SIEMA, celowo
tak zacząłem dzisiejszy wpis. Jestem muzykiem i właśnie z zespołem jesteśmy na
etapie załatwiania koncertu w ramach finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej
Pomocy. To będzie już nasz kolejny występ na imprezie charytatywnej. Nasza kapela
chętnie włącza się, gdy chodzi o pomoc drugiemu człowiekowi. Ale czy wszyscy jesteśmy
gotowi zrobić coś dla innych? Pamiętam finał WOŚP z 2010 roku graliśmy imprezę
plenerową na dwunastostopniowym mrozie. Śnieg zacinał na scenę, więc my oraz
nasz sprzęt musieliśmy się wycofać na tyły. Jedyne, co nas rozgrzewało to,
ciepła kawa i „Precelki” w masie kakaowej. To była dobra zabawa tylko ręce
mieliśmy zmarznięte. Wracając do domu samochodem przegryzaliśmy trochę z
przekąsem „Bratanki” markizy nie zespół. W tegoroczne wakacje mieliśmy okazję
zagrać dla chłopaka chorego na białaczkę. Musieliśmy dojechać samochodem kolegi,
ponieważ graliśmy tylko za zwrot kosztów dojazdu, więc zapakowaliśmy sprzęt na
przyczepkę siebie do auta i ruszyliśmy prawie dwadzieścia kilometrów od domu. Było
pięknie lato, słonce, ciepełko. Aby nie denerwować kierowcy, nie spożywaliśmy
żadnych napojów wyskokowych tylko wcinaliśmy „Orzeszki w czekoladzie mlecznej”
a nasz perkusista zajadał się ciastkami o nazwie „Multkikeks Dark” z firmy dr
Gerard. Na miejscu okazało się, że my zespół rockowy będziemy występować na
jednej scenie z zespołem Extazy. Nie znałem ich, dowiedziałem się, że to jakieś
disco polo czy coś. Najważniejszy był cel graliśmy dla Gracjana. Organizatorzy byli
profesjonalnie przygotowani. Scena, światła, dymy, nagłośnienie itd. Odbywało się
to na stadionie, więc były przygotowanie atrakcje dla całych rodzin, jakieś
dmuchane zamki, przejażdżki wozami terenowymi, konkursy. Najbardziej jednak
oblegany był namiot z przekąskami. Były różne dania gorące i zimne oraz
słodycze. My, jako smakosze ciastek nie odmówiliśmy takich rarytasów jak „Filusie”
czy „Kubanki kokosowe”. Zgodnie przyznaliśmy, że dr Gerard zna się na rzeczy. To
najlepsze słodycze na rynku. Zagraliśmy godzinny koncert na żywo, w tym
większość autorskich kompozycji, ale nie mogło zabraknąć utworów mistrzów jak
Tadeusz Nalepa, Stanisław Soyka. Jak bywa na piknikach rodzinnych większość
widowni spędziła czas na zabawie i pod parasolami gdzie mogli zjeść i się
napić. My po występie od organizatorów otrzymaliśmy kwiaty i „Torcik c-moll” w
podziękowaniu. Wielkie było moje zdziwienie jak po Nas na scenę wszedł jeden
młody człowiek i dwie Panie w krótkich, ale to bardzo krótkich spodenkach i z „magnetofonu”
odtworzyli swój występ. Pan trzymając mikrofon tańcował do muzyki z playbacku a
te dziewczyny miały za zadanie się wyginać. Publiczność była oczarowana w
szczególności ta męska część. Jeszcze większe było moje zdziwienie jak
usłyszałem śpiewany prze cały tłum utwór pod tytułem Kakao. Nie wiem czy powinno
się dopuszczać tego typu piosenki do publicznych występów. Najważniejsze ludziom
się podobało i o to chodzi. A my rock&roll - owcy chyba nigdy nie
zrozumiemy fenomenu disco polo.