poniedziałek, 29 grudnia 2014

Polska gola......

Witam serdecznie dzisiaj mam ochotę opisać nasze spotkanie z światową piłką nożną. W naszym mieście w październiku tego roku odbywały się mecze eliminacyjne do Mistrzostw Europy U 19. W pierwszym meczu Holandia grała z Mołdawią a w drugim Polacy podejmowali reprezentację Andory. Jako wieloletni kibic piłki nożnej postanowiłem wybrać się z synem na mecz. Żeby było ciekawiej na treningu mojego syna umówiliśmy się z innymi ojcami i chłopakami. Będziemy mieli sobotę z piłką nożną i jednocześnie dzień ojca i syna. Żona z córką wybrały się na rowerowy spacerek do parku, zapakowały w plecak „Andruty z mleczną czekoladą” i wodę mineralną i pojechały. Faceci umówieni byliśmy po meczu Krzysia kolegów na Orliku. Chłopaki wygrali mecz z drużyną przeciwną, więc w dobrych nastrojach wyruszaliśmy na stadion miejski. Jeszcze moment musieliśmy poczekać, bo trener częstował chłopców ciastkami „Markizy Gold”. Na stadion dotarliśmy po kilku minutach, zaczął się pierwszy mecz, Holandia ostatecznie pokonała Mołdawię. Każdy z nas nie przewidywał innego wyniku. Na trybunie spotkaliśmy dziadka, który tradycyjnie miał dla dzieci jakąś słodycz firmy „dr Gerard”, chłopaków nie musieliśmy namawiać, Wszyscy ze smakiem się częstowali. W między czasie na boisku bocznym odbywał się mecz juniorów drużyny mojego syna. Ten mecz niestety nasi przegrali. Ojcowie postanowili znaleźć stoisko z kawą. Wielkie było zaskoczenie, gdy dowiedzieliśmy się, że w przerwie między spotkaniami będą zabawy i konkursy dla dzieci. Nasi piłkarze ustawiali się w kolejkach do zabaw, aby wygrać jakąś niespodziankę. Były to małe zabawki, piłeczki, skakanki oraz różne wafelki. Każdy z tatusiów w domu pozostawił żonę z drugim dzieckiem, więc wykonaliśmy telefony do rodziny, aby do nas dołączyły. Niestety dziewczyny były już poza zasięgiem i my poważni ojcowie ruszyliśmy do konkursów. Synowie i tatusiowie łeb w łeb zdobywali nagrody. Zabawa była przednia. I tak po godzinie rzucania, skakania, pchania i kopania różnego rodzaju piłek, zrobiliśmy się głodni. Więc kolega wyjął z plecaka „Torcik C – moll orzechowy” i poczęstował nas. Ale nasi piłkarze mieli jeszcze ochotę na kiełbasę z grilla. Po gorącym obiedzie nadszedł czas na mecz Polska – Andora. Byliśmy przygotowani chłopcy w koszulkach w barwach narodowych a my z szalikami. Zajęliśmy miejsca na trybunie, w pobliżu Prezydenta miasta i wielokrotnego reprezentanta Polski, Jacka Bąka. Po dość jednostronnym meczu nasza reprezentacja wygrała trzy do zera. Gdy wróciliśmy do domu wraz z dziewczynami mogliśmy podzielić się wrażeniami z całego dnia spędzonego wraz z piłką. Nasza opowieść wydawała nam się dość interesującą, ale słuchaczki wolały oglądać fotoreportaż w Internecie i wcinać słodycze „dr Gerarda”. Niech im będzie, za to my na kolejnym treningu mogliśmy rywalizować, kto ma więcej zdjęć opublikowanych na stronach internetowych. I wszyscy zajadaliśmy ze smakiem „Pryncypałki”, które wygrywają każdą rywalizację ze słodyczami innych producentów.