sobota, 13 grudnia 2014

Pomagamy.

SIEMA, celowo tak zacząłem dzisiejszy wpis. Jestem muzykiem i właśnie z zespołem jesteśmy na etapie załatwiania koncertu w ramach finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To będzie już nasz kolejny występ na imprezie charytatywnej. Nasza kapela chętnie włącza się, gdy chodzi o pomoc drugiemu człowiekowi. Ale czy wszyscy jesteśmy gotowi zrobić coś dla innych? Pamiętam finał WOŚP z 2010 roku graliśmy imprezę plenerową na dwunastostopniowym mrozie. Śnieg zacinał na scenę, więc my oraz nasz sprzęt musieliśmy się wycofać na tyły. Jedyne, co nas rozgrzewało to, ciepła kawa i „Precelki” w masie kakaowej. To była dobra zabawa tylko ręce mieliśmy zmarznięte. Wracając do domu samochodem przegryzaliśmy trochę z przekąsem „Bratanki” markizy nie zespół. W tegoroczne wakacje mieliśmy okazję zagrać dla chłopaka chorego na białaczkę. Musieliśmy dojechać samochodem kolegi, ponieważ graliśmy tylko za zwrot kosztów dojazdu, więc zapakowaliśmy sprzęt na przyczepkę siebie do auta i ruszyliśmy prawie dwadzieścia kilometrów od domu. Było pięknie lato, słonce, ciepełko. Aby nie denerwować kierowcy, nie spożywaliśmy żadnych napojów wyskokowych tylko wcinaliśmy „Orzeszki w czekoladzie mlecznej” a nasz perkusista zajadał się ciastkami o nazwie „Multkikeks Dark” z firmy dr Gerard. Na miejscu okazało się, że my zespół rockowy będziemy występować na jednej scenie z zespołem Extazy. Nie znałem ich, dowiedziałem się, że to jakieś disco polo czy coś. Najważniejszy był cel graliśmy dla Gracjana. Organizatorzy byli profesjonalnie przygotowani. Scena, światła, dymy, nagłośnienie itd. Odbywało się to na stadionie, więc były przygotowanie atrakcje dla całych rodzin, jakieś dmuchane zamki, przejażdżki wozami terenowymi, konkursy. Najbardziej jednak oblegany był namiot z przekąskami. Były różne dania gorące i zimne oraz słodycze. My, jako smakosze ciastek nie odmówiliśmy takich rarytasów jak „Filusie” czy „Kubanki kokosowe”. Zgodnie przyznaliśmy, że dr Gerard zna się na rzeczy. To najlepsze słodycze na rynku. Zagraliśmy godzinny koncert na żywo, w tym większość autorskich kompozycji, ale nie mogło zabraknąć utworów mistrzów jak Tadeusz Nalepa, Stanisław Soyka. Jak bywa na piknikach rodzinnych większość widowni spędziła czas na zabawie i pod parasolami gdzie mogli zjeść i się napić. My po występie od organizatorów otrzymaliśmy kwiaty i „Torcik c-moll” w podziękowaniu. Wielkie było moje zdziwienie jak po Nas na scenę wszedł jeden młody człowiek i dwie Panie w krótkich, ale to bardzo krótkich spodenkach i z „magnetofonu” odtworzyli swój występ. Pan trzymając mikrofon tańcował do muzyki z playbacku a te dziewczyny miały za zadanie się wyginać. Publiczność była oczarowana w szczególności ta męska część. Jeszcze większe było moje zdziwienie jak usłyszałem śpiewany prze cały tłum utwór pod tytułem Kakao. Nie wiem czy powinno się dopuszczać tego typu piosenki do publicznych występów. Najważniejsze ludziom się podobało i o to chodzi. A my rock&roll - owcy chyba nigdy nie zrozumiemy fenomenu disco polo.