środa, 17 grudnia 2014

Sylwester z przyjaciółmi



Wielkimi krokami nadchodzą święta i zanim się obejrzę będzie już Sylwester a ja i mój mąż wciąż nie mamy na ten dzień żadnych planów. Coraz bardziej przekonani, że spędzimy go po prostu w domu. Tymczasem niespodziewanie zadzwonił telefon a w słuchawce znajomy głos naszego dobrego znajomego. I co się okazało? Zostaliśmy zaproszeni na prywatkę na drugi kraniec Polski. Cóż za niespodzianka! I co teraz zrobić? Jechać? Nie jechać? Wszak trochę kilometrów jest do pokonania. Oczywiście nie wypada odmówić. Nasi dobrzy znajomi a właściwie przyjaciele liczą na rewizytę. W zeszłym roku to oni gościli u nas na Sylwestra. Razem z mężem bardzo mile wspominamy ubiegłoroczną imprezkę. Jak dziś pamiętam ich przyjazd i nasze wspólne przygotowania do świętowania. Nasz wspólny wypad do sklepu po zaopatrzenie. Pamiętam, że kupiliśmy sztuczne ognie, mnóstwo różnego rodzaju słodyczy i suchych przekąsek – jakieś paluszki, chipsy, chrupki, orzeszki, krakersy cebulowe, ciasteczka Yes!, które zasmakowały naszym przyjaciołom na tyle, że kupili je sobie na drogę powrotną. Nasi goście to amatorzy kawowych smaków, także wyszukaliśmy na sklepowej półce coś specjalnie dla nich, czyli Gold Kabaretki cappuccino oraz coś dla nas a zwłaszcza dla mego męża, mianowicie Pryncypałki Kokos Mafijne. Zatem już tradycyjnie na naszym stole zagościły specjały od firmy Dr Gerard. Trochę czasu spędziliśmy przy wyborze odpowiedniego wina i szampana. Ze sklepu poszliśmy prosto do domu. Tam czekały na nas kolejne zadania.. Mężczyźni zajęli się rozstawianiem stołu i wyborem muzyki na wieczór. My kobiety natomiast przejęłyśmy obowiązki w kuchni. Miałam już wcześniej ułożony jadłospis. Czerwony barszczyk ugotowałam rano ale krokiety z kapustą i grzybami robiłyśmy w ostatniej chwili. Mini kanapeczki na krakersach to szybka i efektowna przekąska. Rybę po grecku również przygotowałam wcześniej. Przed podaniem  trzeba ją było wyłożyć na półmisek i gotowe. Jajka faszerowane zrobiłyśmy ostatnim rzutem na taśmę i zaprosiłyśmy naszych chłopaków do noszenia przysmaków na przygotowany stół. Na koniec rozłożyłyśmy nasze ciasteczka na półmiski. Chipsy, chrupki i orzeszki przesypałyśmy do szklanych miseczek. Mój mąż wyciągnął z lodówki wino i zaczęliśmy świętowanie. Czas nam mijał nieubłaganie na rozmowach, tańcach i jedzeniu. Kiedy dochodziła północ wyszliśmy na zewnątrz odpalić nasze fajerwerki. Trochę bałam się świstu i huku podczas wzbijania się ich w górę. Jedna z nich utknęła w ziemi i wybuchła nie wzleciawszy do góry, co mnie zmroziło. Kiedy chłopaki skończyli odpalać nawet byłam zadowolona, że już po wszystkim. Wróciliśmy do domu, otworzyliśmy szampana i złożyliśmy nawzajem życzenia. Kolejne dni upłynęły równie szybko jak ten pierwszy. Naszym gościom chyba podobał się pobyt u nas. Pokazaliśmy okolicę i zorganizowaliśmy krótką wycieczkę do pobliskiego wojewódzkiego miasta. Na ich odjazd kupiliśmy trochę ciasteczek od Dr Gerarda by mieli w drodze co chrupać. Myślę, że w tym roku nasze spotkanie mogłoby być równie udane. Możliwe, że się zdecydujemy na rewizytę.