niedziela, 21 grudnia 2014

ZAGUBIONE BLIŹNIAKI



W dolinie cicho szumiących strumyków, w otoczeniu malowniczych łąk, mieniących się tęczą kolorowych kwiatów, na skraju starego, dębowego lasu stał niewielki domek, w którym przyszły na świat bliźniaki. W krótkim czasie oczarowały one serca sąsiadujących mieszkańców, pokochała je cała okolica. Dzieci te rosły niezwykle szybko, a swoją obecnością wnosiły wiele radości, wszędzie tam, gdzie się znalazły. Jacuś i Agatka mieli        w sobie tyle uroku, że wzbudzali podziw wszystkich, którzy się z nimi spotkali. Ich śliczne szafirowe oczka i jasne, falujące czuprynki zachwycały każdego, kto na nie spojrzał. Rodzice z ogromną troską i zaangażowaniem dbali o małe pociechy, przekazując im jednocześnie,     to czego w życiu należy unikać i jak się zachowywać. Pokazywali im drogi bezpiecznego postępowania, udzielali ważnych rad i wskazówek, o których rodzeństwo nie zawsze pamiętało. Przez to, że dzieci były trochę roztargnione, nie myślały o przestrogach i prośbach swoich opiekunów. Ich nieostrożność i brak roztropności w sposób widoczny rzucał się           w oczy, stało się to dla rodziców powodem smutku. Przeczuwali oni bowiem, że może się     to kiedyś źle dla nich skończyć.
Błyskotliwe bliźniaki biegając beztrosko po zielonych, ukwieconych łąkach, podgryzając ulubione RURKI WAFLOWE, wielokrotnie zapominały o bożym świecie. Nie wracały wówczas     do domu na wyznaczoną godzinę, takie sytuacje zdarzały się coraz częściej.
Pewnego słonecznego poranka mamusia dała dzieciom koszyczek z jedzeniem oraz słodycze DR GERARDA, aby zaniosły tatusiowi pracującemu w lesie. Zanim jednak wyruszyły w drogę kilka razy ostrzegała je przed mogącymi pojawić się niebezpieczeństwami.
Kiedy roześmiane maluchy dotarły już na miejsce, znalazły tatusia ścinającego drzewo. Zauważywszy ich z daleka wyszedł im naprzeciw, z radością odebrał przyniesiony dla niego nieduży, wiklinowy koszyczek, usiadł na przydrożnym pniu i zabrał się szybko do jedzenia. Zaczął oczywiście od łakoci. Bardzo lubił słodycze DR GERARDA, najbardziej smakowały mu ANDRUTYZ MLECZNĄ CZEKOLADĄ.
Tymczasem Agatka rozglądając się po okolicy nieoczekiwanie dostrzegła rosnące w pobliżu poziomki. Na ten widok jej szafirowe oczka nagle zalśniły, policzki pokrył rumieniec i na zdziwionej twarzy pojawił się promienny uśmiech. Po chwili z niepewnością w głosie, patrząc na tatusia błagalnym wzrokiem, dziewczynka zapytała: czy możemy pójść nazbierać trochę owoców? Dobrze, powiedział zmęczony pracą mężczyzna, ale nie oddalajcie się zbytnio, abyście nie zabłądziły. Przypomniał im również te same słowa, jakie przed wyjściem z domu usłyszały od mamusi. Już nie zwracając na nie uwagi. Uradowane dzieci pobiegły w stronę tajemniczej polanki, która zachęcała je czerwonymi poziomkami. Po niedługim czasie znudziło się bliźniakom na polance, więc idąc dalej, coraz bardziej zagłębiając się w las, zaczęły rozglądać się za słodkimi jagódkami. Wkrótce, gdy zaczęło się ściemniać, Jacka         i Agatkę ogarnął wielki lęk. Zabłądziliśmy zawołał przestraszony chłopiec, dlaczego znowu nie posłuchaliśmy rodziców! Oni teraz martwią się o nas. Nie znamy drogi, nie wiemy jak wrócić, co my teraz zrobimy! Nagle w oddali, pomiędzy konarami gęsto rosnących drzew pełne trwogi i niepokoju rodzeństwo zobaczyło jasne, światełko. Pobiegło więc w tym kierunku, mocno trzymając się za rączki. W przerażonych i niespokojnych serduszkach pojawiła się iskierka nadziei.
Dzieci czuły się już zmęczone i głodne. Dobrze, że zabrały ze sobą KRAKERSY CEBULOWE. Więc podjadając je szły prosto przed siebie. Bardzo się bały ciemnego, obcego lasu i czyhających w nim niebezpieczeństw. Ich małe serduszka biły głośno     i szybko, Agatka co kilka kroków przytulała się do brata, drżąc i płacząc cichutko. Obydwoje zrozumieli, że nie było by tyle lęku, łez i trwogi, gdyby słuchali rodziców.
Przepełnione ogromnym strachem dzieci dotarły niespodziewanie do miejsca, w którym zbierały poziomki. Tutaj w ciemnościach, pod wielkim, starym dębem dostrzegły postać,         w której rozpoznały znajomego leśniczego. Mężczyzna zauważył nadchodzące rodzeństwo, po czym zaraz zaprowadził je do domu. Tam poczuły się bezpiecznie. Przykre doświadczenia stały się dla nich pouczeniem, a prastara prawda o tym, że trzeba słuchać rodziców, na zawsze już zapisała się w dziecięcej pamięci. Wydarzenia tego dnia pokazały bliźniakom, jak ważne są prośby         i przestrogi dorosłych. Odtąd nigdy już nie zapomnieli tego, czego uczyli ich rodzice.