Jakiś czas temu brałam udział w
dwudniowym szkoleniu z zakresu psychologii człowieka. Przez całe dwa dni
mieliśmy niemalże bez przerwy zajęcia, na przemian wykłady, które zrzeszały
wszystkich uczestników i warsztaty, gdzie byliśmy podzieleni na mniejsze grupy.
Mimo napiętego grafiku nie czułam zmęczenia, tak bardzo wciągnęła mnie tematyka
szkolenia. Niezwykle zainteresował mnie temat dotyczący radzenia sobie z
wyuczoną bezradnością, chociaż nie podobały mi się badania prowadzone przez
naukowców na zwierzętach. Stosowano bowiem bodźce negatywne takie jak rażenie
prądem czy nieznośne sygnały dźwiękowe. Konkluzja była taka, że z reguły
człowiek uczy się bezradności, czyli nie podejmowania walki z przeciwnościami,
jeżeli w przeszłości doświadczał zbyt dużo niepowodzeń. Mówiono nam przy
okazji, iż ważną sprawą jest pozytywne myślenie i że jest to siłą napędową do działania. Połową sukcesu
jest również to by załatwiając jakąś sprawę skupiać się na celu a nie na
sprawach pobocznych, które nas tylko demotywują. Ciężki temat ale daje do
myślenia. Takim wykładem skończył się pierwszy dzień zajęć. Po nim odbyła się
uroczysta kolacja w restauracyjnej części hotelu, w którym odbywało się
szkolenie. Najpierw były dania na gorąco między innymi łazanki z kapustą i
grzybami, ruskie pierogi i ryba po grecku. Oprócz tego były zimne przystawki
takie jak wędlina, ser, sałatka ryżowa na słodko z brzoskwinią, rodzynkami i
orzechami włoskimi, sałatka z ziemniaków i pora ze śmietaną i ogórkiem kiszonym
oraz śledziki w sosie pomidorowym. Po tym wszystkim przyszedł czas na deser.
Obsługa przyniosła talerze z ciastami i ciasteczkami. Zaproponowano kawę lub
herbatę, Rozmowy przy stolikach coraz bardziej zaczynały się kleić. Ludzie
zaczęli zapoznawać i oswajać się ze sobą. Ja również nawiązałam znajomość z
pewną panią, która siedziała obok mnie na wykładzie. Teraz też usiadłyśmy razem
i opowiadałyśmy o swoich wrażeniach z wcześniejszych zajęć. Piłam powoli kawę i
sięgnęłam po ciastko. Poznałam leżące na półmiskach moje ulubione wyroby z
firmy Dr Gerard. Były to przepyszne Andruty kokosowe z białą czekoladą, Andruty
z mleczną czekoladą, przeróżne ciasteczka Yes! z cynamonem, z czarnuszką, z
kminkiem i z sezamem. Na innym półmisku
zobaczyłam dobrze mi znane i bardzo przeze mnie lubiane różnego rodzaju
wafelki Pryncypałki, którym nie mogłam się oprzeć. Poczęstowałam się również Choco
Markizami, które wprost uwielbiam. I tak jedząc i rozmawiając upłynął wieczór.
Nazajutrz od rana były warsztaty z nowymi ciekawymi tematami o radzeniu sobie
ze stresem i o asertywnym odmawianiu i o umiejętnym krytykowaniu, tak by nie
ranić innych. Mówiono, że służy do tego komunikat „Ja”, którego istotą jest nie
ocenianie innych a zwrócenie na własne emocje, na fakty i oczekiwania – ja przynajmniej
tak to zrozumiałam. Między zajęciami znów był poczęstunek i pyszności z firmy
Dr Gerard i rozmowy z nowo poznanymi osobami. I w taki sposób minął weekend pełen
ciekawych zajęć i miłych doznań. Pozdrawiam.