Od najmłodszych lat jestem
miłośnikiem jazdy na rowerze. To jest mój ulubionym sport. Nawet przez pewien
czas do pracy dojeżdżałem moim bicyklem. Teraz ten zwyczaj wdrożyłem w mojej
rodzinie. Nie było to trudne, bo żona z dwójką naszych pociech chętnie korzystają
z wyprawy rowerowej. Wtedy ubieramy sportowe koszulki i kaski na głowach.
Zawsze coś słodkiego bierzemy do plecaka, często są Mafijne Choco, Markizy Gold
firmy Dr. Gerarda i oczywiście wodę
niegazowaną. W tą sobotę też zaplanowaliśmy sobie podobny wyjazd. Jednakże
plany uległy zmianie z powodu niespodziewanego przyjazdu teściowej i teścia. Na
tą okazję żona szybko zrobiła pyszny sernik gotowany na herbatnikach. Przepis
jest bardzo łatwy, a w dodatku nie trzeba go piec.
Składniki; 1 kg sera pół tłustego
dwa razy zmielić.
3 jajka
250g masła
230g cukru
cały cukier waniliowy
2 budynie śmietankowe lub
waniliowe
zapach pomarańczowy.
herbatniki Dr, Gerarda
Wykonanie; Na dużą blaszkę
wyłożyć papier do ciast. Na papier ułożyć herbatniki. Ser przełożyć do dużego
garnka dodać jajka, masło, cukier i cukier waniliowy. Podgrzewać ciągle
mieszając, żeby się nie spaliło. Delikatnie wsypać budynie i szybko mieszać
najlepiej mikserem. Gdy masa się zagotuje i zacznie gęstnieć zdjąć z kuchenki. Zamiast
zapachu do masy można dodać skórki pomarańczy wcześniej pokrojone i przesmażone
z cukrem. Połowę gorącego sera wyłożyć na herbatniki. Na ser dać drugą warstwę
herbatników. Na to rozsmarować polewę. Pół kostki margaryny Kasi rozpuścić,
dodać 5 łyżek cukru pudru, 3 łyżki kakao i 1 łyżka żelatyny rozpuszczona w
dwóch łyżkach wody. Nie można doprowadzić do zagotowania i wystudzić. Na koniec
do chłodnej polewy dodać 5 łyżek gęstej kwaśnej śmietany. Gęstniejącą polewą polać
herbatniki i posypać kokosem. Można go jeść dopiero za parę godzin. W
zastępstwie na talerzyku wylądowały wcześniej kupione Mafijne Choco, Markizy.
Wszyscy się cieszyliśmy z tej wizyty. Teściowie mieli zostać parę dni, a potem
wziąć dzieci na wakacje. W niedzielę po obiedzie cała rodzinka razem z gośćmi
wybraliśmy się do pobliskiego lasku. Mamy to szczęście, że mieszkamy z dala od
ulicznego hałasu. Zabraliśmy ze sobą koc, kanapki, markizy i wodę, Dobrze się
składa, bo oni też lubią spacerować. Po drodze teściowa ciekawie opowiadała
dzieciom o lesie, drzewach i mieszkających tam ptaszkach. My z teściem mieliśmy
swoje tematy. Ja korzystając ze spotkania doradzałem się w sprawie przebudowy
domu. Dużo mi podpowiedział, a nawet mogę liczyć na jego pomoc. Tak dyskutując
niespodzianie zaszliśmy bardzo daleko. Zrobiliśmy krótką przerwę na odpoczynek
i ruszyliśmy z powrotem.