Wielkimi krokami nadchodzą święta
i zanim się obejrzę będzie już Sylwester a ja i mój mąż wciąż nie mamy na ten
dzień żadnych planów. Coraz bardziej przekonani, że spędzimy go po prostu w
domu. Tymczasem niespodziewanie zadzwonił telefon a w słuchawce znajomy głos
naszego dobrego znajomego. I co się okazało? Zostaliśmy zaproszeni na prywatkę
na drugi kraniec Polski. Cóż za niespodzianka! I co teraz zrobić? Jechać? Nie
jechać? Wszak trochę kilometrów jest do pokonania. Oczywiście nie wypada
odmówić. Nasi dobrzy znajomi a właściwie przyjaciele liczą na rewizytę. W
zeszłym roku to oni gościli u nas na Sylwestra. Razem z mężem bardzo mile
wspominamy ubiegłoroczną imprezkę. Jak dziś pamiętam ich przyjazd i nasze
wspólne przygotowania do świętowania. Nasz wspólny wypad do sklepu po
zaopatrzenie. Pamiętam, że kupiliśmy sztuczne ognie, mnóstwo różnego rodzaju
słodyczy i suchych przekąsek – jakieś paluszki, chipsy, chrupki, orzeszki,
krakersy cebulowe, ciasteczka Yes!, które zasmakowały naszym przyjaciołom na
tyle, że kupili je sobie na drogę powrotną. Nasi goście to amatorzy kawowych
smaków, także wyszukaliśmy na sklepowej półce coś specjalnie dla nich, czyli
Gold Kabaretki cappuccino oraz coś dla nas a zwłaszcza dla mego męża,
mianowicie Pryncypałki Kokos Mafijne. Zatem już tradycyjnie na naszym stole
zagościły specjały od firmy Dr Gerard. Trochę czasu spędziliśmy przy wyborze
odpowiedniego wina i szampana. Ze sklepu poszliśmy prosto do domu. Tam czekały
na nas kolejne zadania.. Mężczyźni zajęli się rozstawianiem stołu i wyborem
muzyki na wieczór. My kobiety natomiast przejęłyśmy obowiązki w kuchni. Miałam
już wcześniej ułożony jadłospis. Czerwony barszczyk ugotowałam rano ale
krokiety z kapustą i grzybami robiłyśmy w ostatniej chwili. Mini kanapeczki na
krakersach to szybka i efektowna przekąska. Rybę po grecku również
przygotowałam wcześniej. Przed podaniem trzeba
ją było wyłożyć na półmisek i gotowe. Jajka faszerowane zrobiłyśmy ostatnim
rzutem na taśmę i zaprosiłyśmy naszych chłopaków do noszenia przysmaków na
przygotowany stół. Na koniec rozłożyłyśmy nasze ciasteczka na półmiski. Chipsy,
chrupki i orzeszki przesypałyśmy do szklanych miseczek. Mój mąż wyciągnął z
lodówki wino i zaczęliśmy świętowanie. Czas nam mijał nieubłaganie na
rozmowach, tańcach i jedzeniu. Kiedy dochodziła północ wyszliśmy na zewnątrz
odpalić nasze fajerwerki. Trochę bałam się świstu i huku podczas wzbijania się
ich w górę. Jedna z nich utknęła w ziemi i wybuchła nie wzleciawszy do góry, co
mnie zmroziło. Kiedy chłopaki skończyli odpalać nawet byłam zadowolona, że już
po wszystkim. Wróciliśmy do domu, otworzyliśmy szampana i złożyliśmy nawzajem
życzenia. Kolejne dni upłynęły równie szybko jak ten pierwszy. Naszym gościom
chyba podobał się pobyt u nas. Pokazaliśmy okolicę i zorganizowaliśmy krótką
wycieczkę do pobliskiego wojewódzkiego miasta. Na ich odjazd kupiliśmy trochę
ciasteczek od Dr Gerarda by mieli w drodze co chrupać. Myślę, że w tym roku
nasze spotkanie mogłoby być równie udane. Możliwe, że się zdecydujemy na
rewizytę.