poniedziałek, 8 grudnia 2014

WIZYTA

WIZYTA
Koleżanka, w drodze do pracy,  przewróciła się na ulicy i złamała rękę. Pojechałyśmy razem
do szpitala,  na izbę przyjęć . Okazało się, że było tam bardzo dużo ludzi z podobnymi obrażeniami ,
to prawdopodobnie skutek marznącej mżawki na chodnikach i jezdni .  Przedłużające się oczekiwanie na jej kolej postanowiłam umilić  nam kubkiem kawy. Ona została pilnując kolejki, a ja wyruszyłam 
na poszukiwania bufetu. Miłym zaskoczeniem było czyste, przestronne  pomieszczenie z kilkoma stolikami, pachnące świeżo parzoną kawą i ciepłymi bułeczkami. No, ale prawdziwą niespodzianką było odnalezienie  na półkach mnóstwa produktów Dr Gerard, a wśród nich moich ulubionych PAŁECZEK i KREMISIÓW. Mając jednak ochotę na jakąś odmianę, zdecydowałam się na PRYNCYPAŁKI. Nie wiedziałam, co tak naprawdę lubi Danusia czekająca na mój powrót  w holu izby przyjęć,
ale byłam pewna, że przypadną jej do gustu. Pani pracująca  w bufecie zapakowała mi to wszystko
w papierowe pudło ułatwiające przenoszenie kilku  kubków z gorącą kawą. Duży plus dla kogoś, kto
o tym pomyślał. Danusia z wdzięcznością przyjęła kubek z kawą, natomiast nie była zainteresowana żadnym jedzeniem. Mówiła, że tak mocno ją boli, że niczego nie chce. Siedziałyśmy tam cztery godziny. Okazało się, że ręka jest paskudnie złamana w nadgarstku i mocno obita, Danka została zaopatrzona w gips i receptę na leki przeciwbólowe. Dyżurujący  lekarz z uśmiechem zaprosił nas
na kolejną wizytę, czyli zdjęcie gipsu  za sześć tygodni. Po wyjściu z gabinetu lekarskiego usiadłyśmy
w holu  czekając, aby gips dobrze zasechł. Po Danusi widać było zmęczenie, ale i tak zaproponowała jeszcze jedną kawę. Zaprowadziłam ją do wcześniej odwiedzonego przeze mnie bufetu. Tym razem usiadłyśmy przy stoliku. Ja poszłam kupić  kawę i MARKIZY GOLD, oczywiście firmy Dr Gerard,
bo  kupione przeze mnie wcześniej  PRYNCYPAŁKI zjadłam sama ,czekając na wyjście koleżanki
z gabinetu hihihi. Jestem łasuchem na dobre słodycze, a przecież do takich właśnie trzeba zaliczyć te
z firmy Dr Gerard. Spędziłyśmy w tym bufecie jeszcze godzinkę, przyjemnie plotkując, a potem taksówką odwiozłam Dankę do domu i obiecałam wrócić nazajutrz. Spacerkiem wróciłam do domu. Czekał tam na mnie z utęsknieniem mój pies, och, ile było radości w tym przywitaniu. Wyszliśmy  
na upragniony spacer, Frodo  szalał, aportując kija, ten pies ma niespożytą energię. Z uśmiechem patrzyłam na jego szaleńczy galop. Zdyszany, ale szczęśliwy wrócił na wydaną przeze mnie komendę. Pies dostał swoją porcję karmy, a ja odgrzałam sobie wczorajszy obiad  w mikrofalówce. Czując  narastające zmęczenie usiadłam wygodnie w fotelu, wyciągając obrzmiałe stopy przed siebie. Frodo od razu legł przy mnie na wykładzinie i delikatnie lizał moją dłoń, domagając się długo oczekiwanych pieszczot. Po należnej mu porcji przyjemności, nadszedł czas na mój relaks. Włączyłam  odtwarzacz muzyki z ulubioną płytą  i sięgnęłam  ręką  do miseczki pełnej mafijnych ciastek. No, teraz już nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne.