poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rodzina, słodkości i konsola.

            Witam gorąco, minął weekend. Tym razem spędziliśmy go rodzinnie. Żona dzieci i ja. Zbliżają się Święta, więc przygotowaliśmy pierogi z kapustą i grzybami. Też całą czwórką, my faceci, czyli syn i ja nakładaliśmy farsz i sklejaliśmy pierogi. A kobiety wałkowały i wycinały za pomocą szklanki ciasto. Tak się dziewczynom spodobała wspólna praca, że postanowiły zrobić ciasto „kaszkowca”. W przepisie wyczytały, że potrzebują:
Herbatniki „Petit beurre” lub „Yes!”
  • 1 litr mleka
  • 1 kostkę masła roślinnego
  • 1 szklankę cukru
  • 2 łyżki kakao prawdziwe
  • Kaszkę manną
  • Polewę czekoladową
Dalej przepis mówił, że należy rozłożyć „Petit beurre” na dnie blachy, na piecu w gorącym mleku rozpuścić masło i dodać cukier, do gotującego mleka dodać kaszkę manną tak, aby uzyskać gęstą masę, następnie dodać kakao i gotować kilka minut. Następnie wylać masę na herbatniki w blaszce i na wierzch położyć kolejną warstwę herbatników. Przygotować polewę i wylać na górną warstwę ciastek w celu udekorowania. Odłożyć do wystygnięcia i wcinać ze smakiem. Smacznego.

Dla męskiej części rodziny to było za dużo. Mieliśmy inne plany: syn, ja, Xbox i FIFA. Aby nie kręcić się po kuchni przygotowaliśmy wcześniej przekąski dla nas i dziewczyn i przenieśliśmy się do pokoju. Uruchomiliśmy sprzęt i rozpoczynamy piłką nożną, dopadł nas „Wilczy apetyt” na grę i coś słodkiego od dr Gerarda. Więc w trakcie wyboru drużyn, strojów zjedliśmy „Pierniczki krakowskie” i do dzieła. Pierwszy mecz reprezentacje Polski i Niemiec. Oczywiście syn, jako Lewandowski dał radę mojej obronie i wygrał 3 do 1. Pałałem chęcią zemsty i sportowej rywalizacji i zażądałem rewanżu. Teraz graliśmy klubowo ja Real Madryt kontra syn Bayern Monachium. Historia zatoczyła koło tak jak z przekąskami, które jedliśmy w przerwie tak i z wynikiem meczu. Znowu przegrałem. Na osłodę dostałem od córki „Kremówkę dekorowaną”, nawet czteroletnie dzieci wiedzą, że słodycze umilają życie. Szczególnie te od dr Gerarda, w czekoladzie lub nadziewane albo inne z szerokiej gamy produktów. Teraz przyszedł czas na zabawę w czterech pancernych, czyli World of tanks. To mi się podobało być czołgistą i móc niszczyć wroga. Wybraliśmy misję i czołg i od początku było dużo śmiechu, bo tatuś to nie Grigorij i jeździł wszędzie tylko nie po drogach. I zostałem trafiony. Mój ośmioletni czołgista nie tylko umiał prowadzić pojazd to jeszcze ukończył misję z powodzeniem. Okazało się, że to on jest mistrzem w grach komputerowych. A mi pozostało poprawić sobie nastój pysznym ciastem z herbatnikami, które przygotowały nasze Panie. Wielkie było zaskoczenie, gdy po kawce to dziewczyny zaczęły grać w gry. Uznały, że po tych słodkościach muszą się poruszać, więc odpaliły kinect i lekką atletykę i przeniosły się na igrzyska olimpijskie. Dopiero one pokazały nam „Wilczy apetyt” sukcesu na zawodach sportowych.