Nie każdy lubi podróżować lecz ja
należę do tych, którzy to uwielbiają. Im dłuższa trasa tym lepiej. Teraz wraz z
mężem szykujemy się do wyjazdu na święta. Planujemy spędzić je z moją rodziną,
która mieszka daleko od nas, sąd ten wyjazd. Samą podróż poprzedzają żmudne
przygotowania. Ja zarezerwowałam miejsca w busie, mój mąż kupił bilety na
pociąg. W połowie trasy będziemy mieli przesiadkę. Z samego rana wybraliśmy się
do sklepu po prowiant na drogę. Kupiliśmy napoje, jak zwykle takie w półlitrowych
butelkach. Ja wybrałam cytrynową herbatę, mój mąż wolał wziąć smakową wodę,
której ja nie znoszę. Pomyśleliśmy o kanapkach. Podeszliśmy do samoobsługowego
stoiska z pieczywem. Każde z nas ma swoje ulubione bułeczki. Dla siebie wzięłam
dwie zwykłe kajzerki, dla męża trzy grahamki z ziarenkami. Za wędliną i serem
żółtym trzeba było chwilę stać w kolejce. Kiedy ja czekałam, mąż poszedł do
stoiska z owocami po banany na drogę. Przechodził obok regału z ciastkami i
wrzucił do koszyka kilka paczek Andrutów kokosowych z białą czekoladą Dr
Gerarda za którymi przepada. Zdziwiła mnie ilość słodyczy w koszyku, ale on mi
wyjaśnił, że to z obawy. Iż w tak małej miejscowości, do której jedziemy,
możemy ich nie dostać. Uspokoiłam jego obawy mówiąc mu, że ostatnim razem jak
tam byłam widziałam takie same w sklepie nieopodal przystanku autobusowego.
Mimo to nie odłożyliśmy andrutów na półkę a wręcz przeciwnie, dorzuciliśmy
jeszcze ciasteczka Yes! z cynamonem, czarnuszką, kminkiem i sezamem, które są
idealne do podjadania w czasie podróży. W naszym koszyku znalazły się jeszcze
Kremisie Mafijne śmietankowo-cytrynowe dla moich bratanic, dla mamy i taty
Pryncypałki classic i Torcik C-moll oraz kawa i czekoladki dla bratowej i
brata. Obładowani zakupami wróciliśmy do domy. Mąż wyciągnął z szafy ogromną
torbę na kółkach. Ja zaczęłam kompletować ubrania do zabrania, pomogłam w tym
również mojemu mężowi. Nie wiadomo kiedy zrobiła się pora obiadowa, więc
zjedliśmy co nieco. Po obiedzie kawka na wzmocnienie przed dalszym pakowaniem,
a do kawki Andruty kokosowe z białą czekoladą Dr Gerarda – pychota. Teraz
cieszyłam się, z zapasów poczynionych przez męża. Po przerwie obiadowej
przygotowań do podróży część dalsza, czyli prasowanie, upychanie rzeczy w
torbie i sprawdzanie czy na pewno wszystko wzięte. Słodycze osobno poszły z
prowiantem do plecaka, bo w torbie z pewnością wszystko by się zgniotło a tego
byśmy nie chcieli. Kosmetyki zapakujemy przed samym wyjazdem bo będziemy
jeszcze z nich korzystać. Jeszcze tylko laptop i ładowarka do laptopa, no i
ładowarki do naszych telefonów. Uf! Gotowe. Nazajutrz podróż a teraz jeszcze
kąpiel i do spania. Jutro trzeba wcześnie wstać.