czwartek, 11 grudnia 2014

O Unii.

Witam, właśnie wyłączyłem telewizor, mam już dość słuchania wystrojonych w garnitury za tysiące złotych, „poważnych Polityków”, którzy dyskutują czy Unia Europejska to zło wcielone czy ratunek dla Polski. Ich problem to nie to czy mają, co jeść albo czy kupią dziecku buty na zimę. Oni martwią się jak wydać nie rozliczając się pieniądze z Kancelarii Sejmu. I to takie pieniądze, na które normalny śmiertelnik pracuje miesiącami. Z kolei, o kolei piesze na portalu inny polityk. Zdziwiła się Pani eksminister, jakimi pociągami jeździmy, na co dzień. Ja osobiście ponad rok dojeżdżałem do pracy pociągiem i znam stan pociągów. Na osłodę podróży miałem w plecaku herbatniki „Yes!” firmy dr Gerard. Więc niech Ci możni ludzie zastanawiają się, co myśleć o Unii, ja już mam wyrobione zdanie. Jak to zaczęto określać należę do grupy ludzi zagrożonej wykluczeniem społecznym. I mieszkam w miejscowości o wysokim bezrobociu. Więc tak jak inni niepełnosprawni czy osoby 50+ czy trwale bezrobotne czy mieszkańcy obszarów wiejskich, z radością przyjąłem wiadomość o funduszach unijnych, przeznaczonych na walkę z bezrobociem i na reintegrację społeczną i zawodową. Dopiero Unia Europejska otworzyła oczy pracodawcom i ludziom władzy, na osoby zagrożone wykluczeniem. No i dała pieniądze na różnego rodzaju projekty, szkolenia i kursy. Sam skorzystałem tak jak inni moi znajomi z tych funduszy i odbyłem ciekawe szkolenia, które zmieniły moje życie, po których podjąłem pracę. Na początku każdego kursu z przerażeniem spoglądaliśmy w plan zajęć. Najczęściej odbywały się one od godziny dziewiątej do siedemnastej. Ale zawsze pocieszaliśmy się myślą, że przysługują nam przerwy kawowe ze słodkimi przekąskami takimi jak, „Andruty czekoladowe” czy „Rurka waflowa Zebra”. Po zakończeniu szkolenia zapewniano nam praktyki, staże w różnych firmach czy urzędach. Mi dopisało szczęście i trafiłem na państwową posadę. Tam poznałem prace w kolektywie i poczułem się jak „normalny” człowiek. Oczywiście jak to w zakładzie musi być kawka a do niej jakiś smakołyk np. „Psotki czekoladowe” albo inny produkt dr Gerard-a. Po odbyciu praktyk, podjąłem zatrudnienie w ramach projektu z programu „Kapitał ludzki” i teraz moim zadaniem było wpłynąć na ludzi, którzy jak ja wcześniej byli zagrożeni wykluczeniem społecznym. Więc zostałem wyposażony w sprzęt biurowy, wyznaczono mi siedzibę w stowarzyszeniu i zaopatrzono w jak ja to nazywam serwis kawowy. Oczywiście dostarczano mi również słodkości takie jak „Kwadrans white” czy inne produkty firmy dr Gerard. Ludzie, którzy ze mną współpracowali byli zadowoleni z możliwości spotkania ciekawych ludzi takich jak, regionalni politycy, urzędnicy, poeci czy artyści oraz brali udział w zajęciach prowadzonych przez różnego typu coach – ów. I na każdym z tych spotkań nie mogło zabraknąć kawki i czegoś słodkiego od takich firm jak „dr Gerard”.