Jakiś czas temu
musiałam wyjechać. Nie miałam na to ochoty, na samą myśl o tym że muszę spędzić
kilkanaście godzin w pociągu, przerażała mnie. Nie mogłam pojechać samochodem,
bo w tym momencie miał awarię, fakt można byłoby go naprawić, ale nikt mi nie
dawał gwarancji, że w trasie wszystko będzie ok. Wiec wybrałam pociąg. Miałam
jechać całą noc. No cóż. nie miałam wyjścia, ta podróż to sprawa mojej
przyszłości. Spakowałam małą walizkę, a do podręcznej torby włożyłam termos z
gorącą, aromatyczną kawą i oczywiście moje ulubione ciastka czyli wafelki
Pryncypałki classic family oraz Yes! z
czarnuszką. Nie wiedziałam czy będę na nie miała ochotę w podróży. Myślałam, że
może te słodkości umilą mi długą podróż. W przedziale , którym jechałam,
siedziała jeszcze para staruszków, wybierali się nad morze do sanatorium.
Opowiadali jak długo czekali na skierowanie i jak walczyli aby po pięćdziesięciu
latach wspólnego życia, NFZ ich nie rozdzielał. Uśmiechali się do mnie, a ja z przyjemnością patrzyłam na
nich i słuchałam. Rozmowa się toczyła, czas szybko upływał. Około godziny
dwudziestej trzeciej, postanowiłam napić się kawy, chociaż nie po to by oddalić
sen, ale tak dla przyjemności. Zaproponowałam starszemu Państwu, ale oni podziękowali,
mówiąc ,że im ciśnienie nie pozwala na takie luksusy. Wyciągnęli swój termos z
gorącą, ziołową herbatką. Muszę przyznać ,że pachniała nieźle. Ja wyciągnęłam
swój, i wtedy przypomniałam sobie o moich ciasteczkach. Wyjęłam opakowania i
otworzyłam je, częstując obecnych ludzi.
Starsze Państwo podziękowali. Kiedy zaczęli jeść, jeszcze większy uśmiech
pojawił się na ich twarzach Mmm! Zamruczała Pani, dobre ! , prawie jak domowe.
Zapytała co to za ciasteczka, wiec powiedziałam im i dodałam , że są one firmy
,,Dr Gerarda’’. Znów zaczęliśmy rozmawiać, tym razem o wypiekach domowych, o
swojskim jedzonku, jak było kiedyś i jak jest teraz. Nawet zapisałam kilka
ciekawych przepisów, które chciałam wykorzystać po powrocie do domu. Pani
Lodzia, bo tak miała na imię starsza kobieta, w pewnym momencie przypomniała
sobie , że i ona ma coś słodkiego. Mówiła, że włożyła jej wnuczka, nawet nie
wie co to za smakołyki. Kiedy wyjęła je z torby okazało się ze są to
Biszkopciki Jaśki Morelowe oraz Mafijne śmietankowo-cytrynowe. Popatrzyłam na
firmę i uśmiechnęłam się, mówiąc, że jej wnuczka też ma dobry gust, była to
także firma ,,Dr Gerard’’. Pani Lodzia
uśmiechnęła się i powiedziała, że dobrze się jedzie w jednym przedziale
, kiedy ma się takie same gusta. Noc
zleciała szybko. Długo w mej pamięci pozostaną opowieści wysłuchane tej nocy i
oczywiście smak wafelków i biszkopcików. Pozdrawiam.