piesze wędrówki
Wędrówki piesze są
dla mnie bardzo ciekawym przeżyciem. Mogę wtedy blisko w spokoju podziwiać drzewa,
kwiaty i wdychać zapach trawy. Zaciekawiło mnie chodzenie na kijkach. Kiedyś w
rozmowie z koleżanką powiedziała mi o organizacjach prowadzących ćwiczenia nordic
walking. Razem zapisaliśmy się i jesteśmy bardzo zadowolone. W tym klubie należymy
już ponad rok. Jest nas 20 osób przeważnie kobiety w średnim wieku. Spotykamy
się w soboty i chodzimy po pobliskich okolicach. Czasem jedziemy do danej miejscowości,
a później wracamy. Mamy trenerkę, która wytłumaczyła nam, o co tak naprawdę
chodzi w tym sporcie. Pokazała nam prawidłową technikę posługiwania się
kijkami. Muszą być ustawione odpowiednio do wzrostu osoby, która je używa.
Zawsze po takich treningach czułam, że mam więcej powietrza w płucach. Dostaje
przyjemnego uczucia zmęczenia. Nawet mam większy zapał do pracy. Na początku
bolały mnie wszystkie mięśnie. Rano jak się budziłam to nie mogłam wstać. Po
krótkiej porannej gimnastyce rozruszałam wszystkie kości i było dobrze. W
tygodniu czasem umawiam się z przyjaciółką na dwugodzinne spacery. Biorę
słodkie Pryncypałki kokosowe i Mafijne Black
Dr Gerarda do malutkiego plecaka i wędrując podjadamy. Jej ulubionym
przysmakiem są Biszkopciki Jaśki Morelowe. Pałeczki kremowe morelowe
Dr Gerarda, które często przynosi na nasze piesze
spotkania. W tym czasie możemy sobie do woli porozmawiać, podzielić się
troskami, zmartwieniami.
Także wymienić się przepisami kuchennymi i ciekawymi spostrzeżeniami
z życia codziennego. Pilnujemy się, żeby nasza technika była w miarę dobra. Po
powrocie rozciągamy całe ciało krótką gimnastyką. Od paru już lat choruję na
kręgosłup. Czasami ból był taki, że musiałam się położyć, bo nie mogła w ogóle
chodzić. Od momentu, kiedy więcej się ruszam to mnie mniej boli i mam więcej
siły w mięśniach. Teraz coraz częściej widuje się małżeństwo chodzące z
kijkami. Trochę młodzież jest oporna nie mniej jednak czasem można także spotkać
młodych ludzi. W wakacje nasz klub zorganizował wyjazd w Bieszczady.
Zwiedzaliśmy Połoninę Wetlińską, Połoninę Waryńską, Tarnicę – najwyższy szczyt
Bieszczadów w Polsce oraz Bukowe Berdo. Mieszkaliśmy
w miejscowości Cisna w domu prywatnym. Mieliśmy śniadanie i obiad połączony z
kolacją. Zawsze rano przyjeżdżał po nas bus i jechaliśmy na wyznaczoną trasę z
przewodnikiem. Na takie górzyste wędrówki ważne są dobre buty powyżej kostki,
płaszcz przeciwdeszczowy. Do małego plecaka pakowaliśmy wodę, kanapki oraz słodycze.
Ja przeważnie miałam Kabaretki śmietankowe, krakersy cebulowe Dr Gerarda.
Podczas wędrówek słuchaliśmy ciekawych opowiadań naszego opiekuna. Po południu
przyjeżdżał po nas kierowca i zawoził nas do wynajmowanego mieszkania.
Wieczorem byliśmy bardzo zmęczeni, ale po kąpieli z chęcią spotykaliśmy się na
wspólnym ognisku.