W malutkiej, górskiej
wioseczce, otoczonej wrzosowym lasem, stała sobie chatka, w której mieszkali
rodzice z siedmiorgiem małych pociech. Radosne okrzyki gromadki ślicznych urwisów
rozlegały się każdego dnia po całej okolicy. Była mroźna i sroga zima, miękki i
puszysty śnieg pomalował świat na biało. Dzieci codziennie biegały po okrytych
śnieżnym dywanem łąkach, ciesząc się tą piękną i niezwykłą porą roku. Pewnego
słonecznego poranka okazało się, że dzisiaj muszą same zostać w domu. Ich
mamusia jechała do miasteczka po słodycze DR GERARDA, a tatuś wybierał się do
lasu po drzewo, którego niespodziewanie zabrakło. Zanim jednak rodzice udali
się w drogę poprosili: bawcie się grzecznie, bądźcie posłuszni i ostrożni.
Nikomu też nie otwierajcie drzwi, aby nie spotkała was jakaś krzywda. Wszystkie
maluchy zgodnie obiecały spełnić polecenia swoich opiekunów, potem rozpoczęły
zabawę. Kiedy wesołe i figlarne rodzeństwo zaczynało grać w piłkę rozległo się
głośne pukanie. Kto tam? Zapytał najstarszy Pawełek. Dzień dobry, jestem
listonoszem, przyniosłem listy. Siedzimy sami i nie możemy nikomu otwierać,
odpowiedział trochę zdziwiony chłopiec. To bardzo mądrze postępujecie, wrócę
jak będą wasi rodzice. Po tych słowach starszy mężczyzna oddalił się szybkim
krokiem w stronę pobliskiego domku. Za chwilę dzieci zapomniały o
niespodziewanym gościu, a chrupiąc KRAKERSY CEBULOWE powróciły do dalszej
zabawy.
Po niedługim czasie ktoś
znowu zapukał do drzwi, po czym wszyscy usłyszeli nieśmiałe pytanie: czy mogę
wejść? Małgosia, stojąca najbliżej rozpoznała po głosie małą Basię, z którą
kilka dni wcześniej lepiła bałwanka. Po krótkim zastanowieniu, przypominając
sobie co mówili rodzice, dzieci odpowiedziały: nie możemy cię teraz wpuścić,
nie ma tatusia i mamusi. Dobrze, przyjdę później, odpowiedziała dziewczynka.
Odchodząc nie zauważyła skradającego się tajemniczego człowieka,
przysłuchującego się całej rozmowie.
W małej, okrytej śnieżną
kołderką chatce nadal trwały radosne harce. Wkrótce dzieci zaczęły robić się
głodne. Postanowiły zatem poszukać pysznych ciasteczek, które mamusia często
trzymała w spiżarni. Niestety, czerwony koszyczek gdzie zawsze leżały był pusty,
łakocie już się skończyły. Znalazły jednak w kredensie ulubione MARKIZY DR
GERARDA. To sprawiło im wielką radość.
Tymczasem do drzwi po raz
kolejny rozległo się pukanie. Po chwili nieznajomy mężczyzna odezwał się tymi
słowami: otwórzcie kochane pociechy, niosę wam pyszną szarlotkę. Upiekła ją
mamusia Basi, ona powiedziała, że długo nie ma już w domu waszych rodziców,
więc na pewno jesteście głodne. Zachęcone dzieci niepewnie uchyliły drzwi. Do
mieszkania wtargnął barczysty człowiek. Gdy zorientowały się, że jest oszustem
, było już za późno. Zamknął je w
łazience i zajął się pakowaniem cennych przedmiotów.
Nieoczekiwanie pojawił się
tatuś, na szczęście z powodu dużego mrozu postanowił szybciej wrócić do domu.
Wówczas przestraszony złodziej zostawił swój czarny, wypełniony po brzegi worek i w wielkim pośpiechu uciekł
przez okno. Jeszcze w tym samym dniu został złapany przez policję i trafił do
więzienia.
Po całym zdarzeniu zatroskani
rodzice patrząc na spuszczone głowy swoich dzieci doskonale wiedzieli, że każde
z siedmiorga rodzeństwa zapamięta i dobrze zrozumie tą przykrą, mogącą się źle
skończyć przygodę. Tego wieczoru rodzice zamiast karcenia i upominania
przeczytali maluchom bajkę o wilku i siedmiu koźlątkach. W swojej treści
odnosiła się ona i wyraźnie nawiązywała do wydarzeń minionego popołudnia. Małe
pociechy bezbłędnie odczytały płynący z niej morał, bardzo dokładnie pojęły
starą, odwieczną prawdę, jaką najmłodszy Jasiu wyraził tymi słowami: w bajkach
mamusiu mieszkają złe wilki, a w życiu mogą być źli ludzie. Tak mój synku,
odpowiedziała ciepłym głosem uśmiechnięta kobieta. Od tej pory czytanie baśni
stało się w tej rodzinie codziennym zwyczajem. W przyszłości wesołe urwisy
nadal zostawały same w domu, ale już nigdy nikomu nie otworzyły drzwi.