Każde dziecko nawet małe wie
jak wygląda Św. Mikołaj. Ma czerwoną czapkę, czerwony strój. Przychodzi do
dzieci z prezentami 6 grudnia. Taki właśnie strój ma mój mąż. Zawsze, co roku
przebiera się i chodzi z prezentami. W tym roku było podobnie. Kupiliśmy dzieciom
drobne upominki oraz ulubione ich ciastka
Andruty kokosowe z białą czekoladą,
Pałeczki kremowe morelowe,
Kremisie produkcji Dr. Gerarda. Gdy tak siedzieliśmy ciesząc się z dziećmi tym
świętem nagle zadzwonił telefon. To dzwoniła nasza znajoma ze szkoły. Opiekuje
się dziećmi biedniejszymi na świetlicy i chciała im zrobić niespodziankę w
postaci św. Mikołaja w prawdziwym przebraniu. Na drugi dzień mąż znów założył
czerwoną czapkę, strój, przykleił białą brodę. Jak przystało na Św. Mikołaja musiał
coś dzieciom przynieść, więc wstąpił do sklepu. W sklepie oczywiście
zaskoczenie, bo Św. Mikołaj robi zakupy. Kupił Pryncypałki Classic Impuls,
Pryncypałki Kokos, Mafijne
Black, to wszystko Dr. Gerarda. Dzieci już na niego czekały z radosnymi minami.
W trakcie rozdawania upominków zadawały pytania, jaka jest historia Świętego
Mikołaja. Maluchy były w wieku szkolnym i na pewno słyszeli o tradycji. Długo
się zastanawiał czy opowiedzieć im. Popatrzył na wychowawcę i zdecydował się.
Święty Mikołaj żył naprawdę. Był
biskupem urodził się w Patarze na terenie obecnej Turcji około 270 roku.
Pochodził z bogatej rodziny. Od najmłodszych lat Mikołaj był bardzo pobożny i
chętnie pomagał ubogim. Pewnego dnia dowiedział się, że jeden z mieszkańców
Patary był biedny. Miał on trzy córki, które z braku pieniędzy nie mogły wyjść
za mąż. Mikołaj wrzucił im przez okno sakiewkę z pieniędzmi. Gdy został
biskupem zasłynął wśród wiernych jako dobroczyńca i gorliwy pasterz. Uratował
przed śmiercią trzech młodzieńców za drobne wykroczenia prosząc cesarza o
darowanie im życia. Zawsze wstawiał się za ubogimi i jak mógł to pomagał. Został
uznany za orędownika biednych ludzi. Był biskupem i nosił ubiór biskupi.
Dzisiejszy strój jest tylko tradycją. Umarł 6 grudnia, dlatego na pamiątkę tego
dnia robimy coś dobrego dla drugiej osoby. Także, żeby ta potrzeba rodziła się
ze szczerego serca. W trakcie opowiadania
zapadła cisza i nikt się nawet nie ruszał. Nie wszyscy jednak znali tą wersję
św. Mikołaja. Na koniec wypiłem kawę i poczęstowałem się przyniesionym na
talerzyku smacznym prycypałkiem kokosowym. Dwie godziny zabawiania się w św. Mikołaja
to wystarczy, dlatego grzecznie podziękowałem i wróciłem piechotą do domu. W
domu już czekała na mnie żona bardzo ciekawa moich wrażeń. Oczywiście opowiedziałem
jej o mojej przemowie. Chwilkę pomyślała i w końcu przyznała, że dobrze
zrobiłem opowiadając o prawdziwym Świętym Mikołaju.