piątek, 12 grudnia 2014

Szkolenie



Jakiś czas temu brałam udział w dwudniowym szkoleniu z zakresu psychologii człowieka. Przez całe dwa dni mieliśmy niemalże bez przerwy zajęcia, na przemian wykłady, które zrzeszały wszystkich uczestników i warsztaty, gdzie byliśmy podzieleni na mniejsze grupy. Mimo napiętego grafiku nie czułam zmęczenia, tak bardzo wciągnęła mnie tematyka szkolenia. Niezwykle zainteresował mnie temat dotyczący radzenia sobie z wyuczoną bezradnością, chociaż nie podobały mi się badania prowadzone przez naukowców na zwierzętach. Stosowano bowiem bodźce negatywne takie jak rażenie prądem czy nieznośne sygnały dźwiękowe. Konkluzja była taka, że z reguły człowiek uczy się bezradności, czyli nie podejmowania walki z przeciwnościami, jeżeli w przeszłości doświadczał zbyt dużo niepowodzeń. Mówiono nam przy okazji, iż ważną sprawą jest pozytywne myślenie i że jest to  siłą napędową do działania. Połową sukcesu jest również to by załatwiając jakąś sprawę skupiać się na celu a nie na sprawach pobocznych, które nas tylko demotywują. Ciężki temat ale daje do myślenia. Takim wykładem skończył się pierwszy dzień zajęć. Po nim odbyła się uroczysta kolacja w restauracyjnej części hotelu, w którym odbywało się szkolenie. Najpierw były dania na gorąco między innymi łazanki z kapustą i grzybami, ruskie pierogi i ryba po grecku. Oprócz tego były zimne przystawki takie jak wędlina, ser, sałatka ryżowa na słodko z brzoskwinią, rodzynkami i orzechami włoskimi, sałatka z ziemniaków i pora ze śmietaną i ogórkiem kiszonym oraz śledziki w sosie pomidorowym. Po tym wszystkim przyszedł czas na deser. Obsługa przyniosła talerze z ciastami i ciasteczkami. Zaproponowano kawę lub herbatę, Rozmowy przy stolikach coraz bardziej zaczynały się kleić. Ludzie zaczęli zapoznawać i oswajać się ze sobą. Ja również nawiązałam znajomość z pewną panią, która siedziała obok mnie na wykładzie. Teraz też usiadłyśmy razem i opowiadałyśmy o swoich wrażeniach z wcześniejszych zajęć. Piłam powoli kawę i sięgnęłam po ciastko. Poznałam leżące na półmiskach moje ulubione wyroby z firmy Dr Gerard. Były to przepyszne Andruty kokosowe z białą czekoladą, Andruty z mleczną czekoladą, przeróżne ciasteczka Yes! z cynamonem, z czarnuszką, z kminkiem i z sezamem. Na innym półmisku  zobaczyłam dobrze mi znane i bardzo przeze mnie lubiane różnego rodzaju wafelki Pryncypałki, którym nie mogłam się oprzeć. Poczęstowałam się również Choco Markizami, które wprost uwielbiam. I tak jedząc i rozmawiając upłynął wieczór. Nazajutrz od rana były warsztaty z nowymi ciekawymi tematami o radzeniu sobie ze stresem i o asertywnym odmawianiu i o umiejętnym krytykowaniu, tak by nie ranić innych. Mówiono, że służy do tego komunikat „Ja”, którego istotą jest nie ocenianie innych a zwrócenie na własne emocje, na fakty i oczekiwania – ja przynajmniej tak to zrozumiałam. Między zajęciami znów był poczęstunek i pyszności z firmy Dr Gerard i rozmowy z nowo poznanymi osobami. I w taki sposób minął weekend pełen ciekawych zajęć i miłych doznań. Pozdrawiam.