Witam
serdecznie dzisiaj mam ochotę opisać nasze spotkanie z światową piłką nożną. W naszym
mieście w październiku tego roku odbywały się mecze eliminacyjne do Mistrzostw
Europy U 19. W pierwszym meczu Holandia grała z Mołdawią a w drugim Polacy
podejmowali reprezentację Andory. Jako wieloletni kibic piłki nożnej postanowiłem
wybrać się z synem na mecz. Żeby było ciekawiej na treningu mojego syna
umówiliśmy się z innymi ojcami i chłopakami. Będziemy mieli sobotę z piłką
nożną i jednocześnie dzień ojca i syna. Żona z córką wybrały się na rowerowy
spacerek do parku, zapakowały w plecak „Andruty z mleczną czekoladą” i wodę
mineralną i pojechały. Faceci umówieni byliśmy po meczu Krzysia kolegów na
Orliku. Chłopaki wygrali mecz z drużyną przeciwną, więc w dobrych nastrojach wyruszaliśmy
na stadion miejski. Jeszcze moment musieliśmy poczekać, bo trener częstował
chłopców ciastkami „Markizy Gold”. Na stadion dotarliśmy po kilku minutach,
zaczął się pierwszy mecz, Holandia ostatecznie pokonała Mołdawię. Każdy z nas nie
przewidywał innego wyniku. Na trybunie spotkaliśmy dziadka, który tradycyjnie
miał dla dzieci jakąś słodycz firmy „dr Gerard”, chłopaków nie musieliśmy
namawiać, Wszyscy ze smakiem się częstowali. W między czasie na boisku bocznym
odbywał się mecz juniorów drużyny mojego syna. Ten mecz niestety nasi
przegrali. Ojcowie postanowili znaleźć stoisko z kawą. Wielkie było zaskoczenie,
gdy dowiedzieliśmy się, że w przerwie między spotkaniami będą zabawy i konkursy
dla dzieci. Nasi piłkarze ustawiali się w kolejkach do zabaw, aby wygrać jakąś
niespodziankę. Były to małe zabawki, piłeczki, skakanki oraz różne wafelki. Każdy
z tatusiów w domu pozostawił żonę z drugim dzieckiem, więc wykonaliśmy telefony
do rodziny, aby do nas dołączyły. Niestety dziewczyny były już poza zasięgiem i
my poważni ojcowie ruszyliśmy do konkursów. Synowie i tatusiowie łeb w łeb
zdobywali nagrody. Zabawa była przednia. I tak po godzinie rzucania, skakania,
pchania i kopania różnego rodzaju piłek, zrobiliśmy się głodni. Więc kolega wyjął
z plecaka „Torcik C – moll orzechowy” i poczęstował nas. Ale nasi piłkarze
mieli jeszcze ochotę na kiełbasę z grilla. Po gorącym obiedzie nadszedł czas na
mecz Polska – Andora. Byliśmy przygotowani chłopcy w koszulkach w barwach
narodowych a my z szalikami. Zajęliśmy miejsca na trybunie, w pobliżu
Prezydenta miasta i wielokrotnego reprezentanta Polski, Jacka Bąka. Po dość
jednostronnym meczu nasza reprezentacja wygrała trzy do zera. Gdy wróciliśmy do
domu wraz z dziewczynami mogliśmy podzielić się wrażeniami z całego dnia
spędzonego wraz z piłką. Nasza opowieść wydawała nam się dość interesującą, ale
słuchaczki wolały oglądać fotoreportaż w Internecie i wcinać słodycze „dr
Gerarda”. Niech im będzie, za to my na kolejnym treningu mogliśmy rywalizować,
kto ma więcej zdjęć opublikowanych na stronach internetowych. I wszyscy
zajadaliśmy ze smakiem „Pryncypałki”, które wygrywają każdą rywalizację ze
słodyczami innych producentów.