czwartek, 11 grudnia 2014

RODZICE

RODZICE
Wybrałam się z wizytą do moich rodziców. Chciałam uzgodnić, co mam przygotować na świąteczny stół, no i sprawdzić, w czym trzeba pomóc. Zaopatrzyłam się w dużą torbę na zakupy, licząc na to,
że mama pojedzie ze mną. Ułożyłam sobie w głowie mały plan: wypijemy kawę, ułożymy listę zakupów, dopytam o sprzątanie. Wszystko to sobie zapiszę i uzgodnię z mamą termin realizacji przedświątecznych porządków.  Natomiast te ciężkie zakupy, takie jak cukier , mąka, olej, napoje itp.   pojedziemy kupić już dziś. Oczywiście, to tylko plany. Moja mama nawet nie chciała słyszeć
o jakiejkolwiek pomocy. Ona sama wszystko kupi, bo przecież ja pracuję i brak mi na wszystko czasu, więc mam sobie i jej nie zawracać głowy pierdołami. Żadne argumenty nie były wstanie jej przekonać co do zmiany już podjętej decyzji. Ciasta też sama upiecze według starych babcinych przepisów,
bo takie zawsze były i są najlepsze ! Koniec dyskusji poparła stwierdzeniem : „taka jest tradycja i tak ma być.”  Kocham swoich rodziców, chociaż często mamy inne zdanie i poglądy na daną sytuację.
Tak więc zostałam pokonana miłością macierzyńską i troską o mój czas.  Jadąc do rodzinnego domu zabrałam z sobą serniczek, który wczoraj zrobiłam. Ten sam, na który dostałam przepis od Ewki. Ciasto było łatwe do zrobienia, tak jak sugerowała Ewa, użyłam na spód markiz z firmy Dr Gerard, jednak nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie dopatrzyła. Po prostu kupiłam za mało ciasteczek
i zabrakło mi ich na wierzch serniczka.  Zmodyfikowałam  odrobinę przepis i zamiast całych markiz, pokruszyłam kilka sztuk posypując nimi ciasto. Wyglądało świetnie, a smakowało  wybornie. Zabrałam połowę jadąc do mamy. Nie chciała wierzyć, że to jest sernik gotowany, a nie pieczony. 
Dla taty kupiłam Yes! z czarnuszką, bardzo lubi przegryzać  je popijając piwko, oj mój kochany staruszek. Tak miło siedziało się w maminej kuchni z kubkiem parującej kawy w dłoni. Ten znajomy zapach , który posiada każdy dom i ten sentyment do powrotu w rodzinne pielesze. Może to już magia zbliżających się świąt, hmm. Mój stojący przed domem samochód  zobaczyła sąsiadka rodziców i weszła się przywitać. Mama poczęstowała ją przywiezionym przeze mnie ciastem. Smakowało wyśmienicie.  Powiedziała, że jest otwarta na nowości kulinarne i tym sposobem kolejna kobieta poprosiła o przepis na sernik gotowany ze spodem zrobionym z markiz. Powiedziałam jej, że ja użyłam ciasteczek z firmy Dr Gerard. Ona w rewanżu podała mi prosty przepis na torcik z galaretką. Oto przepis :
Paczka lub dwie biszkopcików Jaśków ze znajomej firmy (  ilość zależy od tego, jaką dużą mamy tortownicę)
Dwie galaretki brzoskwiniowe
Krem  z paczki w proszku o smaku tiramisu
Brzoskwinie świeże lub z puszki
Sposób przygotowania:
Na dnie tortownicy ułożyć podwójną warstwę  biszkoptów, najlepiej  morelowych, na to położyć pokrojone owoce, na owoce wyłożyć zrobiony według przepisu krem, wszystko zalać gęstniejącą galaretką  i wstawić do lodówki. Uwaga ! Dwie galaretki rozprowadzamy w jednej porcji wody
 Jak dla mnie, brzmi całkiem smacznie i prosto. Myślę, że warto spróbować.