Był ciepły, lipcowy poranek, obudziłam się wcześniej niż
zwykle. Ogarnęło mnie dziwne przeczucie, że ten dzień przyniesie coś dobrego.
Przez dłuższą chwilę myślałam, co takiego mogłoby mnie spotkać. Wydawało mi
się, że oprócz pracy mam już wszystko.
Tymczasem przeglądając oferty pracy, znalazłam ogłoszenie,
które zwróciło moją uwagę. Oferta była naprawdę zachęcająca. Ponieważ
spełniałam wszystkie warunki, jakich wymagał pracodawca, postanowiłam wysłać
dokumenty aplikacyjne. Ku mojemu zdziwieniu, długo nie musiałam czekać na
odpowiedź. Następnego dnia rano odebrałam telefon od mężczyzny, który zaprosił
mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Trochę się przestraszyłam, gdyż zupełnie nie
byłam do tego przygotowana. Zastanawiałam się nad tym czego mogę się spodziewać
i jak będzie wyglądało to spotkanie. Nie czułam się zbyt pewnie. Mimo,
że spełniałam wszystkie wymagania, nie miałam dużego doświadczenia. Jednak
zdecydowałam się pójść na to spotkanie. Wychodząc z domu zabrałam ze sobą
dokumenty, które potwierdzały moje kompetencje i kwalifikacje. Musiałam
przecież pokazać się z najlepszej strony. Zadbałam jeszcze o swój wygląd
zewnętrzny i dość szybkim krokiem udałam się w stronę miasta. Zanim dotarłam na miejsce
zaczął prześladować mnie pech. Na początku uciekł mi tramwaj. Potem była awaria
autobusu. To było naprawdę stresujące. Przez całą drogę odczuwałam niepokój,
towarzyszyło mi duże napięcie. Obawiałam się, że się spóźnię, a to
niekorzystnie mogło wpływać na przebieg całej rozmowy. Na szczęście wszystko
skończyło się dobrze. Pod wskazany adres dotarłam przed czasem. Czekając na
swoją kolej zdążyłam nawet odwiedzić łazienkę.
W końcu nadszedł moment, w którym poproszono mnie do sali. W
jednej chwili ogarnął mnie strach. Nie czułam się komfortowo.
Pomieszczenie w jakim się znalazłam było jasne i
przestronne. Z lewej strony , przy oknie, za biurkiem siedział młody mężczyzna.
Kiedy otworzyłam drzwi pokoju, podniósł się z miejsca, zapraszając mnie do
środka. Usiedliśmy przy dużym stole, gdzie rozpoczęła się swobodna rozmowa. Za
chwilę podano nam kawę i coś słodkiego. Jak się okazało to były moje ulubione
KREMISIE DR GERARDA. Kupuję je zwykle, kiedy chcę poprawić sobie humor. To
niesamowite, że właśnie wtedy miałam je na wyciągnięcie ręki. Znalazły się w odpowiednim
czasie i miejscu i jak zwykle spełniły swoją funkcję. Zaraz poczułam się
znacznie lepiej. Uśmiechnęłam się do swojego rozmówcy i już wiedziałam, że
odniosę sukces. Rzeczywiście nie pomyliłam się. Rekrutacja okazała się dla mnie
pomyślna, dostałam tą pracę. Mój obecny pracodawca do dziś jeszcze wspomina
tamten dzień, w którym KREMISIE
DR GERARDA uratowały moją skórę. Gdyby nie tamten uśmiech,
jaki pojawił się wówczas na mojej twarzy, nie byłabym dzisiaj kelnerką. Od
czasu, kiedy nią zostałam jeszcze częściej sięgam po produkty DR GERARDA. Do
moich KREMISIÓW dołączyły jeszcze ANDRUTY KOKOSOWE Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ I MAFIJNE
ŚMIETANKOWO-CYTRYNOWE. Na taki tercet nie ma mocnych, to najlepsze lekarstwo.
Poprawa nastroju murowana.