WYJAZD !
Weekend z Filipem jak zawsze minął zbyt szybko. Wiadomość, którą mi przekazał, nie należała
do przyjemnych. Stwierdził, że musi służbowo wyjechać i nie wiadomo, czy zdąży wrócić na święta. Zrobiło mi się przykro z tego powodu. Na samą myśl o jego wyjeździe i tak ważnych świąt spędzonych bez niego zrobiło mi się smutno. Byłam nieco nadąsana z tego powodu, a on wszystko obrócił w żart
i zmienił temat. Wino przyniesione przez niego było wyborne, kanapeczki na krakersach znikały
w jego ustach z zadziwiającą prędkością, hihihi. Cieszył mnie fakt, że mu smakowały. W pierwszej chwili pomyślałam, że jest głodny i zabrałam się za przygotowywanie kolacji. Z uśmiechem pokręcił głową i stwierdził: „ja już jadłem, a te twoje krakersiki są po prostu ekstra, chodź, porozmawiajmy”. Wróciliśmy do przerwanej rozmowy i degustacji wina. Czas szybko mijał, przegadaliśmy pół nocy. Rano poszłam do sklepu po świeże pieczywo, wrzuciłam jeszcze do koszyka dwie paczki biszkopcików morelowych z firmy Dr Gerard i pozostałe potrzebne składniki do przygotowania ciasta według wcześniej wspomnianego przepisu sąsiadki moich rodziców. Pracy z tym niewiele, a do popołudniowej kawki będzie w sam raz. Z myślą o podróży, którą ma odbyć Filip w moim koszyku znalazły się również Yes! Z sezamem oraz cynamonem, w drodze do kasy dorzuciłam jeszcze pryncypałki kokosowe i sok owocowy. Tak obładowana wróciłam do domu, Filip jeszcze spał, więc
po cichutku, szybciutko przygotowałam ciasto na popołudnie, potem zaparzyłam kawę. Ten zapach obudził mojego śpiocha. Roześmiał się na widok kupionych przeze mnie słodyczy. Powiedziałam, że na pewno przydadzą się podczas podróży. Przytulił mnie, zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Wiem,
że czasem z nudów, lub ze zmęczenia podczas podróży mamy ochotę na coś słodkiego, a ciasteczka
z firmy Dr Gerard doskonale zaspakajają nasze apetyty. Szczęśliwa przygotowałam śniadanie.
Tak zaczął się kolejny dzień u boku Filipa. Podczas śniadania ułożyliśmy sobie plan na dzisiejszy dzień. Za oknem świeciło słońce, więc rozpoczęliśmy dzień od spaceru. Powietrze było rześkie,
ale zupełnie nam to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że szliśmy razem, trzymając się za ręce. Mijani ludzie uśmiechali się do nas życzliwie, było pięknie. Trochę zziębnięci weszliśmy do restauracji
na obiad. Przytulne wnętrze, spokojna muzyka w tle stwarzała miłą, sympatyczną atmosferę. Posiłek był smaczny, ładnie podany. Tym razem milczeliśmy patrząc na siebie z przyjemnością. Syci, rozleniwieni spacerkiem wróciliśmy do domu. Mój pies szalał z radości na nasz widok. Frodo oczywiście musiał dostać swoją należną porcję pieszczot i krótkie wyjście na toaletę. Teraz już tylko gorąca kawa, pyszny deser i wygodna kanapa. Czas na zasłużony wypoczynek.
do przyjemnych. Stwierdził, że musi służbowo wyjechać i nie wiadomo, czy zdąży wrócić na święta. Zrobiło mi się przykro z tego powodu. Na samą myśl o jego wyjeździe i tak ważnych świąt spędzonych bez niego zrobiło mi się smutno. Byłam nieco nadąsana z tego powodu, a on wszystko obrócił w żart
i zmienił temat. Wino przyniesione przez niego było wyborne, kanapeczki na krakersach znikały
w jego ustach z zadziwiającą prędkością, hihihi. Cieszył mnie fakt, że mu smakowały. W pierwszej chwili pomyślałam, że jest głodny i zabrałam się za przygotowywanie kolacji. Z uśmiechem pokręcił głową i stwierdził: „ja już jadłem, a te twoje krakersiki są po prostu ekstra, chodź, porozmawiajmy”. Wróciliśmy do przerwanej rozmowy i degustacji wina. Czas szybko mijał, przegadaliśmy pół nocy. Rano poszłam do sklepu po świeże pieczywo, wrzuciłam jeszcze do koszyka dwie paczki biszkopcików morelowych z firmy Dr Gerard i pozostałe potrzebne składniki do przygotowania ciasta według wcześniej wspomnianego przepisu sąsiadki moich rodziców. Pracy z tym niewiele, a do popołudniowej kawki będzie w sam raz. Z myślą o podróży, którą ma odbyć Filip w moim koszyku znalazły się również Yes! Z sezamem oraz cynamonem, w drodze do kasy dorzuciłam jeszcze pryncypałki kokosowe i sok owocowy. Tak obładowana wróciłam do domu, Filip jeszcze spał, więc
po cichutku, szybciutko przygotowałam ciasto na popołudnie, potem zaparzyłam kawę. Ten zapach obudził mojego śpiocha. Roześmiał się na widok kupionych przeze mnie słodyczy. Powiedziałam, że na pewno przydadzą się podczas podróży. Przytulił mnie, zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Wiem,
że czasem z nudów, lub ze zmęczenia podczas podróży mamy ochotę na coś słodkiego, a ciasteczka
z firmy Dr Gerard doskonale zaspakajają nasze apetyty. Szczęśliwa przygotowałam śniadanie.
Tak zaczął się kolejny dzień u boku Filipa. Podczas śniadania ułożyliśmy sobie plan na dzisiejszy dzień. Za oknem świeciło słońce, więc rozpoczęliśmy dzień od spaceru. Powietrze było rześkie,
ale zupełnie nam to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że szliśmy razem, trzymając się za ręce. Mijani ludzie uśmiechali się do nas życzliwie, było pięknie. Trochę zziębnięci weszliśmy do restauracji
na obiad. Przytulne wnętrze, spokojna muzyka w tle stwarzała miłą, sympatyczną atmosferę. Posiłek był smaczny, ładnie podany. Tym razem milczeliśmy patrząc na siebie z przyjemnością. Syci, rozleniwieni spacerkiem wróciliśmy do domu. Mój pies szalał z radości na nasz widok. Frodo oczywiście musiał dostać swoją należną porcję pieszczot i krótkie wyjście na toaletę. Teraz już tylko gorąca kawa, pyszny deser i wygodna kanapa. Czas na zasłużony wypoczynek.