań w domach, czy lokalach prezentują swoje wyroby. Każdy uczestnik, który
przyjdzie na takie spotkanie otrzymuje prezent. Pomyślałam sobie, że skoro to
ich interesuje, nie mam nic przeciwko.
Tymczasem któregoś dnia także w
mojej skrzynce pocztowej znalazło się zaproszenie na degustację kuchni
staropolskiej, przy okazji promującej produkty DR GERARDA. Należę do osób,
które lubią gotować, kuchnia jest moją pasją. Znajomi przychodząc do nas zawsze
z zaciekawieniem oczekują na przyrządzane przeze mnie obiady, sałatki i desery.
Mimo, iż sceptycznie podchodzę do
tego typu zaproszeń, tym razem postanowiłam skorzystać z tej okazji i sama
przekonać się, czy
rzeczywiście jest tam tak miło i sympatycznie, jak opowiadają rodzice.
Restauracja, w której miało odbyć
się to spotkanie należała do renomowanych lokali, o wysokim standardzie usług.
Nigdy z mężem nie odwiedzałam takich miejsc, toteż nadarzyła się ku temu świetna okazja. Zamiast
siedzieć i nudzić się w domu, być może czegoś się nauczę, a może będzie to też
sposobność do poznania nowych, ciekawych ludzi.
Po dotarciu na miejsce zostaliśmy miło zaskoczeni, ponieważ
przy wejściu do sali stał młody, naprawdę elegancko ubrany mężczyzna, który
witał przybywających gości, a następnie wskazywał odpowiednie miejsce przy
stoliku. Salon, w jakim się znaleźliśmy urzekł mnie swoim wystrojem. Na oknach wisiały pięknie upięte firanki,
a po bokach lambrekiny. Lampki wiszące na ścianach, obrazy i inne wyjątkowo
ładne dekoracje nadawały ciepła i uroku temu miejscu. Stoliki nakryte gustowną
zastawą, po środku małe bukieciki. Na piętrowych patenach znajdowały się smakołyki,
między innymi KRAKERSY CEBULOWE, paluszki i wafelki.
Naturalnie na początku zostały zaprezentowane naczynia, a później zaczęto przygotowywać potrawy. Muszę
przyznać, że obiad smakował wyśmienicie. Na koniec spotkania każdy uczestnik
dostał oczywiście małą paczuszkę, w której znajdowały się BISZKOPCIKI JAŚKI
MORELOWE. Jednak najbardziej zachwycił mnie podany TORCIK C – MOLL ORZECHOWY,
lekki, rozpływający się w ustach.
Całe spotkanie uznałam za bardzo udane, być może teraz
zacznę razem z rodzicami chodzić na tego typu pokazy z degustacją.