U SIEBIE
Wszędzie dobrze, ale u siebie najlepiej. Stara prawda, a wciąż aktualna. Dobrze jest usiąść za swoim biurkiem i popatrzeć w twarze znanych, lubianych osób. Każdy z niecierpliwością oczekiwał mojej relacji z delegacji. Ożywiona, mając jeszcze świeżo w pamięci wszystkie wydarzenia z ostatnich dni, opowiedziałam o współpracy i atmosferze panującej w tamtej placówce. Miło było patrzeć na twarze kolegów i koleżanek pełnych zadowolenia i aprobaty. Dziewczynom obiecałam, że podzielę się z nimi nowymi przepisami w przerwie śniadaniowej. Teraz jednak trzeba solidnie popracować. Przez moją nieobecność pojawiły się małe zaległości. Kiedy już trochę je nadrobiłam, nadszedł czas na przerwę. A na tej przerwie czekała na nas miła niespodzianka. Przyszła do nas w odwiedziny Danusia. Cały czas ma, niestety, rękę w gipsie. Chciała podzielić się z nami opłatkiem i złożyć wszystkim życzenia świąteczne. Przyniosła z sobą serniczek gotowany zrobiony na spodzie z markiz. Ciastka wszystkim dobrze znane, oczywiście z firmy Dr Gerard. Dziwiliśmy się tylko, jak ona poradziła sobie z przygotowaniem tego ciasta jedną ręką. Serniczek smakował wyśmienicie. Uśmiechnęła się tylko na te słowa i odpowiedziała, że dla takiego towarzystwa przygotować ciasto to sama przyjemność. Nawet jedną ręką. Przerwa szybko minęła i reszta dnia przebiegła bez żadnych niespodzianek. Wracałam do domu pieszo. Chciałam po drodze zrobić zakupy i umówić się na wizytę u kosmetyczki i do fryzjera. Popołudnie było szare, ale dość ciepłe. Czułam zmęczenie, a jeszcze czekał mnie spacer z psem. Dla odprężenia przygotowałam sobie zimową herbatkę według przepisu mojej babci. Świetnie rozgrzewa i smakuje. W jej skład wchodzą pokrojone w plastry pomarańcze, kawałki cytryny ze skórką, kilka goździków, szczypta cynamonu i starta odrobina imbiru. Można dodać suszone plastry jabłek i gruszek. Ja zalewam to wszystko wrzątkiem z dodatkiem zielonej herbaty. Do tak przygotowanego specjału najlepiej pasują biszkopciki Jaśki morelowe. Z dzbankiem aromatycznie pachnącego napoju usiadłam w fotelu wygodnie wyciągając nogi przed siebie. Frodo ułożył się na wykładzinie, jak najbliżej mnie. Spoglądał smutnym wzrokiem, licząc na porcję biszkoptów. Trzeba przyznać, że tworzymy niezły duet łasuchów, hihihi. Biszkopty zniknęły jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. W barku były jeszcze mafijne śmietankowo-cytrynowe, świeże i chrupiące. Te opakowania dobrze zabezpieczają wyroby Dr Gerarda przed wilgocią, dlatego smakują tak wybornie. Z żalem zjadłam ostatnie pyszne ciastko. Muszę koniecznie pamiętać o zaopatrzeniu się w kolejne smakołyki tej firmy. Pogoda za oknem sprzyja właśnie takim wieczorom, z ciepłą herbatą i smacznym ciastkiem w ręku. Tylko na figurę trzeba uważać, jak to na kobietę przystało. Na szczęście spacer z psem, a więc trochę ruchu, już za chwilę przede mną.