IMIENINY EWY
W drugie święto Filip, zgodnie z obietnicą, zjawił się u Nowickich wraz z rodzicami. Gości było sporo i dzięki temu nie miałam takiej dużej tremy przed ich poznaniem. On natomiast czuł się w towarzystwie jak przysłowiowa ryba w wodzie. Podchodził do każdego z tym swoim szelmowskim uśmiechem, wyciągając rękę na przywitanie. Kiedy tylko zobaczyła go Zosia, z radością wpadła mu w ramiona. Śmiała się głośno, kiedy Filip uniósł ją do góry. Kręcił nią w górze piruety, bardzo się jej to podobało. Potem zawołał mnie i poprosił, abyśmy razem z Zosią wyszli na chwilę do jej pokoju. Tam czekała na nas miła niespodzianka. Dziewczynka dostała mebelki dla lalek, a ściślej mówiąc jadalnię plus zestaw kuchenny w postaci mini kuchenki gazowej. Pozostałe wyposażenie, jak do prawdziwej kuchni, kupili jej dziadkowie. Okrzyków zachwytu nie było końca. Zosia zaraz rozpoczęła przygotowania do swojego prywatnego balu dla lal. Zadzwoniła po swoją koleżankę z sąsiedztwa i razem na zmianę odgrywały rolę gospodyni i gościa na specjalnym przyjęciu. Dziewczynki rozstawiły mini serwis do kawy i ułożyły na stoliczku ciasteczka kremisie. Z lodówki wyjęły sok z czarnej porzeczki, który miał udawać kawę, markizy z małym kleksem bitej śmietany zastępowały porcje tortu. Zajęte wymyślaniem nowych atrakcji kulinarnych nawet nie zauważyły, kiedy wyszliśmy z pokoju. Filip przytulił mnie i szepcząc do ucha świąteczne życzenia, wręczył małe kolorowe pudełeczko. Zaskoczona spojrzałam na niego pytająco. Na wyściełanym aksamicie wnętrzu spoczywał fantastyczny naszyjnik. Na długim, srebrnym łańcuszku wisiał dość duży wisiorek w kształcie trójkąta odwróconego podstawą do dołu. Trójkąt był oprawiony w misternie rzeźbione srebro, a na wierzchu iskrzyły się małe drobinki, wyglądające jak złote ziarnka piasku. Filip wyjął go z mojej ręki i zawiesił mi na szyi. Z zachwytem zapytałam o nazwę tego kamienia. Okazało się, że to noc Kairu. Uściskałam go w podzięce. Odwzajemnił uścisk i dodał, że nie wyjęłam jeszcze wszystkiego. Okazało się, że do kompletu są jeszcze kolczyki, oczywiście odpowiednio mniejsze, ale pasujące idealnie. Ja dla Filipa miałam ekskluzywny portfel ze skóry z wytłoczonym na nim jego monogramem. W środku była jednocentówka i rybia łuska na szczęście. Podziękował czułym pocałunkiem. Wyglądało na to, że prezent mu się spodobał, zresztą zobaczymy, czy będzie go używał. Wróciliśmy do pozostałych gości. Na stole stał śmietankowiec z malinami i borówkami na wierzchu, oczywiście zalany malinową galaretką, na spodzie były biszkopciki z firmy Dr Gerard. Na ten widok ślinka pociekła mi z ust. Moje upodobanie do słodyczy rozbawiło Filipa, śmiejąc się powiedział, że miałam minę zachwyconego dziecka, hihihi. Co ja na to poradzę, przecież jakiś nałóg trzeba mieć.