KOLEJNY WEKEND ANI
Zadzwonił Filip z informacją, że wpadnie na kawę i lampkę dobrego wina. Mnie zlecił zadbać o kawę,
o dobry trunek postara się natomiast sam. Trochę mnie to zaskoczyło, mieliśmy spotkać się dopiero w drugie święto Bożego Narodzenia, na imieninach Ewy. Dobrze pamiętam, jak Ewka zapraszała mnie na swoje imieniny. Przy okazji wtrąciła informację, że Filip z rodzicami Tomka również przyjadą i nie mamy sobie zawracać głowy powrotem z ich ukochanej wsi, bo przenocujemy wszyscy u nich. Zadzwoniłam potem do Filipa i zapytałam, co on myśli na ten temat. Roześmiał się do słuchawki
i powiedział: ” zapomniałaś kwiatuszku, że Tomek to mój brat, a Ewa jest moją bratową, więc moi rodzice są również rodzicami Tomka, nie widzę problemu z noclegiem”. Poczułam się jak idiotka. Spotykamy się z Filipem od niedawna i perspektywa poznania jego rodziców trochę mnie przeraża. Moje obawy znikają jednak, kiedy przypomnę sobie pogodnych, serdecznych starszych ludzi ubóstwiających swoją wnuczkę, Zosię. Zawsze miła i uśmiechnięta para. Serdecznie odnoszą się do wszystkich obecnych osób. Jak to się stało, że nigdy w ich towarzystwie nie spotkałam Filipa? Wiem, że on często podróżuje służbowo. Tomek kiedyś wspominał, że jego młodszy brat pracuje w służbach specjalnych, czy może w jednostkach specjalnych, nie pamiętam , nie zwróciłam wtedy na to uwagi. Teraz wyjęłam babciny serwis do kawy, używany wyłącznie przy specjalnych okazjach i tylko dla wyjątkowych gości. Czekałam z niecierpliwością, chodząc w tą i z powrotem po pokoju. Emocje wzięły górę, po głowie chodziło mi pytanie, czego może on ode mnie chcieć. Chodząc tak, podjadałam malutkie chrupiące ciasteczka w gorzkiej czekoladzie Dr Gerarda, mają taką trudną nazwę, Maltikeks Dark, ale są po prostu pyszne. Za każdym razem kiedy je kupuję, mówię sobie,
że to już ostatni raz, będę bardziej uważna i nie pochłonę ich od razu po przyjściu do domu. Sama świadomość, że są w zasięgu ręki, wystarcza by otworzyć paczkę i sprawić, że moje łakomstwo zwycięża. Zjadam je w takim tempie, że bywa to dla mnie żenujące. Jako przystawkę do wina przygotowałam podpatrzone na spotkaniu opłatkowym piramidki z krakersów, z tą różnicą, że moje miały zamiast oliwek, których nie lubię, kawałeczki świeżej czerwonej papryki, a inne plasterek ogórka konserwowego. Każdą kanapeczkę zdobił maleńki kleks z keczupu lub musztardy. Wyglądały apetycznie. Ciekawe, jakie wino przyniesie Filip, mam nadzieję, że będą pasowały do tego gatunku win. Z dzieciństwa pamiętam wierszyk, który powtarzała babcia, przy okazji zbliżających
się uroczystych kolacji, proszonych obiadów itp. Wierszyk miał następującą treść :
o dobry trunek postara się natomiast sam. Trochę mnie to zaskoczyło, mieliśmy spotkać się dopiero w drugie święto Bożego Narodzenia, na imieninach Ewy. Dobrze pamiętam, jak Ewka zapraszała mnie na swoje imieniny. Przy okazji wtrąciła informację, że Filip z rodzicami Tomka również przyjadą i nie mamy sobie zawracać głowy powrotem z ich ukochanej wsi, bo przenocujemy wszyscy u nich. Zadzwoniłam potem do Filipa i zapytałam, co on myśli na ten temat. Roześmiał się do słuchawki
i powiedział: ” zapomniałaś kwiatuszku, że Tomek to mój brat, a Ewa jest moją bratową, więc moi rodzice są również rodzicami Tomka, nie widzę problemu z noclegiem”. Poczułam się jak idiotka. Spotykamy się z Filipem od niedawna i perspektywa poznania jego rodziców trochę mnie przeraża. Moje obawy znikają jednak, kiedy przypomnę sobie pogodnych, serdecznych starszych ludzi ubóstwiających swoją wnuczkę, Zosię. Zawsze miła i uśmiechnięta para. Serdecznie odnoszą się do wszystkich obecnych osób. Jak to się stało, że nigdy w ich towarzystwie nie spotkałam Filipa? Wiem, że on często podróżuje służbowo. Tomek kiedyś wspominał, że jego młodszy brat pracuje w służbach specjalnych, czy może w jednostkach specjalnych, nie pamiętam , nie zwróciłam wtedy na to uwagi. Teraz wyjęłam babciny serwis do kawy, używany wyłącznie przy specjalnych okazjach i tylko dla wyjątkowych gości. Czekałam z niecierpliwością, chodząc w tą i z powrotem po pokoju. Emocje wzięły górę, po głowie chodziło mi pytanie, czego może on ode mnie chcieć. Chodząc tak, podjadałam malutkie chrupiące ciasteczka w gorzkiej czekoladzie Dr Gerarda, mają taką trudną nazwę, Maltikeks Dark, ale są po prostu pyszne. Za każdym razem kiedy je kupuję, mówię sobie,
że to już ostatni raz, będę bardziej uważna i nie pochłonę ich od razu po przyjściu do domu. Sama świadomość, że są w zasięgu ręki, wystarcza by otworzyć paczkę i sprawić, że moje łakomstwo zwycięża. Zjadam je w takim tempie, że bywa to dla mnie żenujące. Jako przystawkę do wina przygotowałam podpatrzone na spotkaniu opłatkowym piramidki z krakersów, z tą różnicą, że moje miały zamiast oliwek, których nie lubię, kawałeczki świeżej czerwonej papryki, a inne plasterek ogórka konserwowego. Każdą kanapeczkę zdobił maleńki kleks z keczupu lub musztardy. Wyglądały apetycznie. Ciekawe, jakie wino przyniesie Filip, mam nadzieję, że będą pasowały do tego gatunku win. Z dzieciństwa pamiętam wierszyk, który powtarzała babcia, przy okazji zbliżających
się uroczystych kolacji, proszonych obiadów itp. Wierszyk miał następującą treść :
„ Ryby, drób i cielęcina lubią tylko białe wina
Zaś podroby, sarny, wieprze, są czerwone wina lepsze
Deser, frukty i łakocie lubią tylko wina słodkie
A szampana wie i kiep, można podczas, po i przed”
Myślę, że stosując się do babcinych zaleceń , wszystkie krakersy Dr Gerard będą najlepszym, optymalnym wyjściem.