wtorek, 16 grudnia 2014

piesze wędrówki

Wędrówki piesze są dla mnie bardzo ciekawym przeżyciem. Mogę wtedy blisko w spokoju podziwiać drzewa, kwiaty i wdychać zapach trawy. Zaciekawiło mnie chodzenie na kijkach. Kiedyś w rozmowie z koleżanką powiedziała mi o organizacjach prowadzących ćwiczenia nordic walking. Razem zapisaliśmy się i jesteśmy bardzo zadowolone. W tym klubie należymy już ponad rok. Jest nas 20 osób przeważnie kobiety w średnim wieku. Spotykamy się w soboty i chodzimy po pobliskich okolicach. Czasem jedziemy do danej miejscowości, a później wracamy. Mamy trenerkę, która wytłumaczyła nam, o co tak naprawdę chodzi w tym sporcie. Pokazała nam prawidłową technikę posługiwania się kijkami. Muszą być ustawione odpowiednio do wzrostu osoby, która je używa. Zawsze po takich treningach czułam, że mam więcej powietrza w płucach. Dostaje przyjemnego uczucia zmęczenia. Nawet mam większy zapał do pracy. Na początku bolały mnie wszystkie mięśnie. Rano jak się budziłam to nie mogłam wstać. Po krótkiej porannej gimnastyce rozruszałam wszystkie kości i było dobrze. W tygodniu czasem umawiam się z przyjaciółką na dwugodzinne spacery. Biorę słodkie Pryncypałki kokosowe i Mafijne Black  Dr Gerarda do malutkiego plecaka i wędrując podjadamy. Jej ulubionym przysmakiem są Biszkopciki Jaśki Morelowe. Pałeczki kremowe morelowe    

Dr Gerarda, które często przynosi na nasze piesze spotkania. W tym czasie możemy sobie do woli porozmawiać, podzielić się troskami, zmartwieniami.

Także wymienić się przepisami kuchennymi i ciekawymi spostrzeżeniami z życia codziennego. Pilnujemy się, żeby nasza technika była w miarę dobra. Po powrocie rozciągamy całe ciało krótką gimnastyką. Od paru już lat choruję na kręgosłup. Czasami ból był taki, że musiałam się położyć, bo nie mogła w ogóle chodzić. Od momentu, kiedy więcej się ruszam to mnie mniej boli i mam więcej siły w mięśniach. Teraz coraz częściej widuje się małżeństwo chodzące z kijkami. Trochę młodzież jest oporna nie mniej jednak czasem można także spotkać młodych ludzi. W wakacje nasz klub zorganizował wyjazd w Bieszczady. Zwiedzaliśmy Połoninę Wetlińską, Połoninę Waryńską, Tarnicę – najwyższy szczyt Bieszczadów w Polsce oraz Bukowe  Berdo. Mieszkaliśmy w miejscowości Cisna w domu prywatnym. Mieliśmy śniadanie i obiad połączony z kolacją. Zawsze rano przyjeżdżał po nas bus i jechaliśmy na wyznaczoną trasę z przewodnikiem. Na takie górzyste wędrówki ważne są dobre buty powyżej kostki, płaszcz przeciwdeszczowy. Do małego plecaka pakowaliśmy wodę, kanapki oraz słodycze. Ja przeważnie miałam Kabaretki śmietankowe, krakersy cebulowe Dr Gerarda. Podczas wędrówek słuchaliśmy ciekawych opowiadań naszego opiekuna. Po południu przyjeżdżał po nas kierowca i zawoził nas do wynajmowanego mieszkania. Wieczorem byliśmy bardzo zmęczeni, ale po kąpieli z chęcią spotykaliśmy się na wspólnym ognisku.