Witam, właśnie
wyłączyłem telewizor, mam już dość słuchania wystrojonych w garnitury za tysiące złotych, „poważnych Polityków”, którzy dyskutują czy
Unia Europejska to zło wcielone czy ratunek dla Polski. Ich problem to nie to
czy mają, co jeść albo czy kupią dziecku buty na zimę. Oni martwią się jak
wydać nie rozliczając się pieniądze z Kancelarii Sejmu. I to takie pieniądze,
na które normalny śmiertelnik pracuje miesiącami. Z kolei, o kolei piesze na
portalu inny polityk. Zdziwiła się Pani eksminister, jakimi pociągami jeździmy,
na co dzień. Ja osobiście ponad rok dojeżdżałem do pracy pociągiem i znam stan
pociągów. Na osłodę podróży miałem w plecaku herbatniki „Yes!” firmy dr Gerard.
Więc niech Ci możni ludzie zastanawiają się, co myśleć o Unii, ja już mam
wyrobione zdanie. Jak to zaczęto określać należę do grupy ludzi zagrożonej
wykluczeniem społecznym. I mieszkam w miejscowości o wysokim bezrobociu. Więc tak jak inni niepełnosprawni czy osoby 50+ czy
trwale bezrobotne czy mieszkańcy obszarów wiejskich, z radością przyjąłem
wiadomość o funduszach unijnych, przeznaczonych na walkę z bezrobociem i na reintegrację
społeczną i zawodową. Dopiero Unia Europejska otworzyła oczy pracodawcom i ludziom władzy, na osoby zagrożone wykluczeniem. No i dała pieniądze na
różnego rodzaju projekty, szkolenia i kursy. Sam skorzystałem tak jak inni moi
znajomi z tych funduszy i odbyłem ciekawe szkolenia, które zmieniły moje życie,
po których podjąłem pracę. Na początku każdego kursu z przerażeniem
spoglądaliśmy w plan zajęć. Najczęściej odbywały się one od godziny dziewiątej
do siedemnastej. Ale zawsze pocieszaliśmy się myślą, że przysługują nam przerwy
kawowe ze słodkimi przekąskami takimi jak, „Andruty czekoladowe” czy „Rurka waflowa
Zebra”. Po zakończeniu szkolenia zapewniano nam praktyki, staże w różnych
firmach czy urzędach. Mi dopisało szczęście i trafiłem na państwową posadę. Tam
poznałem prace w kolektywie i poczułem się jak „normalny” człowiek. Oczywiście jak
to w zakładzie musi być kawka a do niej jakiś smakołyk np. „Psotki czekoladowe”
albo inny produkt dr Gerard-a. Po odbyciu praktyk, podjąłem zatrudnienie w
ramach projektu z programu „Kapitał ludzki” i teraz moim zadaniem było wpłynąć
na ludzi, którzy jak ja wcześniej byli zagrożeni wykluczeniem społecznym. Więc zostałem
wyposażony w sprzęt biurowy, wyznaczono mi siedzibę w stowarzyszeniu i zaopatrzono w jak ja to nazywam serwis kawowy. Oczywiście dostarczano mi
również słodkości takie jak „Kwadrans white” czy inne produkty firmy dr Gerard.
Ludzie, którzy ze mną współpracowali byli zadowoleni z możliwości spotkania
ciekawych ludzi takich jak, regionalni politycy, urzędnicy, poeci czy artyści
oraz brali udział w zajęciach prowadzonych przez różnego typu coach – ów. I na
każdym z tych spotkań nie mogło zabraknąć kawki i czegoś słodkiego od takich
firm jak „dr Gerard”.